Menu

Artykuły

Gdzieś już to widziałem, czyli Twin Films przykładów kilka

Dwa podobne do siebie filmy wchodzą do kin w podobnym czasie. Przypadek? Nie, to zjawisko zwane Twin Films, czyli bliźniacze filmy, które od dawna znane jest w Hollywood.

Zdarza Wam się czasami, że oglądacie film w kinie i jesteście przekonani, że już gdzieś podobną fabułę widzieliście? To wcale nie deja vu, lecz zjawisko w kinematografii zwane Twin Film, czyli bliźniaczymi filmami. Jego przyczyn można doszukiwać się w różnych źródłach, choć najbardziej romantyczna wydaje się teoria Zeitgeistu, czyli ducha czasu – po prostu w pewnym momencie jakaś historia, zjawisko lub poetyka staje się wyjątkowo oddziaływać w konkretnym czasie. I co ciekawe, to się czasami zdarza. Jednak bardzo często historie te powstają poprzez dużą popularność i aktualność tematu. Czasem pomysły są podkradane z innych studiów lub równolegle powstają dwa filmy z powodu różnic artystycznych dwójki twórców.

Czytaj także: Najlepsze filmy 2016 roku

Jest jeden znaczący przykład Twin Films, który nie wpisuje się w powyższe kategorie. Chodzi o produkcje studia Asylum, które tworzy filmy klasy Y tylko z opisu niejako przypominające wielkie blockbustery (krytycy ochrzcili je mianem mockbusterów). Wśród nich możemy znaleźć m.in. Atlantic Rim, Battle of Los Angeles, Hansel vs Gretel i inne wesołe produkcje.

My jednak skupimy się na tych wcześniej wymienionych produkcjach – wysokobudżetowych i popularnych – które nazywać można Twin Films. Macie jakieś swoje interesujące propozycje? Piszcie w komentarzach.

Tombstone i Wyatt Earp (1993-1994)

Pierwotnie słynnego Wyatta Earpa w Tombstone grać miał Kevin Costner, który jednak nie zgadzał się z wizją Kevina Jarre’a, scenarzystą filmu, i postanowił stworzyć swój własny obraz we współpracy z Lawrence’em Kasdanem. Tak zrodził się pomysł na Wyatta Earpa, a dzieła te powstawały mniej więcej równorzędnie. Stróża prawa w tym pierwszym filmie zagrał więc Kurt Russell. Dołączyła do niego masa innych aktorów, co stało się głównym zarzutem filmu Cosmatosa – było w nim zdecydowanie za dużo postaci. A jednak film spodobał się publiczności. Nie odniósł może spektakularnego sukcesu finansowego, ale zarobił na siebie. Pół roku później w kinach pojawił się Wyatt Earp i zaliczył ogromną klapę. Film został odrzucony przede wszystkim przez swoją długość – próba skupienia się na głównej postaci oraz ambicja projektu przysłoniła przyjemność, która powinna płynąć z widowiska. Widzowie otrzymali więc film wielki, piękny, ale toporny. Oba przetrwały próbę czasu, ale ciągle chętniej wraca się jednak do Tombstone.

Gordy i Babe - świnka z klasą (1995)

To ciekawy przypadek i trudno dojść do tego, czy pomysły te są jakoś ze sobą powiązane. Cóż, każdy z nich skupia się na gadającej śwince – jedna na imię ma Gordy, druga Babe. Jeden film pochodzi ze Stanów Zjednoczonych, drugi z Australii. Jeden opowiada słabą historię porwania i próby odbicia rodziny, drugi skupia się na uroczej śwince, która uczy się na farmie tolerancji i samoakceptacji. Pierwszy został stworzony przez nieznane nazwiska, za Babe zabrał się niejaki George Miller, słynny aktualnie z takich obrazków jak Happy Feet: Tupot Małych Stóp i Mad Max: Na drodze gniewu.

Oba filmy wyszły w wiosenno-letnim sezonie 1995 roku. Gordy popłynął kompletnie w box office, zaś Babe okazał się fantastycznym finansowym sukcesem, zarabiając 254 mln dolarów przy 30 mln budżetu. Film otrzymał 7 nominacji do Oscara i zdobył jedną statuetkę – za efekty specjalne – pokonując… Apollo 13.

 Mrówka Z i Dawno temu w trawie (1998)

Ten przykład jest bardzo ciekawy, gdyż są to dwie bardzo znane animacje i do tej pory toczy się wojna o to, która z nich jest lepsza – bajka Pixara czy Dreamworks. Największa jednak wojna rozegrała się za kulisami powstawania tych dwóch filmów, bo przecież to nie był przypadek…

Jeffrey Katzberg był dyrektorem Walt Disney Studios do 1994 roku, kiedy to po kłótni z dyrektorem Disneya opuścił firmę. Wraz ze Stevenem Spielbergiem oraz Davidem Geffenem założył więc studio Dreamworks SKG, które miało konkurować z animacjami przygotowywanymi przez Pixara. Jeszcze przed produkcją Toy Story John Lasseter zdradził Katzbergowi pomysł na animację o mrówkach. Gdy jednak dowiedział się już podczas produkcji jego drugiego filmu, że Dreamworks również pracuje nad podobnym projektem, wpadł w wściekłość. Podobnie Steve Jobs prowadził wrogą kampanię przeciwko Mrówce Z. Ostatecznie filmy te wyszły pod koniec 1998 roku i okazało się, że różnią się pod wieloma względami, pomijając bardzo prostą fabularną konstrukcję.

Różniły się przede wszystkim tonem – Mrówka Z celowała w starszą widownię, stosując satyrę i żarty o seksualnym podtekście. Zresztą owady z tego filmu były bardziej podobne do swoich realnych odpowiedników niż w Dawno temu w trawie – tam postacie były znacznie ładniejsze, bardziej kolorowe i przystosowane dla młodszych widzów. A jednak Mrówka Z poradziła sobie znacznie gorzej w box office, ponosząc druzgocącą klęskę, animacja Pixara zaś święciła kinowe sukcesy.

Dzień zagłady i Armageddon (1998)

Duże, wysokobudżetowe produkcje, wyprodukowane jednak przez dwójkę mało doświadczonych reżyserów – z jednej strony Mimi Leder (znana aktualnie z pracy przy serialu Pozostawieni), z drugiej Michael Bay. Ona na koncie ma jeden film, on – dwa. Na wiosnę i lato 1998 roku widzowie zobaczyli aż dwie wizje końca świata, do tego bardzo podobne do siebie. Zagrożeniem nie byli kosmici, czy wojna nuklearna, lecz meteor (tudzież kometa), której zderzenie z Ziemią ześle zagładę naszej planety. Z tego względu wysyłany jest oddział kosmonautów, którzy muszą uratować ludzkość poprzez zmianę trajektorii obcego ciała bądź jego zniszczenie. W Dniu zagłady udaje się to częściowo, gdyż jedna część komety uderza w Ziemię niszcząc wiele miast i zabijając wiele ludzi. W Armageddon poświęcenie Bruce’a Willisa ratuje wszystkich.

Filmy były wobec siebie mocno konkurencyjne. Choć uważa się, że Dzień zagłady był lepszy i bardziej poprawny naukowo, to jednak Armageddon poradził sobie znacznie lepiej w box office, choć oba filmy przyniosły zyski. Film Michaela Baya był najlepiej zarabiającym filmem 1998 roku zaś film Leder był najlepiej zarabiającym filmem stworzonym przez kobietę i utrzymywał tę pozycję aż do czasu Zmierzchu w 2008 roku. To był także pojedynek aktorski – z jednej strony Duvall, Wood, Freeman, z drugiej Willis, Affleck, Thronton, Tyler, Buscemi. Dzień zagłady miał muzykę autorstwa Jamesa Hornera… Ale Armageddon miał kultowy już utwór Aerosmith.

Gdzie jest Nemo? i Rybki z ferajny (2003-2004)

Kolejna kość niezgody między Pixarem a Dreamworks, choć tu rzeczywiście iskrzyło już nie tak jasno. Gdy Rybki z ferajny zaczęły powstawać, Gdzie jest Nemo? już dawno było w produkcji. Założyciel tego drugiego studia, Jeffrey Katzenberg, tym razem jasno się wypowiedział, że grają z Pixarem w otwarte karty, by znów nie doszło między nimi do konfliktu, zaznaczając przy okazji, że filmy te nie mają ze sobą nic wspólnego. Katzenberg zresztą miał rację, co widać już na pierwszy rzut oka. W przeciwieństwie do mrówkowej historii tutaj rzeczywiście jedyne, co łączy bohaterów, to fakt, że są rybami.

Wyraźny też jest efekt końcowy. Rybki z ferajny może i odniosły sukces finansowy, ale zostały całkowicie odrzucone przez krytykę. Tymczasem Gdzie jest Nemo? do tej pory uznawany jest za jedną z najlepszych animacji Pixara i najlepszych animacji w ogóle. A pieniądze? Cóż, prawie miliard przychodu przy ponad 90 mln budżetu mówi samo za siebie. 2:0 dla Pixara.

Strony: 123
Przejdź do komentarzy (0)
Komentarze