Przeczytaj w weekend
Marcin Waincetel

Marcin Waincetel

Sex, drugs, cinema. Białe ścieżki kina

Sex, drugs, cinema. Białe ścieżki kina Sex, drugs, cinema. Białe ścieżki kina

Psychotropy potrafią uśmierzyć ból, umożliwić przekroczenie granic ludzkiej wyobraźni, ale także doprowadzić do łez – wynikających zarówno ze szczęścia, jak i smutku. Z tej emocjonalnej różnorodności śmiało korzystają filmowcy, którzy od lat zapewniają nam kontrolowane odloty. Dramatyczne, surrealistyczne, upajające... i to na bardzo różnych poziomach.

Choć X Muza swoje odważne eksperymenty z narkotykami na dobre rozkręciła przede wszystkim w latach 60., to jedną z pierwszych prób wiążącą się z tematami używek datuje się już na rok 1936, a więc premierę Narkotykowego szaleństwa. Propagandowa, bardzo archaiczna produkcja przestrzegała przed zgubnymi wpływami smakowania marihuany, środka, który przedstawiono jako mogące inicjować w człowieku zespół morderczych instynktów. Takie obostrzenia względem substancji uzależniających nie powinny zresztą dziwić, skoro jeszcze do 1933 w USA oficjalnie obowiązywała prohibicja. Restrykcyjna polityka państwowa prowadzona w zakresie handlu i spożycia wysokoprocentowych trunków okazała się być jednak totalnym niewypałem – wszak nie od dzisiaj wiadomo, że najlepiej smakuje przecież zakazany owoc. Najdobitniej przekonywały o tym zresztą Dzieci Kwiaty.

Galerię z kolorowymi portretami obyczajowych buntowników zapisano na celluidowej taśmie filmu Hair (1979) Milos Forman, gdzie subkultura hipisów posłużyła do tego, aby przedstawić nietypową walkę ze społecznymi normami i zasadami – choćby w scenie narkotycznej mszy, w czasie której mistrz ceremonii częstuje współwyznawców tabletkami LSD. Mistyczne doświadczenie, ot co. Reżyser Lotu nad kukułczym gniazdem (1975) zrealizował też Odlot (1971), czyli całkiem śmiałą komedię, w której rodzice chcący zrozumieć problemy swoich nastoletnich pociech sami postanawiają skosztować działki popularnej maryśki. Nie dbając (aż tak bardzo) o chronologię i filmograficzne kalendarium, przejdźmy do innych, konkretnych towarów.

Easy Rider(1969) to na wskroś amerykańskie świadectwo pewnej epoki w dziejach USA, w której poczucie wolności nie było tylko pretensjonalnym hasłem, ale rzeczywistą ideą. Motocyklowa podróż przez dziką prerię, gdy w tle przygrywało słynne Born to be Wild miała w sobie coś z doświadczenia przekraczającego ludzkie poznanie. Autentyzm historii z Peter Fonda, Dennisem Hooperem i Jack Nicholson nie brał się jednak tylko z tego, że liczba wypalanych jointów na planie szła w setki. Kalifornijscy hipisi prowokowali bowiem pytanie związane z tym, jak wyglądać ma ówczesna Ameryka – kraina zrodzona przecież z mitu o wolności. Romantyczny w wymowie i nieco psychodeliczny w formie obraz wyreżyserowany przez Hoopera, charakternego artystę, który na planie dostawał ponoć narkotykowych paranoi, był ważny, bo utorował też drogę dla innych twórców.

W Narkomanach (1971) Jerry Schatzberg przedstawiono niecodzienne uczucie, które związało postać bezdomnej dziewczyny z prowincji i handlarza narkotyków, ulicznego cwaniaka, w którego wcielił się młodziutki wówczas Al Pacino. Miłość, czyli też jakaś forma uzależnienia, naznaczona była jednak tragedią. Realistyczny wydźwięk filmu został zmaksymalizowany przez ukazanie autentyczne wbijanie strzykawki z heroiną prościutko do żył bohaterów. To pozbawiony zbędnego moralizowania, przez co bardzo sugestywny obraz. Substancje psychoaktywne stanowiły też narzędzie, dzięki któremu można byłoby odsłonić nieco tajemnic pozornie znanej rzeczywistości. A nieco dokładniej – ukazać Odmienne stany świadomości (1980). Nie kto inny, a sam Ken Russell, brytyjski mistrz w ukazywaniu szaleństwa, seksu i okrucieństwa, zdecydował się, aby dragi stały się pomocne w bardzo śmiałym eksperymencie naukowym. Debiutujący na ekranie William Hurt podjął bowiem próbę zbadania zjawiska schizofrenii i możliwości usunięcia bodźców działających na niektóre z ludzkich zmysłów. Osobliwą wizję tripu do Meksyku (i totalnej podróży w głąb siebie) zrealizowanego gdzieś na granicy grozy, thrillera i nieoczywistego science-fiction. Odjazdy kontrolowane prowokowały też realizację wybuchowych komedii.

Narcos - zdjęcie z 3. sezonu
fot. Netflix

I tym razem znów klasyka z lat 70., choć może nie tak znowuż znana, czyli Up in Smoke (1978), a więc opowieść o tym, jak Cheech i Chong, para głównych bohaterów filmu, zostali deportowani do Meksyku. Drogą powrotną do USA przyjdzie im przemierzyć w vanie, który został wykonany z bardzo cennego towaru - konopi indyjskich. Ten aktorski duet porównywany był swego czasu do Abbota i Costello, co powinno stanowić rekomendację samą w sobie. A że na planie nie żałowano środków psychoaktywnych, dzięki którym łatwiej byłoby wejść w rolę... tym większa siła oddziaływania ekranowej prawdy.

Zresztą tematem, który zdecydowanie zasługuje na oddzielne omówienie jest obecność narkotyków w procesie tworzenia samych filmów. Dragi obecne były nie tylko na planie wspomnianego wcześniej Easy Ridera, ale też The Blues Brothers (1980) (Dan Aykrod miał nawet kiedyś stwierdzić, że specjalna rubryka w budżecie przewidziana była właśnie na używki), w Czasie apokalipsy (1979), gdy Martin Sheen i Marlon Brando raczyli się rozpuszczoną kokainą i LSD, czy w ramach kręcenia Imperium kontratakuje – nieodżałowana księżniczka Leia nigdy nie kryła słabości do środków pobudzających wyższe stany świadomości. Z tej małej dygresji wykrystalizował się kolejny przykład na granicy życia i sztuki, a więc The Doors (1991). Bo i muzyka może być narkotykiem.

Biograficzny obraz traktujący o życiu Jima Morrisona – od momentu założenia tytułowej kapeli, aż do przedwczesnej śmierci artysty – stanowi hipnotyczną wizję na temat człowieka-legendy, który stanowił jeden z symboli epoki Dzieci Kwiatów. Charyzmatyczny muzyk w filmie sportretowany jako mężczyzna z twarzą Val Kilmer próbował osiągać to, co często nieosiągalne – zrozumieć prawdziwą naturę sztuki, przekroczyć granice własnego JA. W tym też zadaniu miało mu pomóc alkoholowo-narkotykowe odurzenie. O poszukiwaniach sensu (i bezsensu) traktują też jednak filmy, w których droga potrafi przypominać sen na jawie.

Uczestnikami takiego właśnie doświadczenia byli Johnny Depp i Benicio Del Toro, główni bohaterowie filmu Fear and Loathing in Las Vegas (1998) Terry Gilliam. Zapis niecodziennej wyprawy bezdrożami Ameryki w kierunku Las Vegas odsłania przed nami zadziwiający świat kontrkultury lat 70. Marihuana, meskalina, kwasy, koka – oto składniki paliwa, dzięki któremu możliwe jest uczestnictwo w (nie)kontrolowanym szaleństwie. Działo się to w epoce schyłkowej, gdy Dzieci Kwiaty zaczęły coraz częściej (dosłownie) umierać, a do władzy miał dojść Nixon. Czas na kolejny przeskok. Tym razem do ostatniej dekady ubiegłego wieku.

Strony:
  • 1 (current)
  • 2

Źródło: zdjęcie główne: materiały prasowe

Co o tym sądzisz?

Wkrótce dokonamy migracji systemu komentarzy. Nowy system komentarzy pozwoli nam m.in. rozwinąć funkcje, których nie możemy uzyskać w Disqus, zwiększy bezpieczeństwo strony i przyspieszy czas jej ładowania. W związku z tym wymagana jest Państwa zgoda na przeniesienie Państwa komentarzy do nowego systemu i powiązania go z Państwa kontem w serwisie naEKRANIE.pl. Prosimy o zalogowanie się na wszystkie konta disqus, z których Państwo korzystacie i powiązanie ich z naszym serwisem. W przypadku braku udzielenia tejże zgody, Państwa komentarze w dniu uruchomienia nowego systemu komentarzy przejdą proces zmiany na anonimowe. Proszę kliknąć tutaj, aby wyrazić zgodę i powiązać to konto.

Jeżeli posiadasz oddzielne konto w serwisie disqus kliknij tutaj, aby je powiązać

UWAGA: Ten komunikat będzie się pojawiał aż do momentu uruchomienia systemu nowych komentarzy niezależnie od tego czy wykonasz powyższe instrukcje czy nie.

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV