WYDAWNICTWO LITERACKIE: Cienioryt to Twoja najbardziej rozbudowana powieść i nie chodzi tu nawet o ilość stron, bo lubisz pisać długie powieści, ale o konstrukcję świata. Świat Cieniorytu jest wielopłaszczyznowy, bardzo ciekawy i wciągający. Jak wyglądała praca nad tą książką i jak zrodził się pomysł na ten świat?

KRZYSZTOF PISKORSKI Zawsze interesowałem się taką fantastyką, która próbuje stworzyć coś nowego, interesującego. A pomysł na Cienioryt narodził się chyba podczas pobytu w Barcelonie. Było upalne lato, słońce piekło, a cienie były wyjątkowo czarne. Kiedy na nie patrzyłem, wpadł mi do głowy prosty pomysł na wykreowanie świata, w którym odpowiednio gęsty i ciemny cień staje się oknem do innej przestrzeni, do podświata, oceanu mroku, którym podszyta jest nasza rzeczywistość, zamieszkanego przez niezbadane istoty.

Podszlifowałem trochę ten pomysł, przemyślałem go solidnie. I tak narodziła się cieńprzestrzeń, która w powieści pełni wiele funkcji, np. transportową – można nią przesyłać informacje lub przechodzić z jednego cienia w drugi. Kiedy miałem już pomysł na działanie świata, zacząłem zastanawiać się, jak cieńprzestrzeń może być wykorzystywana w technologii. Potem: jak wpływa na tamtejszą kulturę, ekonomię i obyczaje – aż po najprostsze codzienne czynności. Potem przyszedł czas na warstwę geopolityczną. Nakreśliłem uniwersum przypominające siedemnastowieczną Europę z okresu wojny trzydziestoletniej i umieściłem w nim skłócone państwa, wielkie rody, grandów, królewską dynastię.

To była duża kreacja, chyba najbardziej pracochłonne budowanie tła ze wszystkich moich dotychczasowych powieści.

Punkt wyjścia jest bardzo prosty. Zasadza się bowiem na pierwotnym, atawistycznym lęku przed ciemnością, który towarzyszy nam od dziecka…

Tak. Jeśli chodzi o mechanikę związaną z cieniami, nie da się ukryć, że strach przed mrokiem jest jednym z najbardziej fundamentalnych ludzkich uczuć, które utrwaliło się w ciągu tysięcy lat ewolucji. Należy zawsze uważać na ciemność, bo nie wiadomo co się w niej kryje. Ale to właśnie powód, dla którego świat i myślenie bohaterów Cieniorytu nie wydają nam się przekombinowane, przyjmujemy je naturalnie. Potrafimy wczuć się w ich lęki, bo każdy przecież choć raz poczuł się niekomfortowo wędrując nocą przez miasto, lub idąc do łazienki przez ciemny dom. Myślę, że to jedna z dużych sił tej powieści.

Książkę czyta się jednym tchem, bo zadbałeś także o odpowiednią fabułę. Tempo akcji jest zawrotne. Duży wpływ mają na nie bohaterowie, z którymi bardzo szybko się utożsamiamy…

Pierwsze skrzypce gra Arahon Caranza Martenez Y’Grenata Y’Barratora, czyli krótko: Arahon. Jest szermierzem, który widział już lepsze czasy. Teraz mieszka w biednej, wynajmowanej izbie przy ulicy Alaminho. Uczy fechtunku ludzi niezbyt zamożnych, bo nie ma wystarczająco znanego nazwiska, by przyciągnąć bogatych uczniów i patronów. Przyświeca mu prosty cel - chce odłożyć wystarczająco pieniędzy, opuścić miasto, zamieszkać gdzieś na prowincji, zerwać z przeszłością, która dręczy go na każdym kroku.

A jednak wciąż przyciąga kłopoty…

Inaczej nie byłby głównym bohaterem (śmiech). Przez swój charakter Arahon popada w coraz to nowe konflikty z pozostałymi bohaterami powieści. Oprócz niego karty Cieniorytu zaludnia bowiem cała galeria zabijaków z różnych stron świata, którzy pracują dla różnych patronów i reprezentują różne siły. Czasem muszą współpracować, czasem ze sobą rywalizować. Jest też uczony z dalekiego północnego kraju zwanego Holbranvią, lekko inspirowany postacią Tycho de Brahe, który bada właściwości cienia. Jest łysy drukarz Elhandro Camina, dobry przyjaciel głównego bohatera. Pojawia się kobieta, z którą Arahona łączy nietypowa znajomość - jej mąż był niegdyś jednym z konkurentów Arahona, zawsze pracował dla przeciwnej strony i w końcu stracił życie w pojedynku z głównym bohaterem. Ta tragiczna przeszłość ma wielki wpływ na kontakty bohatera z Iorandą.

Nakreśliłem wiele interesujących – mam nadzieję – postaci, a co ważniejsze, żadnej nie starałem się dawać autorskiego immunitetu. Chciałem, by czytelnik miał wrażenie, że nie jest postanowione co się stanie z bohaterami, że mogą zginąć w każdej chwili, bo żyją w niebezpiecznych czasach.

Akcja toczy się w mieście Seriva – czyli fantastycznym odpowiedniku Barcelony. Ten świat wzorowany jest w dużym stopniu na Hiszpanii, Półwyspie Iberyjskim. Ale pojawia się także Holbranvia – czyli Niderlandy, Holandia?

Tak. Federacja miast-państw, przypominająca protestanckie społeczeństwa z siedemnastego wieku. Jest jeszcze dalsze Południe, gdzie mieszkają ludy, które mają bardzo ciekawe zwyczaje oparte na wykorzystaniu mechaniki cienia. Świat powieści jest dosyć rozbudowany. Można by się nawet pokusić o narysowanie sporej mapy czy atlasu.

Miłośnicy dobrej rozrywki, powieści przygodowych, których w polskiej literaturze brakuje, na pewno będą zachwyceni. Także fani fantastyki nie będą rozczarowani. Niektórzy z pewnością zadadzą sobie pytanie jak gatunkowo zaklasyfikować Cienioryt. Wiem, że interesujesz się steampunkiem. Czy to jest steampunk?

Na pewno nie jest to czysty steampunk, bo brak charakterystycznych dla tego prądu wiktoriańskich gadżetów –  kółek zębatych, analogowych mechanizmów i tak dalej. Jednak moje zainteresowanie tą estetyką wpłynęło w pewien sposób na konstrukcję świata, przełożyło się na moje myślenie o jego technologii.

W Cieniorycie istnieje technika, która co prawda nie jest steampunkowa, ale także jest unikalna, wymyślona na potrzeby książki. Nawiązuje do specjalnych właściwości cienia, do skrótów między cieniami, skrótów na głębokie cieńbokości, na których panuje ogromne ciśnienie i wysoka temperatura. Takie wynalazki na pewno w pewien sposób łączą książkę ze steampunkiem. Jeden z czytelników nawet zaproponował na moją estetykę nowe słowo: shadowpunk (śmiech).

A jeśli chodzi o poważną klasyfikację Cieniorytu – nie jest to prosta sprawa. Z jednej strony chciałem stworzyć historię przygodową, którą by się świetnie czytało, sięgającą do bardzo bogatego siedemnastego wieku. Z drugiej chciałem oddać urok i ładną frazę literatury iberoamerykańskiej, którą bardzo chętnie czytam. Trzecią nogą Cieniorytu jest zaś współczesna fantastyka, na przykład właśnie steampunk.

Główny bohater jest fechtmistrzem. Z kart powieści wynika, że znasz się na rzeczy. Rzeczywiście czasami "machasz żelazem"?

Nie ćwiczę szermierki, ale – jak chyba każdy miłośnik fantastyki – kiedyś mieczem machałem, w bractwie rekonstrukcji historycznej. Interesuję się i czytam dużo zarówno o walce średniowiecznym mieczem dwuręcznym i półtoraręcznym, jak i o broni białej w późniejszych czasach. Dla potrzeb Cieniorytu wyciągnąłem tłumaczenia i ekstrakty z wielu szesnasto- i siedemnastowiecznych traktatów szermierczych. Przede wszystkim traktatów Thibaulta.

Kiedy przeglądałem ich zeskanowane wersje, które są dostępne na stronach wielu grup rekonstrukcji historycznej, zafascynowały mnie ryciny. Próbowały one opisać całe pole walki pomiędzy dwoma szermierzami w niezwykle geometryczny sposób, zamykając je w figurach z ogromną liczbą przekątnych. To hiszpańska szkoła walki rapierem, znana jako la verdadera destreza, która bardzo różni się od tego co zazwyczaj widzimy w filmach płaszcza i szpady. No i właśnie fakt, że jest to sztuka tak matematyczna, specyficzna, tak mało dzisiaj znana, przyczynił się do tego, iż główny bohater jest właśnie nauczycielem la destrezy. Ta geometryczność stylu walki splotła się w mojej głowie z wymyśloną techniką tego świata. Wszystko bardzo mi do siebie pasowało.

A jednak technika świata i walki są tylko tłem, które wypełniają życiem bohaterowie. Oni są siłą tej książki. Z nimi się utożsamiamy. Lubimy Arahona, kibicujemy mu od pierwszych stron powieści.

Cieszę się, że tak właśnie czytelnicy odbierają Arahona. Nie jest bohaterem rodem z heroic fantasy: silnym, niepokonanym. Arahon ma liczne problemy, nie tylko finansowe. W życiu nie doszedł tak daleko jak chciał, zmarnował sporo szans, karierę zakończył smutno. Ale jest coś, dzięki czemu może się zapomnieć, odpocząć. To szermierka. Ćwiczył ją z tak wielkim uporem i tak długo, że jest prawdziwym mistrzem. Nie przekłada się to jednak w prosty sposób na jego sytuację w świecie powieści, nie jest dzięki temu bogaty, nie prowadzi renomowanej szermierczej szkoły. Tam bowiem, podobnie jak u nas, nie jest tak ważne, co się umie naprawdę, tylko to co ludzie myślą, że umiemy. Byle bogaty szlachcic, który popisze się na kilku turniejach, jest uważany za dużo lepszego szermierza, niż Arahon Y’Barratora.

I w tym tkwi jego siła…

Oczywiście, Arahon nie chce zbytnio chwalić się swoimi umiejętnościami, bo zdaje sobie doskonale sprawę z tego, że lepiej, aby przeciwnicy go nie doceniali. Prowadzi piekielnie niebezpieczne życie. Tak naprawdę sława pierwszej szpady Serivy jeszcze bardziej skomplikowałoby jego - i tak nie prostą - życiową sytuację. Arahon to złożona, wielowymiarowa postać. Pewnie właśnie dlatego pierwsi czytelnicy Cieniorytu tak go polubili.

To jest uproszczona wersja artykułu. KLIKNIJ aby zobaczyć pełną wersję (np. z galeriami zdjęć)
Spodobał Ci się ten news? Zobacz nasze największe HITY ostatnich 24h
Skomentuj