Rozdział I
„Gdy pójdziesz przez ogień, nie spalisz się i nie strawi cię płomień”.
Księga Izajasza 43,2
Dół miał około dwudziestu pięciu stóp długości, dziesięciu szerokości i, prawdopodobnie, dwóch głębokości. Ogień płonął w nim już od wielu godzin. Od węgli bił żar nie do wytrzymania, który doskwierał nawet w miejscu, gdzie siedziałem — oddalonym o piętnaście stóp, w drugim rzędzie przeznaczonym dla turystów. Odstąpiłem swe miejsce w pierwszym rzędzie jednej z dam ze statku, z radością korzystając z osłony, którą zapewniało jej dobrze odżywione cielsko. Odczuwałem pokusę, aby przenieść się jeszcze dalej… naprawdę jednak pragnąłem obejrzeć z bliska chodzących po ogniu. Jak często można być świadkiem cudu? — To oszustwo — oświadczył Doświadczony Podróżnik. — Przekonacie się! — Dlaczego zaraz oszustwo, Geraldzie — przeciwstawił się Autorytet od Wszystkiego. — Po prostu niezupełnie to, co nam obiecywano. To nie będzie cała wieś. Zapewne nikt z tańczących hula, a już na pewno nie te dzieci. Jeden czy dwóch młodych ludzi ze skórą na podeszwach jak wygarbowana naćpa się opium czy jakiegoś miejscowego paskudztwa i przemknie przez dół. Wieśniacy zaczną bić brawo, a ten nasz drogi kanaka, który jest tłumaczem, zasugeruje nam stanowczo, że oprócz tego, co zapłaciliśmy za luau, za tańce i całe przedstawienie, powinniśmy jeszcze wręczyć drobną sumkę każdemu z tych bohaterów. Nie, to właściwie nie będzie oszustwo — ciągnął. — Prospekt wycieczki zapowiadał pokaz chodzenia po ogniu. To właśnie zobaczymy. A co do gadania o całej wiosce, to tego nie było w kontrakcie. Autorytet zrobił zadowoloną minę. — Masowa hipnoza — oznajmił Zawodowy Nudziarz. Miałem ochotę poprosić go, aby wyjaśnił mi ten termin, ale nikt mnie tu nie słuchał. Byłem od nich młodszy — nie wiekiem, lecz stażem na naszym statku Konge Knut. Tak to już jest na statkach wycieczkowych. Ten, kto wsiadł w porcie wyjścia, jest starszy od wszystkich, którzy zaokrętowali się później. Medowie i Persowie wprowadzili to prawo i nic nie jest w stanie go zmienić. Sam przyleciałem sterowcem Graf von Zeppelin, a w Papeete do domu zabierze mnie Admirał Moffett, toteż będę już stale żółtodziobem i powinienem trzymać gębę na kłódkę, gdy rozprawiają lepsi ode mnie. Na statkach wycieczkowych jest najlepsze jedzenie na świecie, ale aż za często można spotkać najgorsze towarzystwo. Mimo to podobał mi się pobyt na wyspach. Nawet Mistyk, Astrolog Amator, Salonowy Freudysta i Numerolog nie przeszkadzali mi, ponieważ ich uwagi puszczałem mimo uszu. — Robią to poprzez czwarty wymiar — oznajmił Mistyk. — Prawda, Gwendolyn? — Na pewno, kochanie — zgodziła się Numerolog. — Ojej, już idą. Zobaczysz, że będzie nieparzysta liczba osób. — Jesteś taka mądra, kochanie. — Hm — mruknął Sceptyk.To jest uproszczona wersja artykułu. KLIKNIJ aby zobaczyć pełną wersję (np. z galeriami zdjęć)
⇓
⇓
Spodobał Ci się ten news? Zobacz nasze największe HITY ostatnich 24h
Skomentuj