Repertuar kin Nowość Program TV

 

Advertisement
 

Testujemy drona JJRC X9

Patryk Vega uwielbia kręcić ujęcia z lotu ptaka przy pomocy dronów. My postanowiliśmy sprawdzić, czy tani gadżet od chińskiego producenta może sprawdzić się w roli kamery dla filmowców amatorów.

Firma DJI to niekwestionowany lider w branży dronów do filmowania. Niestety, sprzęt tej firmy jest stosunkowo drogi, dlatego jest poza zasięgiem finansowym wielu początkujących pilotów. Na szczęście na rynku nie brakuje tańszych sprzętów, które obiecują spełnić marzenia filmowca-amatora. Wzięliśmy na warsztat jeden z takich tanich sprzętów, aby przekonać się, czy warto w niego zainwestować.

Plastik, ach ten plastik

Dron JJRC X9 przyszedł do firmy w prostym, białym pudełku z tektury. W środku umieszczono dwie idealnie spasowane gąbki, w których umieszczono sam pojazd, baterię, ładowarkę, kontroler oraz kilka dodatkowych elementów jak kabel czy wymienne śmigła.

Sam dron robi bardzo dobre pierwsze wrażenie. Mimo niewielkich rozmiarów wydaje się porządnie wykonany, a bateria po zadokowaniu trzyma się bardzo sztywno. Składane śmigła mimo swojego filigranowego rozmiaru także dobrze się prezentują, wykonano je z porządnego tworzywa. Entuzjazm opada jednak w miarę upływu czasu.

Złącze na microSD oraz port microUSB ukryto pod małą klapką, którą dość ciężko otworzyć i można połamać sobie na tym paznokcie. Same wejścia osadzone są dość głęboko, a złącze USB wydaje się nie spełniać żadnej funkcji. Można podpiąć drona do komputera, ale nie zgramy w ten sposób zdjęć, bateria też się nie naładuje. To prawdopodobnie pozostałość po jakimś innym chińskim dronie zbudowanym w oparciu o tę samą płytę główną. A jeśli chodzi o baterię – to pod obudową grzechocze jakiś element, być może jakaś niedokręcona, obluzowana śrubka.

Bez problemu kartę wcisną tu tylko ludzie o bardzo małych palcach.

Gimbal też nie jest idealny. Kiedy dobrze się przyjrzymy, dostrzeżemy za nim elektronikę nieosłoniętą żadną obudową. Jeśli JJRC X9 wyląduje w wodzie, prawdopodobnie będziemy musieli się z nim pożegnać. Co gorsza, w szczelinę za gimbalem może dostać się śnieg, a wydłubanie go nie będzie proste. Ktoś może stwierdzić, że wystarczy startować i lądować na nieośnieżonej powierzchni. Cóż… to nie zawsze rozwiąże problem, ale o tym za chwilę.

Niedociągnięcia konstrukcyjne samego drona nie są zbyt rażące, za to o kontrolerze RC nie można powiedzieć tego samego. Przypomina on tanie chińskie zabawki wykonane z podrzędnego plastiku. Anteny są tak delikatne, że mogłoby złamać się od samego rozkładania. Na szczęście podczas testów obyło się bez takich atrakcji.

Jakość wykonania kontrolera pozostawia sporo do życzenia. Wykonano go z taniego plastiku i jest źle wyważony. Na szczęście gałki pracują w miarę płynnie.

Na miejsca… gotowi… start?

Instrukcja obsługi wygląda biednie, przyoszczędzono na druku, przez co jest nieczytelna. A co gorsza – zawiera błędy utrudniające obsługę drona. Nie latałem takimi pojazdami od czasów pierwszego Parrota, dlatego można założyć, że jestem dronowym laikiem. Gdybym nie posiłkował się internetem, nie udałoby mi się nawet włączyć JJRC X9.

W instrukcji napisano, że uruchamia się go przytrzymując przycisk zasilania przez dwie sekundy. Problem w tym, że to nie działa. Przyduszałem guzik przez dobrą minutę i dron dalej pozostawał nieaktywny. Dopiero kiedy znalazłem film z recenzją drona innej firmy, opartego na tej samej konstrukcji, odkryłem, jak zmusić to maleństwo do posłuszeństwa. Otóż najpierw trzeba szybko nacisnąć przycisk zasilania i zanim lampki informujące o poziomie naładowania baterii zgasną – nacisnąć go jeszcze raz, tym razem przez dwie sekundy. Niby proste, ale instrukcja jakoś o tym nie wspomina.

A kiedy dron zacznie działać, prostą melodią dobitnie przypomni nam, z jakiego kraju pochodzi. Nie, nie zagra Marsz Ochotników, hymnu narodowego Chin. Pamiętacie te chińskie lampki za kilkadziesiąt złotych, które grały piszczące kolędy? Z głośniczka JJRC X9 wydobędzie się coś, co jak żywo przypomina te potworki.

Jesteś pilotem, uświadom to sobie

Czas odpowiedzieć na najważniejsze pytanie: jak lata to maleństwo. Zacznijmy od tego, że musisz mieć telefon pracujący w standardzie Wi-Fi 5 GHz, aby sparować sprzęt z kontrolerem. Sama aplikacja jest bardzo toporna i ograniczyłem się z wykorzystywania jej wyłącznie w roli podglądu kamery. Teoretycznie powinna umożliwić wyznaczanie punktów, po których będzie poruszać się JJRC X9, ale na moim telefonie (LG G6) lokalizacja nie działała. Podobnie jak funkcja zatrzymywania nagrywania. Mogłem uruchomić je z poziomu aplikacji, ale jeśli chciałem zatrzymać nagrywanie – musiałem wyłączyć drona.

Gearbest przygotował promocję dla spóźnialskich mikołajów

Za to same gałki w kontrolerze sprawowały się świetnie. Dron błyskawicznie reaguje na polecenia, jest bardzo zwrotny i szybki. Niestety, z powodu niewielkiego rozmiaru oraz małych śmigieł jest bardzo podatny na podmuchy wiatru i lubi się bujać w powietrzu.

Średnio działa także system automatycznego powrotu do miejsca startu, dron lubi rozminąć się z nim o metr czy dwa, w zależności od warunków pogodowych. W zimie może okazać się to dość kłopotliwe i sprowadzić JJRC X9 wprost w wielką zaspę.

Jeśli zaś chodzi o samą baterię, to tu jestem mile zaskoczony. Mimo pracy przy minusowej temperaturze rozładowała się po 16 minutach, czyli w maksymalnym czasie wskazanym przez producenta. Świetnie.

Co ja tu widzę?

Niestety, z filmami nie jest już tak różowo. Gimbal dość dobrze stabilizuje kamerę podczas ostrych manewrów i zrywów, ale dzieje się to kosztem pogorszenia rozdzielczości. Testowałem drona przy słabych warunkach oświetleniowych, w pochmurny dzień, większość nagrań jest rozmytych w trakcie ruchu. Ale to jeszcze dałoby się przeboleć gdyby nie inny, znacznie poważniejszy problem.

Producent podaje, że JJRC X9 nagrywa filmy w 1080p. Niestety, nie jest to do końca prawda. Owszem, filmy zapisują się w rozdzielczości 1080p, ale matryca pracuje z mniejszą natywną rozdzielczością, a obraz jest skalowany do Full HD. Widać to wyraźnie po artefaktach zarejestrowanych na nagraniu, obraz jest po prostu rozpikselowany.

Czy będziesz drugim Vegą?

Mam nieco mieszane uczucia względem tego drona. Świetnie się go prowadzi i jest tak tani, że sprawdzi się w rękach początkujących pilotów. Jest też na tyle wytrzymały, że bez problemu przetrwa pierwsze nieporadne próby lotu. Zwłaszcza że w pudełku znajdziemy zestaw wymiennych śmigieł, dzięki którym zderzenie z latarnią czy drzewem nie zakończy naszej przygody z dronowaniem.

Z drugiej strony dron prawdopodobnie nie pracuje w rozdzielczości 1080p, jak sugeruje specyfikacja. JJRC X9 to dobre narzędzie treningowe, ale raczej nie sprawdzi się w rękach tych, którzy szukają drona przede wszystkim do kręcenia filmów. Układ optyczny JJRC X9 działa po prostu przeciętnie.

Jeśli jednak nie chcesz nakręcić spin-offu Kobiet mafii i chcesz sobie po prostu polatać, prawdopodobnie będziesz z niego zadowolony. JJRC X9 sprzedawany jest przez stronę GearBest za 780 zł, ale często trafia na wyprzedaż – obecnie można kupić go za 649 zł. I taką kwotę warto w niego zainwestować.

 

 

 

Najlepsze z 24h

Piotr Piskozub
-

Spider-Man: Daleko od domu – co…

Zwiastun Spider-Man: Daleko od domu zadebiutował już w sieci. Czas zastanowić się, co mówi on…

Piotr Piskozub
Plotka
-

MCU – po Endgame czas na…

W sieci pojawiły się spekulacje, według których Marvel Studios rozwija wchodzący w skład MCU projekt…

Piotr Piskozub
-

Zapłaciłbyś 230 tys. zł? Poznaj najdroższe…

Chcemy przedstawić Wam listę najdroższych popkulturowych zabawek z serii Funko POP!.

Adam Siennica
-

Sex Education: sezon 1 – recenzja

Sex Education to nowy serial Netflixa wyprodukowany w Wielkiej Brytanii. Czy warto obejrzeć? Oceniam bez…

Ocena recenzenta:
8
Michalina Reda
-

Spider-Man: Daleko od domu – najlepsze…

Spider-Man: Daleko od domu to film MCU, którego zwiastun zadebiutował zaledwie wczoraj. Dziś natomiast przygotowaliśmy…

Emil Borzechowski
-

Netflix: wzrost cen abonamentu również w…

Podwyżki cen Netflixa przed nami? Nastroje widzów uspokaja biuro prasowe Netflix: wzrost cen w USA…

Co o tym sądzisz?