Dean Devlin o serialu Bibliotekarze: Nowy rozdział: Ich supermocą jest wiedza [WYWIAD]
Bibliotekarze: Nowy rozdział to kolejny serial osadzony w popularnej franczyzie przygodowej. W związku z polską premierą na kanale Sci-Fi spotkałem się z twórcą i showrunnerem, Deanem Devlinem. Wypytałem go o prace nad nową odsłoną serii.
ADAM SIENNICA: Muszę przyznać, że produkcja Bibliotekarze: Nowy rozdział mnie zaskoczyła. Zazwyczaj trzeba kilku odcinków, by obsada złapała ze sobą dobry kontakt, a tu wszystko kliknęło od pierwszego epizodu. Jestem ciekaw, jaki jest twój sekret.
DEAN DEVLIN: Chciałbym wiedzieć! Byłem tak samo zaskoczony jak ty. Masz rację, zazwyczaj wymaga to kilku odcinków. Byliśmy w Serbii, gdy musieliśmy zdalnie obsadzić serial. Nie znałem aktorów z wyjątkiem Jessiki Green. Pierwszego dnia w Belgradzie wyszliśmy na kolację i pod koniec wieczoru zadziała się jakaś magia pomiędzy nimi.
Przypisuję tę zasługę Jessice, ponieważ jest jak promyk słońca. Ma tę niezwykłą energię. Sprawiła, że wszyscy poczuli się dobrze. Ona wcześniej pracowała przy serialu w Belgradzie. To pozwoliło im poczuć się komfortowo w nowym miejscu. Istotna też jest sytuacja – nie kręciliśmy w Los Angeles czy Londynie. Podczas wyjazdu aktorzy wychodzą razem na kolacje, spędzają ze sobą czas i mają różne aktywności, które budują więzi. Relacje poza kamerą mają wpływ na to, co się dzieje na ekranie. Byłem podekscytowany, że dosłownie pierwszego dnia od razu była chemia i energia między nimi. Potrafili ze sobą współgrać i fajnie improwizować.
To pozwala zaangażować się w historię i ją poczuć. Franczyza Bibliotekarzy zawsze opowiadała o przygodzie, miłości i nadziei. Wydaje się, że jest to coś, czego widzowie potrzebują o wiele bardziej niż kiedyś. Potrzebują niezobowiązującej rozrywki, która pozwoli uciec im od rzeczywistości. Czy to było coś, o czym myślałeś podczas pracy nad nowym serialem?
To ciekawe – faktycznie dostrzegam pewien powrót popularności rozrywki gatunkowej, ale jest też taka tendencja, żeby robić ją bardziej mroczną, brutalną albo z bardzo ostrym językiem. Po to, by sprawiała wrażenie, że już nie jest tylko dla dzieci. W porządku. Lubię niektóre z tych seriali.
Ale myślę, że kiedy świat przechodzi przez pandemię, kiedy mamy ogromne podziały polityczne i konflikty, kiedy są trudne czasy gospodarcze – wtedy ta idea eskapistycznej rozrywki, którą zwykle traktuje się jako coś mniej wartościowego, staje się koniecznym elementem naszej codzienności. Nie potrafię nawet policzyć, ile razy słyszałem od ludzi: "Nie poradziłbym sobie z walką z rakiem, gdyby nie to, że raz w tygodniu mogłem uciec z wami do tej magicznej biblioteki” albo "Nie poradziłabym sobie po śmierci męża, z którym byłam 20 lat, gdyby nie ta grupa złodziei, którzy co tydzień coś mi kradli”.
Dlatego wierzę, że takie dzieła – z przesłaniem o nadziei, opowieścią o miłości oraz treścią dla każdego członka rodziny – są niezbędną częścią naszej kultury.

Obecnie lubi się tworzyć mroczne, ponure seriale, więc taka pozytywna rozrywka wydaje się rzadkością. Potrzebujemy więcej takich seriali. Więcej nadziei w codzienności.
Bardzo się z tobą zgadzam. Mroczne i realistyczne seriale są fajne. Lubię czerpać z nich rozrywkę. Masz jednak rację: w pewnym momencie zaczęły dominować w branży. A czasem potrzebujesz wytchnienia. Gdy wracasz z pracy po trudnym dniu, potrzebujesz czegoś, co sprawi, że poczujesz się dobrze.
Jestem ciekawy początków Bibliotekarzy. Jak wyglądał proces wymyślania tego wszystkiego? Nie da się ukryć, że macie wiele wspaniałych pomysłów.
Świetne pytanie. Mamy naprawdę niesamowity pokój scenarzystów. Szczerze mówiąc, to chyba najsilniejszy zespół, z jakim kiedykolwiek pracowałem w swojej karierze. W jednym pokoju mamy czterech showrunnerów – to się praktycznie nigdy nie zdarza. Mamy też scenarzystę, który wcześniej pracował przy Doktorze Who. To naprawdę szaleństwo, ile talentu jest w tym zespole.
Zwykle zaczynamy od pytania: Jaki właściwie serial chcemy zrobić? Co pasuje do tematu sezonu? Jakie historie chcemy opowiedzieć? I jeśli tylko na tablicy pojawi się pomysł – np. chcemy zrobić odcinek o kartach tarota – to od razu zaczynamy research. Sprawdzamy, jakie są najsłynniejsze talie, jaka jest ich symbolika, jakie historie się z nimi wiążą.
Ponieważ kręcimy serial w Europie, tym razem chcieliśmy mocniej oprzeć się na mitologii europejskiej. Na przykład w odcinku pilotażowym pojawia się motyw Drekavaca. Nigdy wcześniej o nim nie słyszałem, dopóki nie przyjechałem do Belgradu!
To była niesamowita frajda – odkrywać te rzeczy, badać ich znaczenie i jednocześnie próbować oddać im należny szacunek, a przy tym opowiadać historie w lekki, rozrywkowy sposób. Chcemy, żeby po obejrzeniu odcinka widz mógł wpisać coś w Google i pomyśleć: "O rany, to naprawdę istnieje!”.
A magiczne artefakty są naturalną częścią waszego procesu. Zwłaszcza że nowy bohater ich nadużywa...
Tak, używa ich częściej, niż powinien. Ale w przypadku Bibliotekarzy zawsze chcemy być ostrożni, żeby nie przedstawiać ich jako grupy magików. To zespół naprawdę inteligentnych ludzi.
To, co zawsze kochałem w tym serialu, to fakt, że ich supermocą jest wiedza. Każdy mógł zostać Bibliotekarzem, jeśli tylko poświęcił wystarczająco dużo czasu na naukę. Oczywiście mamy w serialu magię, ale chodzi przede wszystkim o to, jak sprytni są bohaterowie, a nie o to, jak potrafią używać magii – choć zawsze znajdzie się ktoś, kogo kusi, żeby z niej skorzystać.
Udało ci się coś niezwykle trudnego. Stworzyłeś coś, co wygląda znajomo dla fanów franczyzy, ale ma też w sobie wiele świeżości. Od pierwszych Bibliotekarzy sposób opowiadania historii bardzo się zmienił. Jak to zrobiłeś? Pewnie masz magiczny artefakt, który ci pomógł!
To jest w gruncie rzeczy bardzo proste. Po prostu nie robimy żadnych badań. Nie próbujemy zgadywać, czego oczekuje publiczność. Nie patrzymy na inne seriale i nie mówimy sobie: "O, oni robią to, więc my też powinniśmy spróbować”. Podchodzimy do tego, jak grupa nerdów, którzy sami chcą zobaczyć coś takiego na ekranie. A jeśli nikt inny tego nie robi, to stwierdzamy: my to zrobimy! Tak naprawdę to jest pokój pełen ludzi, którzy – gdyby nie tworzyli tych seriali – pewnie jeździliby na konwenty science fiction, przebierali się w kostiumy i próbowali zdobywać nagrody. Jesteśmy po prostu bandą nerdów. I myślę, że w tym jest szczera miłość do tego, co robimy. Każdy scenarzysta ma swój własny głos, a kiedy łączymy go ze stylem serialu, powstają zupełnie różne odcinki.
Na przykład Tom McRae, który pracował wcześniej przy Doktorze Who, pisze odcinki bardzo skomplikowane, ale niesamowicie satysfakcjonujące. Kate Rorick, która pracowała przy oryginalnych Bibliotekarzach i była showrunnerką Leverage: Redemption, tworzy historie bardziej romantyczne, zabawniejsze, pełne dynamicznych dialogów. Każdy scenarzysta wnosi coś swojego – z własnej miłości do gatunku i ogromnej pasji.
Zawsze chodziło tylko o jedno: co sami chcemy zobaczyć? Jeśli my mamy na to ochotę, istnieje duża szansa, że inni widzowie też będą tego chcieli.
To zaskakujące, jak bardzo jest to proste. Wydaje się, że gdyby więcej osób tak podchodziło do tematu, to byłoby to korzystniejsze dla jakości współczesnych seriali.
Żyjemy w świecie, który coraz bardziej jest kontrolowany przez algorytmy. Wszyscy próbują je rozgryźć, znaleźć sposób, by wyliczyć, co się sprawdzi. Ale ja nie wierzę, że sztuka tak działa. Gdyby dało się tworzyć rozrywkę wyłącznie na podstawie "sprytnego podejścia”, to najlepsze seriale tworzyliby ludzie po Harvardzie i Yale. I tacy jak ja w ogóle nie mieliby kariery. Sztuka działa inaczej.
Dla mnie wszystko zaczyna się od pasji i od tego, że masz coś do powiedzenia. Jeśli naprawdę wkładasz w to serce, jest szansa, że ktoś inny też zarazi się tą pasją.
Fani z Polski pewnie by mnie zabili, gdybym o to nie zapytał. Co ze słowiańskimi legendami? Może wykorzystacie jakieś potwory, historie?
Zostańcie z naszym serialem, a coś na pewno zobaczycie! [śmiech]
Bibliotekarze jako rozrywkowa przygodówka świetnie mogłaby sprawdzić się na kinowym ekranie. Czy rozważyłbyś stworzenia czegoś takiego z obsadami obu seriali?
Moim marzeniem jest to, żebyśmy mogli pójść o krok dalej. Mieliśmy szczęście, bo ten Nowy rozdział naprawdę dobrze się przyjął. Udało się zrobić drugi sezon i teraz czekamy na decyzję w sprawie trzeciego. Bardzo chciałbym stworzyć kolejny spin-off.
Gdyby udało się zbudować coś w rodzaju uniwersum Bibliotekarzy – patrzę właśnie na plakat Łotra 1 za twoimi plecami – to moglibyśmy zrobić coś podobnego, rozwinąć ten świat jeszcze bardziej. I wtedy film kinowy miałby pełne uzasadnienie. A to byłaby największa frajda.

