Nic tak nie podnosi wartości historii jak jej autentyczność. Chętnie sięgamy po prawdziwe wydarzenia, po wspomnienia i pamiętniki, bo dotyczą one prawdziwych ludzi i ich losów, a nie zmyślonych opowieści. Literatura podróżnicza ma tę cudowną właściwość, że pisana jest przez ludzi, którzy byli w najodleglejszych miejscach świata i dzięki nim możemy poznawać obce kraje i kontynenty nie ruszając się z kanapy. Jest to pewnego rodzaju świadectwo dokonań zdobywców, ale też jest to świadectwo istnienia egzotycznych kultur i ludzi. ‌Heinrich Harrer był austriackim alpinistą i po wybuchu II wojny światowej jego losy potoczyły się tak, że wraz z innym wspinaczem Peterem Aufschnaiterem znaleźli się na terenie Indii i jako obywatele wrogiego mocarstwa zostali internowali przez wojsko brytyjskie. Po ucieczce  z niewoli i wyruszyli w podróż do Tybetu. Była to wyprawa długa i pełna niebezpieczeństw, koniec końców udało im się dotrzeć do najbardziej hermetycznego kraju XX wieku. Harrer i Aufschnaiter znaleźli się w zupełnie obcym kraju, który od lat skutecznie bronił się przed wpływami obcych kultur. Harrer utrwala na kartach swoich wspomnień zderzenie obcokrajowca z Tybetem i jego mieszkańcami. Nie jest on antropologiem, co paradoksalnie wpływa na podniesienie wartości Sieben Jahre in Tibet. Ten niezwykły czas pośród Tybetańczyków opisuje ze świeżym spojrzeniem, nieskażonym naukowym językiem. O codzienności w Himalajach pisze w sposób prosty i bardzo przystępny. Jednocześnie jest wnikliwym obserwatorem, nie szczędzi czytelnikowi opisów tradycji i kultury tybetańskiej.  Jednak, Harrer nie analizuje, nie wyjaśnia legend i symboliki, on to po prostu przeżywa, dokumentuje i stara się zrozumieć na swój europejski sposób.
Źródło: Zysk i S-ka
Harrer pisze także o oczywistych trudnościach, które pojawiają się, gdy zetkną się dwa różne światy. Jego największymi bolączkami są: początkowy brak akceptacji ze strony tubylców, zacofanie miejscowych, brak leków i inne trudności wynikające z braku dostępu do postępowego świata. Jednakże udało się podróżnikom zdobyć akceptację Tybetańczyków, a Harrer nawet zaprzyjaźnił się z samym Dalaj Lamą.
Siedem lat w Tybecie nie jest łatwą w odbiorze awanturniczą powieścią.  Książka jest bardzo statyczna, wyraźnie da się odczuć brak dialogów. Brakuje też, niestety, fotografii, które znajdowały się w wydaniu z 1998 roku. Warto jednak zagłębić się w przemyślenia i spostrzeżenia alpinisty. Nad tą książką trzeba trochę pomyśleć, przetrawić ją w spokoju. To jedna z tych pozycji, które są w stanie wyrwać nas na chwilę z tego pędzącego bez przerwy XXI wieku.
To jest uproszczona wersja artykułu. KLIKNIJ aby zobaczyć pełną wersję (np. z galeriami zdjęć)
Spodobał Ci się ten news? Zobacz nasze największe HITY ostatnich 24h
Skomentuj