Ikona popkultury powraca. Dlaczego kochamy Spocka ze Star Treka?

Ikona popkultury powraca. Dlaczego kochamy Spocka ze Star Treka? Ikona popkultury powraca. Dlaczego kochamy Spocka ze Star Treka?

To pierwszy obcy, który pojawił się w Star Treku. Choć sam starał się kierować logiką, a nie emocjami, to od ponad 50 lat budzi wielkie emocje u widzów. Za chwilę, w drugim sezonie Star Trek: Discovery, zobaczymy jego kolejne wcielenie. Czy to dobrze, że Spock wraca grany przez nowego aktora?

Lew Hunter jest amerykańskim profesorem scenopisarstwa. Urodził się w 1935 roku i był zaangażowany w pracę nad ponad pięcioma tysiącami projektów, m.in. dla Paramountu, Disneya, NBC, CBS. Nie, nie pracował przy Star Treku. Ale uczył swoich studentów czegoś bardzo ważnego: dobry pomysł na scenariusz musi zawierać w sobie potencjał silnego konfliktu. – To istota scenopisarstwa – przekonywał Lew na wykładach.

Wspominam o tym, bo samo wrzucenie do jednego pomieszczenia Spocka i kapitana Kirka wystarczyło, by w każdym odcinku Star Treka narodził się mały konflikt. Postaci te zostały wymyślone w taki sposób, że w zasadzie co epizod mogliśmy obserwować ich konfrontację. Nie chodziło o walkę na śmierć i życie czy nawet rywalizację, a o piękny kontrast charakterów. 

Logika kontra emocje

Jakie pierwsze wrażenie robi Spock w Oryginalnej Serii? Po dwóch czy trzech początkowych odcinkach można go pomylić z robotem. Twierdzi, że kieruje się wyłącznie logiką. Tak właśnie argumentuje większość decyzji – mówi, że „logicznie będzie zrobić to i tamto”. A do tego jest chodzącą encyklopedią i wylicza prawdopodobieństwa sukcesu rozmaitych przedsięwzięć w locie. Brzmi to trochę nudno, ale w tym swoim chłodzie i profesjonalizmie nierzadko tak pięknie i trafnie podsumowuje ludzi i ich zachowania, że aż nie można się nie uśmiechnąć.

Kirk jest inny. Przeważnie odpowiedzialny, rozważny, szlachetny, odważny i silny. Ale też często kieruje się intuicją, ryzykuje, nagina zasady. A przede wszystkim przeżywa ludzkie emocje, które Spockowi – jak sam twierdzi – są obce. 

foto. CBS
foto. CBS

Leonard Nimoy był introwertyczny, a ja ekstrawertyczny – wspominał po latach w filmie „Z miłości do Spocka” William Shatner, wcielający się w Kirka. – Zderzenie tych dwóch skrajności było bardzo ciekawe – twierdził.

Zerknijmy sobie na kilka z dialogów tych postaci w Oryginalnej Serii. Pierwszy odcinek:

– Czemu ty miałbyś mieć rację, a nie psychiatra? – pyta Kirk.

– Bo ona ma uczucia, a ja nie. Znam tylko logikę – odpowiada z kamienną twarzą Spock.

Weźmy inny odcinek z początku serialu. Jesteśmy na mostku USS Enterprise. Kirk po raz kolejny przychodzi do swojego oficera po radę. W odpowiedzi słyszy słowa Spocka:

Nie uważasz, że to… niezbyt wydajne, gdy nieustannie pytasz mnie o sprawy, o których już decydowałeś?

Takiego właśnie poznajemy Spocka. Logicznego, skupionego, efektywnego.

– Wolę rzeczy konkretne, uchwytne, udowodnione – twierdzi w innym odcinku. 

– Byłby pan świetnym komputerem, panie Spock – odpowiada mu Kirk.

– Dziękuję za komplement, kapitanie – kończy rozmowę Spock.

Mogłoby się wydawać, że taki nieludzki, chłodny bohater będzie trudny do polubienia, a jednak jest inaczej. Miliony ludzi pokochały Spocka i szczerze mówiąc to ja też lubię go dużo bardziej niż Kirka. Ten drugi jest samcem alfa. Ten pierwszy - outsiderem. A podobno każdy z nas czasami czuje się trochę jak outsider.

Leonard Nimoy, aktor wcielający się w Spocka, tak mówił o swojej roli po latach: 

Rola Spocka wymagała dokładnie tego, w czym byłem dobry. Był postacią o bogatym życiu wewnętrznym. Był pół człowiekiem, pół Wolkanem. Był ucieleśnieniem outsidera, jak imigranci, wśród których dorastałem w Bostonie. Ja naprawdę wiedziałem, jak to jest wejść w lokalną kulturę jako obcy.

Zresztą postać outsidera patrzącego na ludzkość trochę z boku, potrafiącego pięknie jednym zdaniem podsumować ich nieracjonalne zachowania, pojawiała się też kolejnych w Star Trekach. W Następnym pokoleniu w tej roli wystąpił android Data, w a Voyagerze – odłączona od kolektywu Borg Siedem z Dziewięciu.

Wolkanie – pierwsi przyjaciele ludzi w kosmosie

Skąd u Spocka takie umiłowanie logiki? Tacy właśnie byli Wolkanie, których później poznaliśmy nieco bliżej. Jeśli chodzi o wygląd, są podobni do ludzi, różni ich kształt uszu – są spiczaste. Anatomia jest już zupełnie inna, żeby wymienić choćby serce leżące, jak mawiał doktor McCoy, „tam gdzie wątroba”. Mają też zieloną krew (opartą na hemoglobinie na bazie miedzi). 

To pierwsi obcy, z którymi udaje nam się porozumieć, o czym dokładnie opowiada film Star Trek: Pierwszy kontakt. Gdy wykryli, że Zefram Cochrane odbył lot z prędkością warp, wpadają w 2063 roku w odwiedziny na Ziemię i potem nic już nie jest takie samo. 

foto. CBS
foto. CBS

To razem z nimi ludzie zakładają Zjednoczoną Federację Planet i choć ze względu na różnice kulturowe nie zawsze jest to relacja łatwa (czasami wciąż myślą o nas jako o barbarzyńcach), to bez wątpienia można ich uznać za naszego pierwszego poważnego sojusznika w eksploracji kosmosu.

I gdy już trochę przyzwyczajamy się do Spocka jako tego obcego, który jest taki inny i zawsze kieruje się logiką, okazuje się, że… wielu Wolkan uważa, że jest zbyt ludzki. Wątek jego wewnętrznego konfliktu, zderzenia wolkańskiej i ludzkiej natury, również jest bardzo ciekawy. 

Supermoce Spocka

Choć Star Trek ciężko uznać za serial o superbohaterach, Spock posiada pewne supermoce. Po pierwsze, Wolkanie mają zdolności telepatyczne, mogą w pewnym stopniu wpływać na innych. Częściej jednak używa on tzw. mindmelt, czyli zespolenia jaźni. W pierwszym sezonie Oryginalnej Serii zrobił to nawet z robotem i dziwnym stworem wyglądającym jak chodzący kamień. Z nieco nowszych przykładów, mogliście to zobaczyć w Discovery, gdy Sarek z Mirror Universe chciał poznać prawdziwe intencje intencje Michael Burnham. Wolkanie potrafią nawet przenieść swoją świadomość do innej osoby.

Druga supermoc Spocka to tzw. vulcan nerve punch, charakterystyczny chwyt przy podstawie szyi i na ramieniu, który obezwładnia przeciwników. Spock korzystał z tego często, rzadko widzieliśmy go jak walił pięścią w twarz. 

Co najmniej równie ważną supermocą, bo wysyłającą w świat życzliwość i pozytywną energię, było wolkańskie pozdrowienie, które szybko stało się po prostu pozdrowieniem fanów Star Treka, a z czasem – w ogóle fanów science-fiction. Na pewno widzieliście chociaż raz wyciągniętą w charakterystyczny sposób dłoń, układającą się w kształt litery „V”, z przerwą między trzecim a czwartym palcem.

LOS ANGELES - SEPTEMBER 15: Leonard Nimoy as Mr. Spock in "Star Trek: The Original Series" episode 'Amok Time'. Spock shows the Vulcan salute, usually accompanied with the words, "Live long and prosper." Original airdate, September 15, 1967. Image is a screen grab. (Photo by CBS)

Myślę jednak, że prawdziwą supermocą Spocka była… nauka. To, że ją w pewien sposób promował, jest co najmniej równie ważne, jak ta jego „outsiderskość”. Był nerdem, którego podziwiano, a pamiętajcie, że mówimy o latach 60. Ubiegłego wieku, czasach przed Teorią wielkiego podrywu, przed głośnymi karierami Steve’a Jobsa i Marka Zuckerberga. W 1966 roku listy do Nimoya w sprawie Spocka dojeżdżały podobno ciężarówkami (co jest ówczesnym odpowiednikiem dzisiejszych 10 milionów followersów na Twitterze) i wiele z nich było właśnie podziękowaniami za promowanie nauki.

Masa ludzi nauki otwarcie po latach przyznawała, że Star Trek i Spock ich zainspirował do wybrania życiowej drogi. Amy Mainzer, badaczka NASA, ujęła to w tych pięknych słowach: 

Spock symbolizował wiele różnych rzeczy. Inteligencję, moralność. Symbolizował ideę poszukiwania prawdy, dociekania, jak rzeczy funkcjonują. To podstawa nauki. Dla wielu ludzi Spock uosabiał samą naukę, pokonywanie sił chaosu za pomocą ludzkiego umysłu i wprowadzanie porządku. W NASA wiele osób ma taką motywację.

I chyba właśnie dlatego uważam, że nie jest to po prostu jakiś bohater serialu science-fiction. Spock to postać, która w czasach swojej wielkiej popularności realnie wpłynęła na społeczeństwo.

Kim był Leonard Nimoy?

Leonard Nimoy, tak jak wiele osób grających w Star Treku, został do końca życia aktorem kojarzonym przede wszystkim z jedną rolą, choć był taki czas, że próbował się od niej odciąć. Występował w serialu Mission Impossible (tym z lat 60.). Miał świetne role w teatrze. Poza tym reżyserował i to nie bez sukcesów. Ma na koncie m.in. hit Trzech mężczyzn i dziecko z 1987 roku. 

Przygodę z aktorstwem zaczynał jako ośmioletni chłopiec. Ale gdy powiedział rodzicom, że chce studiować aktorstwo, ci zdyscyplinowani ludzie z bardzo praktycznym podejściem do życia odpowiedzieli mu, że musi sobie poradzić sam, bo nie wesprą go finansowo. Oszczędzał więc pieniądze na sprzedaży odkurzaczy, aż uzbierał na bilet i w 1949 roku przyjechał do Kalifornii. Jego motywacją do ciężkiej pracy jako aktora był strach przed powrotem do biedy, jaką pamiętał z dzieciństwa. W jednym z wywiadów przyznał, że jego ojciec nigdy nie zarabiał więcej niż 150 dolarów tygodniowo.

foto. CBS
foto. CBS

Gene Roddenberry osobiście zaproponował mu rolę Spocka, po tym jak wystąpił w epizodzie jego poprzedniego serialu, Porucznik. 

– Czy tworzyłeś postaci z myślą o konkretnych aktorach? – spytano Gene’a w czasie wywiadu w 1973 roku. 

– Leonard Nimoy na pewno był jednym z nich – odpowiedział. – Pomyślałem, że jeśli kiedyś uda mi się zrealizować ten serial science fiction, on byłby świetnym obcym. Do jego kości policzkowych idealne byłyby spiczaste uszy. Zadzwoniłem do Leonarda i przyjechał do mnie – opowiadał. 

Nimoy stawiał się na planie Oryginalnej Serii o 6:30, żeby charakteryzatorka zdążyła doczepić mu spiczaste uszy. Około 7:15 był już Spockiem. To jedyna postać, która wystąpiła w pierwszym, odrzuconym pilocie i która została w stałej obsadzie serialu. Tak mówił o swojej roli spokojnego, opanowanego, spiczastouchego obcego:

Zachowuj się minimalistycznie, a każdy gest będzie się liczył. Jedno uniesienie brwi jest tak samo wymowne jak seria ciosów.

Co ważne, wspomniane wcześniej wolkańskie pozdrowienie i czy słynny obezwładniający chwyt zostały wymyślone (a w zasadzie zaimprowizowane) przez niego samego na planie. Powiedzenie, że jest twórcą postaci Spocka, będzie przesadą. Wymyślił go przecież Gene Roddenberry. Ale aktor dał tej postaci z siebie bardzo dużo. I późniejsi scenarzyści odcinków, filmów, komiksów oraz pisarze w dużym stopniu bazowali już na tym, co stworzył Nimoy.

Zachary Quinto - nowy Spock

Gdy Zachary Quinto wchodził w buty Spocka w 2009 roku w pierwszym filmie z serii tworzonym przez J.J. Ambramsa, ja znałem go przede wszystkim z serialowego Heroes, w którym wcielał się w mrocznego Sylara. Bardzo lubiłem tę postać, więc byłem dobrej myśli.

Quinto miał przed sobą cholernie trudne zadanie, ale i tak o wiele łatwiejsze, niż Ethan Peck ma w przypadku Star Trek: Discovery. Po pierwsze, Zachary nie tylko dostał błogosławieństwo od Leonarda Nimoya, ale wręcz się zakolegowali. Otrzymał od niego stosowne wskazówki. Spędzili razem czas na planie. Ba, nawet wystąpili wspólnie w jednej scenie, jako dwie wersje Spocka, które się spotkały.

foto. Paramount
foto. Paramount

Poza tym, Quinto nie był wtedy jedynym aktorem porównywanym z poprzednią załogą. Oceniano pod tym kątem cały mostek USS Enterprise: Kirka, McCoya, Scotty’ego, Uhurę, Sulu i Chekova oraz aktorów wcielających się w te postaci.  

Jego Spock był inny. Po pierwsze, początek relacji z Kirkiem wyglądał zupełnie inaczej niż w Oryginalnej Serii. Panowie zwyczajnie się nie znosili. W ciągu dwóch godzin Spock oskarżył Kirka o oszustwo w Akademii Gwiezdnej Floty, wyrzucił go z USS Enterprise w kapsule ratunkowej na potwornie mroźną planetę i dał mu się sprowokować na mostku, co skończyło się brutalną walką na pięści. 

Zachary Quinto mówił o swojej roli w ten sposób: 

Narracja i tworzenie fabuł rozwinęły w czasie dziesięcioleci, od kiedy Leonard Nimoy wykreował tę postać, a ja ją przejąłem. Myślę, że mieliśmy większą swobodę. (…) Moim zdaniem to doskonały przykład ewolucji postaci, pokazania jej w innym świetle i ukazania zdolności do uczuć, emocji, intymności, nawiązania kontaktu. Wciąż w granicach zasadniczych dla Wolkan.

W pierwszym filmie z nowym Spockiem bardziej skupiono się na jego konflikcie wewnętrznym człowieka i Wolkana. W tych samych dwóch godzinach, w których tyle wydarzyło się między nim a Kirkiem, Quinto-Spock zdążył jeszcze nawet… wdać się w namiętny romans z Uhurą. 

Ethan Peck jako młody Spock w Star Trek: Discovery

Co wiemy o Spocku w drugim sezonie Discovery? Poza oczywistościami, czyli że gra go Ethan Peck (z raczej małym dorobkiem aktorskim), który na zwiastunach ma dłuższe włosy i brodę, coś już przecież wiemy. 

Jak wspomniałem, aktor będzie mieć trudniejsze zadanie nawet niż Quinto. Raczej nie będzie outsiderem na USS Discovery – po mostku łazi sporo obcych, cyborgów, zaakceptowany przez załogę klingoński szpieg po operacji plastycznej, a nawet ojciec Spocka, który jest Wolkanem w 100 procentach. Nie będzie też chyba tym najbardziej zakręconym na punkcie nauki oficerem, a w każdym razie ma tutaj dużą konkurencję: Stamtes, Burnham i Saru dali się poznać w pierwszym sezonie jako całkiem poważne nerdy. 

Z trailerów i przecieków wynika, że młody Spock prawdopodobnie będzie nieco obłąkany (zwróciliście uwagę na notatki, które robił na podłodze?), z obsesją na punkcie Czerwonego Anioła, którego w wizjach spotyka też Burnham.

Twórcy zapowiadają, że Spock Ethana będzie trochę inny, bo dopiero staje się osobą, którą znamy z Oryginalnej Serii. Możemy więc podejrzewać, że jego ludzka natura będzie silniejsza niż wcześniej. Sam Peck o roli i Nimoyu mówił w wywiadzie z Dawidem Muszyńskim w następujący sposób:

Najważniejsze, by zdać sobie sprawę, że pewnych wzorców nie przeskoczymy. Trzeba wytyczać własną drogę. W innym wypadku zwariujemy. Po za tym, bądźmy szczerzy. Nie da się podrobić Leonarda Nimoya. On był jedyny w swoim rodzaju.

Młodego Spocka granego przez Pecka na pewno zobaczymy w dwóch relacjach – z Burnham i Pike’iem. Z tym drugim łączy go wielka przyjaźń, to wiemy 100 procent. W odcinku Oryginalnej Serii zatytułowanym The Menagerie zrobił dla niego wiele, włączając w to bunt i złamanie paru zasad Gwiezdnej Floty. Może będziemy świadkami, jak ta przyjaźń rozkwita.

A co z Burnham? Wiemy, że jest jego przyrodnią siostrą, o której nigdy nie wspominał. Może wydarzenia z tego sezonu tak bardzo ich poróżnią, że nie będą utrzymywać kontaktu. Johanthan Frakes, który reżyseruje drugi odcinek, obiecał flashbacki z dzieciństwa z młodą Michael i jej braciszkiem. Zobaczymy więc także bardzo młodego Spocka.

Spock żyje

Postać Spocka poza Oryginalną Serią, Star Trek: Animated Series i sześcioma filmami pełnometrażowymi pojawiła się też gościnnie w serialu Star Trek: Następne pokolenie z ważną misją na Romulusie. Według komiksu Countdown ostatnie lata spędził właśnie na tej planecie, działając na rzecz pokoju między Romulanami a Wolkanami. Znowu zrobił coś trochę wbrew swoim ludziom, co nie przez wszystkich jego braci było mile widziane. Pozostał outsiderem.

foto. Paramount
foto. Paramount

Nimoy wystąpił w dwóch filmach Ambramsa wraz z młodym Spockiem granym przez Quinto. Aktor zmarł w 2015 roku, co komentował cały świat, z ówczesnym prezydentem Stanów Zjednoczonych Barackiem Obamą włącznie. Publicznie wyznał, że uwielbiał Spocka. W Star Trek: W nieznane widzimy już tylko jak Quinto-Spock dowiaduje się o śmierci Nimoya-Spocka. 

Ethan Peck już z Nimoyem nie zagra, ale dostał błogosławieństwo od jego rodziny. Decyzja twórców o wprowadzeniu postaci była odważna, ale to dobrze, że kolejne pokolenia poznają tę postać. Może nie będzie już miała takiego wpływu na widzów, ale bardzo chcę zobaczyć jak wykuwał się charakter Spocka, którego znam. 

Źródło: zdjęcie główne: materiały prasowe

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV