Twórcy „Justified” nie powtarzają błędów sprzed roku i chcą koniecznie pożegnać się z widzami z klasą. Finałowy sezon jest póki co znakomity, a pomysł na niego genialny w swojej prostocie.
„
Justified: Bez przebaczenia” znów zachwyca jak w seriach 1-4. Ta poprzednia się scenarzystom nie udała. Zbyt dużo wątków pobocznych, niemalże proceduralne historie i rodzinne dramaty na poziomie opery mydlanej nie pozwoliły serialowi rozwinąć skrzydeł w 5. sezonie. Teraz już takich kombinacji w hicie FX nie znajdziemy. Wszystko, co dzieje się na ekranie, odnosi się do podstawowej linii fabularnej, czyli pojedynku pomiędzy dwoma głównymi bohaterami – Raylanem i Boydem. I to się ogląda wyśmienicie!
Givens i Crowder są w centrum tej opowieści, a każdy ma prostą (przynajmniej na papierze) misję do wypełnienia. Ten pierwszy chce załapać drugiego, który zaś znów ma szalony plan, by się obłowić i być królem hrabstwa Harlan. Wisienką na torcie tej rywalizacji jest zaś to, że producenci znów przypomnieli sobie, jak obsadza się wyraziste postacie drugoplanowe. I powiem szczerze, że chyba przeszli samych siebie, bo takiej ekipy aktorskiej w
"Justified" nie mieliśmy chyba nigdy. Potężny gangster Avery Markham przeniósł się do Kentucky, aby zbić majątek na sprzedaży marihuany, a grający go Sam Elliott jest w swojej roli fantastyczny. Pomaga mu zaś grupka najemników złożona z - jak zwykle świetnego - Garreta Dillahunta (
"Terminator: Kroniki Sary Connor") i Scotta Grimesa, którego na pewno rozpoznają fani
"Ostrego dyżuru". Największym odkryciem jest tu jednak debiutant Duke Davis Roberts jako Choo-Choo, najlepszy złoczyńca w serialu od czasów Roberta Quarlesa.
[video-browser playlist="667751" suggest=""]
A to w końcu finałowy sezon, więc jak szaleć, to szaleć. Powracają Patton Oswald jako Bob oraz Mykelti Williamson jako Limehouse, a nam się łezka w oku kręci, gdyż niedługo ten rewelacyjny serial zejdzie z anteny. No i jeszcze przecież jest tu Jeff Fahey (
"Zagubieni") oraz Mary Steenburgen (
"Powrót do przyszłości 3"). Za dużo dobroci na ekranie do ogarnięcia!
I ci jedyni w swoim rodzaju scenarzyści do pary z tą zjawiskową obsadą sprawiają, że dialogi w „
Justified” to dla naszych uszu prawdziwy afrodyzjak. Jak choćby początkowa sekwencja kuchenna w „Alive Day” i wiele innych momentów w tym sezonie, które rozwijają się w sposób przemyślany i bardzo intrygujący.
Boyd próbuje podkopać się do skarbca w pizzerii Markhama i zatrudnił do pomocy człowieka, któremu - jak się okazuje - nie może ufać. W każdym razie, czy zdąży zrealizować swój plan, zanim zniweczy go pracująca dla szeryfów Ava? Granie na dwa fronty jest w tej serii wyraźnie zaakcentowane. Każdy ma ukryte motywacje i aby pokonać jednego wroga, musi z innym podjąć współpracę. Wszyscy lawirują jak mogą najlepiej w tej sieci kłamstw, a my gapimy się na to jak zahipnotyzowani.
Czytaj również: „Arrow” – Thea Queen niedługo założy maskę superbohaterki?
Niemal na półmetku swojego ostatniego sezonu, „
Justified” pokazuje, dlaczego zawsze będzie załapywać się do rankingów najlepszych seriali telewizyjnych w historii medium. Wszystko działa tu na razie perfekcyjnie i już można żałować, że na małym ekranie długo nie zobaczymy (i nie usłyszymy) produkcji w podobnym, unikalnym stylu.
To jest uproszczona wersja artykułu. KLIKNIJ aby zobaczyć pełną wersję (np. z galeriami zdjęć)
⇓
⇓
Spodobał Ci się ten news? Zobacz nasze największe HITY ostatnich 24h