Adam Siennica

Adam Siennica

Aleksandar Milićević (Czarny Mercedes): To były trudne czasy [WYWIAD]

Aleksandar Milićević (Czarny Mercedes): To były trudne czasy [WYWIAD] Aleksandar Milićević (Czarny Mercedes): To były trudne czasy [WYWIAD]

Aleksandar Milićević podczas 44. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni opowiedział mi o pracy nad filmem Czarny Mercedes.

Aleksandar Milićević w filmie Czarny Mercedes gra SS-mana imieniem Max, który odgrywa ważną rolę w snutej opowieści. Jest to najnowsza produkcja uznanego polskiego reżysera Janusza Majewskiego, który oparł ją na swojej książce pod tym samym tytułem. 

ADAM SIENNICA: Czarny Mercedes nie jest typowym kryminałem. Nie skupia się na pytaniu: "kto zabił"?, a na "dlaczego zabił?".

ALEKSANDAR MILIĆEVIĆ: Ma pan rację. Ciężar gatunkowy nie jest oparty na tym, kto zabija, ale z jakich powodów. Wydarzenia rozgrywają się też w nietypowym okresie dla kryminału. Odpowiedź na pytanie, dlaczego w tych czasach mogły zdarzać się morderstwa kryminalne, może być interesujące.

Okres okupacji nadaje temu inny wydźwięk. Możemy zobaczyć, jak pracuje policja i jak w śledztwo miesza się gestapo...

Mamy w głowie pewien stereotyp na temat wojny, tego, jak Polska funkcjonowała pod okupacją. Prawidła gatunku kryminalnego i pewne sytuacje, w które trzeba wprowadzić bohaterów, pozwalają zobaczyć tę wojnę z innej, mało używanej perspektywy. Jak działała granatowa policja, jak działało gestapo, jakie były różnice, na co mogła sobie pozwolić polska policja, przed czym musiała uciekać. Tych rzeczy jest mnóstwo, a zaczęliśmy mówić tylko o funkcjonowaniu policji! O tym wszystkim się jednak nie mówi, bo to nie są elementy, z których zazwyczaj się tkało filmy czy powieści dotyczące tamtego okresu. Dlatego myślę, że Czarny Mercedes może być właśnie pod tym względem ciekawy. Nie tylko jako gatunkowy kryminał, ale uczciwa opowieść o pewnych czasach.

Szczególnie, że jak głosi hasło z plakatu: "każdy ma coś do ukrycia". Odkrywanie postaci staje się ważnym elementem tego filmu. Na początku wydawało się, że każda z postaci była inna.

Prawda, pod maskami tych postaci bardzo dużo się kryje. Tragedia wojny polega też na tym, że gdy się rozpoczyna, każdy musi szybko taką maskę sobie znaleźć, a później precyzyjnie schować pod nią prawdziwego siebie. Moja postać ma bardzo dużo do ukrycia pod SS-mańskim mundurem. To były trudne czasy.

Czarny mercedesfot. Olaf Tryzna/WFDiF

Po filmie można się zastanowić, czemu pana postać nosi ciągle tę opaskę na oku?

W jednej scenie pada takie zdanie, które wypowiada inny SS-man: czy ja to noszę po to, by być bardziej męski? Jeśli spojrzy pan na mundur Maxa, który był świetnie przygotowany przez Andrzeja Szenajcha, widać, że moja postać nie uczestniczyła w prawdziwej, żywej walce. Odznaki moja postać zdobyła w wyniku uczestniczenia w przejęciu Czech i zasadniczo tyle. Jest on raczej takim administracyjnym, biurowym SS-manem. By w swoim wojskowym środowisku mieć większy szacunek, zdecydował się na tę opaskę, sugerując, że to „pamiątka” z walki. Poza tym, odbiegając od filmu, w książce jest wyraźnie napisane, że Maxowi lekko opada powieka, więc jest to też kwestia jakiegoś kompleksu.

To na tym też polega siła Czarnego Mercedesa? Poza tym, że jest filmem gatunkowym, chce opowiedzieć coś więcej o ludziach?

Mam taką nadzieję, że uda się trochę podważyć lub porozmawiać o stereotypach, którymi ten okres jest obrośnięty. Jeśli w głowie widza pojawią się pytania, które choć odrobinę naruszą tkankę tego stereotypu, to myślę, że super. Wówczas osiągnęliśmy pewien cel poza rozrywką.

Bardzo mnie ciekawi, co może pan powiedzieć o współpracy z panem Januszem Majewskim? Jakim jest reżyserem?

Jest to reżyser, który ma w sobie coś niesamowitego: wystarczy, aby był obecny na planie. W zasadzie to wystarczy i wtedy idzie dobrze. Podam prosty przykład. Był taki jeden dzień, w którym reżyser przyjechał trochę później na dzień zdjęciowy. To był jedyny czas, kiedy miałem problem z wskoczeniem w postać i zrozumieniem, do czego ta historia ma prowadzić. Reżyser nie był obecny i ten fakt wywoływał u mnie takie zagubienie... brakowało jego oka po drugiej stronie. Nie było takiego cichego potwierdzenia z jego strony. Mogę zaryzykować twierdzenie, że Janusz Majewski jest reżyserem, którego sama obecność wystarczy, aby powstawały (tak jak mam nadzieję, że w tym przypadku się stało) dobre filmy.

Czarny Mercedes porusza kwestie orientacji seksualnych, co nie jest zbyt często pokazywane w polskim kinie. Jak pan to postrzega?

Jest to bardzo ważne, bo rozmawiamy o jednostce wojskowej czy nawet systemie politycznym, który absolutnie zabraniał w tym temacie odbiegania od tak zwanej normy. Jest dużo organizacji czy zjawisk w społeczeństwie, w których ludzie ukrywają się za garniturem zasad czy kostiumów. Życie mi podpowiada od pewnego czasu, że najciemniej jest pod latarnią. Jeśli dobrze się gra swoją precyzyjnie wytworzoną „fasadą”, i ma się dobrze opracowany wizerunek publiczny, wówczas można dużo w życiu ukryć...

Pewnie wielu widzów będzie się zastanawiać... to jak się prowadzi ten czarny mercedes?

[śmiech] Było troszkę dziwnie, bo jest to auto z trzema biegami oprócz wstecznego - po mieście jeździmy na jedynce. Do tego stara konstrukcja, która nie przewidywała, że ktoś mógł być wyższy niż metr siedemdziesiąt... Na marginesie: nie polecam nim jeździć po śniegu na letnich oponach, bo trzeba naprawdę dużo wysiłku, by go poderwać [śmiech].

Źródło: zdjęcie główne: Olaf Tryzna/WFDiF

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV