X-Men: Mroczna Phoenix to gigantyczna klapa. Film przyniesie ogromne straty

X-Men: Mroczna Phoenix osiągnęła najgorsze otwarcie w historii serii. Pojawiły się szacunki, jak wysokie straty ten film wygeneruje.

X-Men: Mroczna Phoenix osiągnęła najgorsze otwarcie w historii serii. Pojawiły się szacunki, jak wysokie straty ten film wygeneruje.

X-Men: Mroczna Phoenix to klapa. Film zadebiutował w USA z fatalnym wynikiem w wysokości 33 mln dolarów. Na świecie poradził sobie ciut lepiej z wynikiem 107 mln dolarów. To nie zmienia faktu, że to najgorsze wyniki w historii serii. A jak poradziła sobie konkurencja? Więcej o tym w zestawieniu box office.

Według ekspertów i analityków finansowych film nie ma szans się zwrócić. Mówi się o stratach dla studia 20th Century Fox w wysokości od 100 mln dolarów do 120 mln dolarów. Na to nie wpływają tylko fatalne wyniki i spodziewane ogromne spadki zainteresowania, ale też za duży budżet - na realizację filmu, dokrętki oraz promocje wydano łącznie 350 mln dolarów. Szacuje się, że łącznie ze świata film zbiera z 300 mln dolarów wpływów (optymiści szacują 325 mln dolarów, inni że może 285 mln dolarów). A pamiętajmy, że z tej kwoty tylko określony procent idzie do studia filmowego.

Jakie są przyczyny? Według dziennikarzy Deadline dużo w tym zasługi producentów z Foxa. Pamiętajmy, że film powstał zanim jeszcze ogłoszono chęć zakupu studia przez Disneya, Początkowo chciano z Mrocznej Phoenix zrobić dwa filmy, które w sposób rozbudowany dokonają adaptacji tej historii, a potem studio podjęło decyzje, by skondensować ją do jednej produkcji. Problem zaczął się podczas kolejnych pokazów testowych, które osiągały fatalne oceny, więc zaczęto kombinować, zmieniać i mieszać.

Dziennikarze twierdzą, że w jednej wersji Jean Grey umiera, ale nie zostało to dobrze ocenione. Jeśli oglądaliście film, wiecie, że Jean nie umiera, tylko przeobraża się w tytułowego Phoenixa . Początkowo finał miał być kameralny, wręcz intymny i brali w nim udział Jean, Cyclops, Xavier oraz czarny charakter zwany Vuk. Widzowie podczas pokazu testowego powiedzieli, że chcą zobaczyć, jak wszyscy X-Meni walczą, więc dokonano zmiany.

Deadline twierdzi, że plotki o tym, że końcówka miała być podobna do Kapitan Marvel, są nieprawdziwe. Dokrętki mają związek z tym, że chcieli w finale wprowadzić walki wszystkich mutantów. Podobno decyzja jednak został podjęta zbyt późno, by zrobić to dobrze i poprawić to, co należało poprawić. Zwracają też uwagę, że fakt dokrętek nie zwiastował klapy. Dla porównania mówią, że więcej dokrętek miał film X-Men: Pierwsza klasa. Jest to coś standardowego, wpisanego w budżet superprodukcji hollywoodzkiej.

Deadline twierdzi, że problem był z wyciekiem informacji i tym, jak PR studia na nie reagował. Gdy pojawiły się informacje o problematycznych dokrętkach, nikt nie zajął się budową odpowiedniej atmosfery. Zdaniem dziennikarzy to wpłynęło na zbudowanie mniemania, że dzieje się coś bardzo złego. Problem pogłębiło kolejne przesunięcie premiery z lutego na czerwiec, zaledwie dwa dni po premierze drugiego zwiastuna. To zdaniem ekspertów budowało obraz czegoś bardzo słabego.

Do tego zdaniem dziennikarzy nie pomogła premiera po Avengers: Koniec gry, bo w głowach krytyków oraz widzów jest to obraz perfekcyjnego filmu o superbohaterach i automatycznie pojawiają się porównania. Wpływ na to też miała fatalna promocja. Podobno w dziale marketingu był chaos i zła wizja. Źródło Deadline twierdzi, że podczas spotkań działu marketingu nie było zbyt wiele rozmów o X-Menach i ich konkurencji. Do tego krytykowano materiały promocyjne, które zdaniem informatora, nie wykorzystywały choćby faktu, że Sophie Turner jest piękną aktorką, więc na grafikach prezentowali ją, według niego, jak zombie.

Ich zdaniem Disney niewiele mógł zrobić po przejęciu studia w marcu, bo nie było już czasu na uratowanie tego filmu.

Źródło: deadline.com / zdjęcie główne: materiały prasowe

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV