Hearthstone to gra, do której warto wracać. Testujemy Wybawców Uldum i Grobowce Grozy

Hearthstone to gra, do której warto wracać. Testujemy Wybawców Uldum i Grobowce Grozy Hearthstone to gra, do której warto wracać. Testujemy Wybawców Uldum i Grobowce Grozy

Hearthstone zadebiutowało w 2014 i mimo upływu kilku lat nadal cieszy się dużym zainteresowaniem. To nie lada wyczyn dla gry sieciowej, szczególnie w przypadku tak dużej konkurencji – na rynku jest przecież także Magic the Gathering, The Elder Scrolls: Legends, a także nasz polski Gwint.

Na sukces Hearthstone wpływ miało kilka czynników. Z pewnością przyczynił się do tego niski próg wejścia – kolorowa grafika zachęca, a zasada „easy to learn, hard to master” idealnie podsumowuje ten tytuł. Do rozpoczęcia przygody z karcianką Blizzarda nie trzeba mieć żadnych specjalnych umiejętności, predyspozycji czy doświadczeń z innymi, podobnymi produkcjami. Nie bez znaczenia było też powiązanie tego tytułu z niezwykle popularnym uniwersum Warcrafta. Gra nie przetrwałaby jednak na rynku tak długo, gdyby nie ciągłe rozwijanie i modyfikowanie jej przez twórców – a tutaj naprawdę ciężko im cokolwiek zarzucić.

Hearthstone regularnie wzbogaca się o kolejne tematyczne rozszerzenia, które dodają nowe karty, mechaniki i działa to nieco inaczej niż w przypadku wielu innych gier nastawionych na rywalizację, bo zmiany te są naprawdę kolosalne. Jeden dodatek potrafi wywrócić na głowę cały balans rozgrywki i sprawić, że wcześniejsze talie stają się kompletnie bezużyteczne, a inne nagle wiele zyskują. I chociaż takie rozwiązanie może irytować osoby, które grają regularnie, to dla drugiej grupy osób, do której sam się zaliczam, jest to naprawdę wspaniała sprawa.

Powrót do karcianki Blizzarda po dłuższej przerwie nie jest bolesny. Nie mam wrażenie, że wiele mnie ominęło. Uruchamiając grę po premierze najnowszego dodatku jestem niemal w takiej samej sytuacji, jak osoby grające regularnie – muszę zapoznać się z nowymi zdolnościami i stworzyć zupełnie nową, świeżą talię, która uwzględni mocne i słabe strony dodanych kart. Nie inaczej było w przypadku ostatniego rozszerzenia, czyli Wybawców Uldum.

Uldum to pustynny region na kontynencie Kalimdor, który mogą kojarzyć gracze World of Warcraft. Istotną rolę w zadaniach odgrywał tam Harrison Jones – mężczyzna będący parodią słynnego archeologa. Na podobny klimat postawiono w nowym rozszerzeniu do Hearthstone, a więc wśród kart znajdziemy mumie, poszukiwaczy przygód, skarby oraz pułapki.

Nową mechaniką jest tu Odrodzenie. Stronnicy z tą zdolnością mogą raz powrócić do życia po śmierci. Jest tylko jeden haczyk – po wskrzeszeniu mają tylko jeden punkt zdrowia. Wymaga to odpowiedniego ich zagrywania, tak aby móc to jak najlepiej wykorzystać. Sprawdza się to całkiem nieźle w taliach z dużą liczbą kart oferujących jakąś formę uzdrawiania – np. u Paladynów i Kapłanów. Doskonale działa to w połączeniu z nowym zadaniem – Mumiotwórstwo, które wymaga od gracza zagrania pięciu kart z Odrodzeniem. Nagrodą za to jest umiejętność Cesarskie Bandaże, która pozwala stworzyć kopię 2/2 jednego z naszych stronników za dwa kryształy many. To bardzo tani i stosunkowo szybki sposób na stworzenie armii stronników, z którymi oponent będzie musiał poradzić sobie dwa razy.  

Jeśli chodzi o zadania, to osobiście bardzo polubiłem Bazarową Kradzież, czyli nową kartę Łotra. Tutaj zadanie wymaga dodania czterech kart inne klasy do ręki – banał przy odpowiednio złożonej talii. Nagroda jest za to bardzo potężna – to broń, która zadaje 3 punkty obrażeń i oferuje niewrażliwość. Świetnie nadaje się to do eliminowania wrogich stronników, bo można zrobić to niskim kosztem (zaledwie dwa kryształy many!) i bez jakiegokolwiek ryzyka – niewrażliwość sprawia, że nie otrzymujemy żadnych obrażeń w momencie ataku.

Moją ulubioną kartą z Wybawców Uldum jest jednak Pudełko-zagadka Yogg-Sarona. Powiem więcej – to jedna z najciekawszych i wywołujących najzabawniejsze sytuacje kart w całej grze. Przypomina ona nieco inną kartę z Yogg-Saronem z dodatku Przedwieczni Bogowie, jednak działa na nieco innej zasadzie. Zagrywając ją, odpalamy 10 losowo wybranych zaklęć w losowe cele – nie tylko przeciwnika, ale też i w naszego herosa lub stronników. Czasami może doprowadzić to do naprawdę ciekawych sytuacji i zupełnie odwrócić losy pojedynku. Trudno jednak na tej karcie polegać, dlatego najlepiej zagrywać ją jako ostatnią deskę ratunku. Szczególnie że jej koszt jest bardzo wysoki – 10 kryształów many.

Niedawno wystartowała też nowa zawartość PvE w postaci Grobowców Grozy. Nie odbiega to zbytnio od wcześniejszych przygód dla jednego gracza i w dalszym ciągu jest to zestaw wyzwań, którym musimy stawić czoła przy pomocy wyjątkowych klas (łączących np. Łotra i Maga). Talie otrzymujemy „z góry” i możemy je modyfikować dzięki zdobywanym w toku rozgrywki kartom. Oznacza to, że kluczem do sukcesu staje się tu przede wszystkim umiejętne zarządzanie stronnikami i zaklęciami i kontrowanie kart oponentów. Smaczku dodaje też losowość – kolejność przeciwników, którzy stają na naszej drodze, nie jest ustalona z góry, więc nie da się tutaj na nic specjalnie przygotować.

Hearthstone regularnie się zmienia, często diametralnie. Dzięki temu naprawdę warto wracać co jakiś czas do tej produkcji, bo może zapewnić ona wiele godzin świetnej zabawy. Wszystko to bez potrzeby codziennego sprawdzania najlepszych kart i optymalnych talii. Przygody dla jednego gracza, takie jak Grobowce Grozy, są zaś doskonałą odskocznią od rywalizacji, a także szansą na przetestowanie pewnych kart w nieco... innych warunkach. 

Źródło: fot. Blizzard Entertainment

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV