Najlepsza szkoła to plan filmowy – Michalina Brzuska o debiucie w serialu Scheda [WYWIAD]
Michalina Brzuska zadebiutowała jako aktorka w serialu HBO Max pod tytułem Scheda. Spotkałam się z nią, by porozmawiać o pracy na planie i zderzeniu się z nowym doświadczeniem.
AMELIA ADASZAK: Scheda to Twój serialowy debiut – i to od razu na dużej platformie streamingowej. To ogromny krok już na początku kariery aktorskiej. Jak wyglądało zetknięcie się z takim projektem?
MICHALINA BRZUSKA: Jestem ogromnie wdzięczna za taką okazję. Zdaję sobie sprawę, że takie szczęście nie zdarza się często. Cieszę się, że mogłam tak zacząć swoją przygodę. Oczywiście to się też wiązało z wielkim stresem, bo praktycznie nie miałam doświadczenia przed kamerą. Jedyne, w czym grałam wcześniej, to jakieś reklamy. Ostatnio się śmiałyśmy z moją dobrą przyjaciółką, ale też agentką, że w ogóle nie brałam udziału w żadnych etiudach studenckich. Naprawdę nie miałam pojęcia, jak podejść do tego serialu, więc wszystkiego, czego musiałam się nauczyć, nauczyłam się na tym planie. Myślę, że to były warunki, o jakich mogłam marzyć. Organizacja i poziom były na tyle wysokie, że naprawdę było się z czego uczyć. Wydaje mi się, że to była dla mnie najlepsza szkoła. I mimo stresu myślę, że jakoś dałam sobie radę.
Od razu znalazłaś się wśród znanych i cenionych aktorów. Czy obecność takiego grona była dla ciebie źródłem stresu?
Szczerze mówiąc, kiedy przyjechałam na plan, wszyscy okazali się tacy swojscy i zwyczajni. Dla mnie to było ogromne wydarzenie, a dla nich coś całkiem normalnego. Dzięki temu szybko podchwyciłam tę atmosferę.
Wsiąknęłaś w tę atmosferę.
Tak, a stres szybko opadł, bo widziałam, że nikt inny tak naprawdę się nie denerwuje.
A jak dostałaś tę rolę? Za sprawą castingu?
Tak, casting był dość typowy, bo dostałyśmy go z agentką mailem. Trzeba było nagrać self-tape i wysłać, jak to robi wiele osób ze szkół aktorskich i nie tylko, bo takie nagrania przygotowuje się masowo. Cały czas coś się nagrywa i wysyła. Miałam jednak poczucie, że wyszło fajnie, choć za bardzo nie przywiązywałam się do tego. Wiadomo, jak to bywa.
Duża konkurencja.
Tak! Zresztą też wiedziałam, że parę osób z naszej szkoły też nagrywało. Staramy się do takich rzeczy nie przywiązywać, żeby potem nie było wielkiego zawodu. A jednak dostałyśmy informację, że zapraszają mnie do Warszawy. Tam spotkałam się już z Bartkiem Gelnerem na finalnym castingu. I super to wspominam! Robiliśmy scenę, która jest w zwiastunie. Tę na łodzi, gdy mówię, dlaczego spadek został zapisany na mnie. Udawaliśmy, że kanapa jest łodzią. Świetnie się wtedy zgraliśmy i złapaliśmy kontakt. Bartek miał akurat urodziny, więc atmosfera była naprawdę fajna. Wszystko tak się naturalnie poskładało, że byłam zadowolona z efektu. A po majówce dowiedziałam się, że biorą mnie pod uwagę.

Maja ze Schedy na początku wydaje się postacią poboczną. Jest cicha, ale jednak z różnych powodów wszystko kręci się wokół niej. Co twoim zdaniem Maja chce powiedzieć tym milczeniem?
Okazuje się, że to bardzo ciekawa postać – szczególnie z perspektywy tego, jak się rozwija i do czego tak naprawdę jest zdolna. Tego w pierwszych odcinkach jeszcze nie widać. To właśnie wydało mi się atrakcyjne w Mai: na początku jest jakby na czwartym planie, biernym świadkiem wydarzeń, godzącym się na wszystko. A potem nagle coś w niej klika – przejmuje kontrolę i musi poradzić sobie z sytuacją.
Jak byś nazwała rolę Mai w tej historii?
Ona odgrywa rolę takiego łącznika. Jest bardzo dużo stron konfliktu, a Maja jest trochę wrzucona pośrodku wszystkiego, bo spadek jest zapisany na nią. Chcąc nie chcąc, znajduje się w samym środku sporu. Pojawiają się sytuacje, w których to właśnie ona potrafi zebrać ludzi do współpracy.
Bardzo podobało mi się to, że akcja serialu rozgrywa się na Helu. To naprawdę nieoczywista lokalizacja.
To był dodatkowy plus, bo mogłam skupić się na projekcie i na tej historii. Czułam się jak Maja, która też wylądowała tam trochę przez przypadek. Spacerując po Władysławowie i po całym Helu, wyobrażałam sobie, że jestem nią – i to na pewno pomogło mi się skupić i osadzić w tej roli. Ten klimat "robi robotę". Cieszę się też, że to były wyjazdowe zdjęcia, bo miałam dzięki temu okazję poznać ekipę.

