Emil Borzechowski

Emil Borzechowski

Wielkie ekrany i premiery filmowe na życzenie. Kino kontra kino domowe

Wielkie ekrany i premiery filmowe na życzenie. Kino kontra kino domowe Wielkie ekrany i premiery filmowe na życzenie. Kino kontra kino domowe

Pojawienie się serwisów SVoD porządnie namieszało w branży filmowej i telewizyjnej. A wraz z ewolucją systemów wyświetlania treści wielkie sale kinowe mogą powoli odchodzić na dalszy plan, wypierane przez ekskluzywne pokoje kinowe oraz nasze własne salony.

Dynamiczny rozwój takich usług jak Netflix czy Amazon Prime Vide uwolnił nas z oków linearnej telewizji oraz sztywnych repertuarów kinowych. Nagle okazało się, że nie musimy godzić się na oglądanie filmów i seriali w z góry narzuconych terminach. Staliśmy się prawdziwymi panami naszego czasu i gustu.

Przynajmniej w takim zakresie, na jaki pozwalają nam biblioteki serwisów SVoD. Bo jeśli ktoś jest żywo zainteresowany branżą filmową, usługi streamingowe będą jedynie uzupełnieniem wypadów do kina. W końcu opóźnienie we wprowadzaniu filmów do oferty SVoD i na płyty Blu-ray jest zbyt duże, aby najzagorzalsi kinomaniacy mogli odłożyć w czasie zobaczenie najbardziej wyczekiwanych produkcji.

Nazywanie kina niezatapialnym okrętem popkultury byłoby jednak sporym nadużyciem. Mimo iż przez lata ani telewizji, ani VHS-om, ani płytom DVD czy Blu-ray nie udało się uśmiercić kina, nie oznacza to, że medium to będzie na zawsze stanowić główne źródło przekazu filmowego. Wręcz przeciwnie, już dziś widać, że serwisy SVoD stanowią dla tej branży coraz większe zagrożenie. I nie stoją za tym stwierdzeniem wyłącznie subiektywne odczucia autora, a konkretne dane liczbowe.

Według specjalistów z firmy Ampere Analysis ten rok może okazać się niezwykle przełomowy dla rynku filmowego. Analitycy spodziewają się, że po raz pierwszy w historii serwisy SVoD przegonią branżę kinową. Szacuje się, że łączne przychody rynku OTT w 2019 roku wyniosą 46 mld dol., a przychody z box office będą mniejsze aż o 40 mld dol.

Na naszych oczach przez branżę przetacza się rewolucja. Ale bronią w walce ze skostniałym rynkiem kinowym nie będą wyłącznie serwisy SVoD. Rewolucjoniści wyposażyli się w całą masę narzędzi, które wykorzystają, aby zaprowadzić nowy porządek na rynku.

Telewizor zamiast srebrnego ekranu

Dotychczas osoby, które chciały zamienić swój salon w salę kinową, mogły obrać dwie ścieżki – wyposażyć się w największy telewizor dostępny na rynku albo zainwestować w porządny projektor. Oba rozwiązania miały swoje wady. Przez lata dostęp do wielkopowierzchniowych telewizorów był mocno ograniczony, a nawet najlepsze projektory nie były w stanie wyświetlić pięknego obrazu w pokoju, który nie był odpowiednio zaciemniony.

Na szczęście postęp technologiczny pognał do przodu i pojawiło się rozwiązanie, które za kilka lat może totalnie odmienić nasze domy. Modułowe ekrany microLED.

Samsung już w styczniu 2018 roku zaprezentował gigantyczny telewizor The Wall wykorzystujący tę technologię. Sprzęt ten wyróżniał się na tle konkurencji swoją nietypową konstrukcją. Nie składał się z jednego panelu, a z niewielkich modułów, które można łączyć razem, aby otrzymał wyświetlacz o niemal dowolnym kształcie i rozmiarach. Choć zaprojektowano go z myślą o klientach biznesowych, tylko kwestią czasu pozostawało to, kiedy trafi na rynek konsumencki.

Podczas tegorocznych targów CES firma pokazała światu 75-calowy telewizor microLED 4K, który wkrótce może zawojować rynek, a my mieliśmy okazję przyjrzeć się, jak ta technologia sprawdza się w praktyce.

Samsung zaprosił nas do pierwszego w Polsce i trzeciego w Europie Demo Roomu, pomieszczenia wyposażonego w 110-calowy ekran microLED oraz system dźwięku przestrzennego Steinway Lyngdorf, które mają wprowadzić kinowe doświadczenia do naszych domów. Na pierwszy rzut oka mogło wydawać się, że o żadnej rewolucji nie będzie mowy. Wchodząc do przestrzeni wystawowej spoglądaliśmy na urządzenie z boku, a światło słoneczne padające na panel uwypuklało łączenia poszczególnych modułów. Ale kiedy doszło do właściwej prezentacji, telewizor spisał się wyśmienicie.

 

Kiedy siedzisz naprzeciwko panelu microLED, łączenia paneli stają się niewidoczne, a sam sprzęt jest zupełnie pozbawiony ramek. Zawieś go na białej ścianie, a nic nie będzie rozpraszać twojej uwagi. Samsung zdecydował się zaprezentować możliwości tego sprzętu na przykładzie koncertu The Wall Roger Waters i był to wybór doskonały. Miałem okazję oglądać ten koncert w sali kinowej i według mnie na wielkim ekranie prezentował się gorzej niż w kameralnym Demo Roomie.

Zacznijmy od kwestii kluczowej, czyli jakości obrazu. Technologia microLED zapewnia znacznie większą głębię kolorów niż projektory kinowe, a oglądanie filmów na 110-calowym ekranie siedząc w odległości ok. 3 metrów jest równie immersyjnym doświadczeniem co zasiadanie w środkowych rzędach w kinie.

Z drugiej strony systemy audio Steinway Lyngdorf wykorzystujący technologię RoomPerfect perfekcyjnie wypełnił całe pomieszczenie przestrzennym dźwiękiem. Dzięki RoomPerfect użytkownik nie musi martwić się o kubaturę pomieszczenia, gdyż głośniki automatycznie kalibrują się do przestrzeni, w której mają działać. Wystarczy ustawić je przy telewizorze, a algorytmy same zadbają o dobranie odpowiednich parametrów odtwarzania dźwięki.

Wychodząc z pokazu byłem przekonany, że gdybym miał do wyboru obejrzeć film w kinie albo w pokoju wyposażonym w taki odbiornik, bez wątpienia postawiłbym na to drugie rozwiązanie. Niestety, zazwyczaj nie mamy takiego wyboru, gdyż większość filmów najpierw trafia na srebrny ekran, a dopiero później do platform SVOD.

Pudełko kinowe w twoim domu

Już w 2016 roku Sean Parker, współzałożyciel Napstera, znalazł pomysł na rozwiązanie tego problemu. Zaproponował wypuszczenie na rynek przystawki telewizyjnej Screening Room, która dawałaby nam dostęp do premier kinowych w tym samym dniu, w którym trafiają na wielki ekran. Zasada działania sprzętu byłaby dość prosta. Użytkownik musiałby kupić za ok. 150-200 dolarów specjalne pudełko, które podpina się do telewizora. Dzięki niemu mógłby wypożyczać dowolne filmy, które aktualnie wyświetlane są w kinach na okres 48 godzin i oglądać je tyle razy, ile tylko zechce. Za taką przyjemność byłaby pobierana opłata w wysokości 50 dolarów.

Może wydawać się, że koszt obejrzenia filmów kinowych poprzez Screening Room jest absurdalnie wysoki, ale jeśli podliczyć, ile trzeba wydać na bilety dla całej rodziny oraz horrendalne marże na napoje i przekąski, okaże się, że 50 dolarów to bardzo uczciwa cena. Zwłaszcza jeśli na seans zaprosilibyśmy szerokie grono znajomych.

Zdjęcie: Samsung

Pomysł Parkera zyskał poparcie takich reżyserów jak Steven Spielberg, Peter Jackson czy J.J. Abrams, ale na razie słuch o nim zaginął. Hollywood nie jest prawdopodobnie gotowe na zmianę status quo i rzucenie rękawicy operatorom kin. Przeszkodą na drodze do wdrożenia tej technologii mógł być także fakt, że takie cacko najlepiej funkcjonowałoby w parze z wielkimi wyświetlaczami, a te w 2016 roku nie były aż tak popularne jak dziś. Obecnie 75-calowy telewizor można dostać już za niecałe 6 000 złotych.

Spojrzenie w przyszłość

Na rychły upadek kin nie ma oczywiście co liczyć. To zbyt wielka branża, aby tak nagle zbankrutowała. Wielu gospodarstw domowych wciąż nie stać na zakup dużych telewizorów, które mogłyby na równi konkurować z doświadczeniem oglądania na srebrnym ekranie. Z kolei microLED-owe kino domowe od Samsunga, które według mnie zapewnia znacznie ciekawsze doświadczenia niż seans w kinie, to technologia tak droga, że mogą pozwolić sobie na nią wyłącznie najbogatsi. Minie jeszcze wiele lat, zanim stanie się dostępna dla przeciętnego użytkownika.

Czy to oznacza, że do żadnej rewolucji nie dojdzie? Niekoniecznie. W końcu nic nie stoi na przeszkodzie, aby branża kinowa ewoluowała i w pełni wykorzystała potencjał nowych technologii. Jeśli Parkerowi uda się wdrożyć swój pomysł w życie, na rynku mogą pojawić się tysiące sal wyposażonych w microLED-owe telewizory, porządne systemy dźwięku przestrzennego oraz przystawki Screening Room. Sale te będą mogły powstać w bardzo kameralnych miejscach, a repertuar będzie mógł być dynamicznie modyfikowany do potrzeb klientów.

Oczywiście stworzenie Screening Roomu przeznaczonego na rynek biznesowy wymagałoby wdrożenia odmiennych licencji, ale jeśli Parker dopnie swego, prędzej czy później ktoś spróbuje skomercjalizować jego pomysł i wykorzystać do zarabiania na filmach kinowych tam, gdzie klienci nie mają dostępu do tradycyjnych sal kinowych. A to będzie kolejny milowy krok na drodze do zdominowania rynku filmowego przez serwisy VoD.

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV