Przeczytaj w weekend

Kobiety mafii 2 – Patryk Vega wreszcie zrobił to dobrze

Kobiety mafii 2 – Patryk Vega wreszcie zrobił to dobrze Kobiety mafii 2 – Patryk Vega wreszcie zrobił to dobrze

Szmira, tandeta, chała, gniot, szajs. Polscy krytycy i znawcy kina są zgodni co do jakości kina tworzonego przez Patryka Vegę. Frajda, radocha, rozrywka, odskocznia, przyjemny odmóżdżacz – widzowie również mają wyrobione zdanie o dziełach reżysera. Ten swoisty konsensus mogą zmienić Kobiety mafii 2 – wyjątkowa pozycja w filmografii twórcy.

Część z was zapewne kojarzy amerykański serial pod tytułem Blood Drive. Postapokaliptyczna opowieść dokończyła żywota po pierwszym sezonie, ale nie to jest tutaj najważniejsze. Produkcja bardzo finezyjnie poruszała się pomiędzy groteską i abstrakcją. Stanowiła ukłon dla klasyków kina eksploatacji. Puszczała oko zarówno do fanów filmów klasy B, jak i zakochanych w tarantinowskich grindhouse'ach. Było brutalnie, absurdalnie, zabawnie i przeważnie niezbyt mądrze. Dzięki przyjętej konwencji nikt nie traktował tego kuriozum na poważnie. Twórcy celowo przeginali pałę, śmiejąc się przy każdej możliwej sytuacji ze swoich bohaterów. Wszechobecny dystans sprawiał, że serial Blood Drive był powiewem świeżości w skostniałych telewizyjnych ramówkach. Mimo że produkcja spotkała się z ciepłym przyjęciem widzów i krytyków, została anulowana po pierwszym sezonie.

Dlaczego o tym piszę? Ponieważ można odnaleźć pewne analogie pomiędzy konwencją Blood Drive, a nowym obrazem Patryka Vegi.Kobiety mafii 2 są bowiem dziełem w pełni świadomym konwencji, w jakiej się porusza. To produkcja, która akcentuje głupotki fabularne, śmiejąc się z nich wniebogłosy. Filmowe szarże Patryka Vegi zbliżają jego obraz do klasyków kina eksploatacji, zarówno jeśli chodzi o formę, jak i treść. Dziesiątki odciętych kończyn, liczne dekapitacje, brutalne morderstwa przedstawione są w klasycznie grindhouse’owy sposób. Kobiety mafii 2 to przekoloryzowany festiwal kiczu, przegięcia i makabry, gdzie śmierć i seks smakują jak żelki z bitą śmietaną.

Jak mamy zachować się na tego typu filmowej balandze? Możemy ponownie wejść w buty malkontenta i narzekać na ciężkostrawność kuchni vegańskiej. Co z tego, że jest śmiesznie, jeśli humor w filmach Patryka Vegi jest dla komedii tym, czym disco polo dla muzyki współczesnej. Co z tego, że brutalność osiąga apogeum w tarantinowskiej skali, jeśli odcinane czerepy są tak samo mało realistyczne jak wąsata żona warszawskiego mafiosa, próbująca zdetonować się w imię ISIS na paradzie wojska polskiego. Kobiety mafii 2 to wciąż dzieło filmopodobne, które nie trudno wypunktować znawcom i krytykom. Czy jednak rzeczywiście właśnie o to chodzi w kinie?

Wciąż narzekamy na brak polskich filmów gatunkowych, a przecież Kobiety mafii 2 są właśnie takim obrazem. Co istotniejsze jednak konwencja filmu to wypadkowa stylu reżysera i popkulturowych naleciałości. Ten autorski styl Vegi widoczny w pełnej okazałości jest dopiero teraz. Wcześniejsze dzieła reżysera cierpiały na liczne bolączki. Najgorsze były chyba Plagi Breslau – film będący produktem niskiej klasy o charakterze czysto komercyjnym. Obraz traktował się niezwykle serio, czego doskonałym symbolem był zacięty wyraz twarzy Małgorzaty Kożuchowskiej występującej w roli głównej. Gdy Patryk Vega chce być poważny, mroczny i realistyczny, odnosi porażkę. Gdy próbuje przekazać ideę, zaszczepić narodowi swój punkt widzenia czy powalić górnolotnym przesłaniem, przegrywa z kretesem. Wszyscy pamiętamy, jak złą produkcją był Botoks. Ostatnie, czego Polska potrzebuje, to moralizator Patryk Vega. Zapotrzebowanie jest natomiast na rodzimego Robert Rodriguez, Ed Wood, John Waters czy Russ Meyer. I tutaj Patryk Vega ma szansę wejść ubrany cały na biało.

Twórcy, którzy zasmakowali w klasycznym amerykańskim kinie eksploatacji, podchodzą do materiałów źródłowych zarówno z dużym szacunkiem, jak i z pewną dozą pobłażliwości. Niedoceniany przez wielu Grindhouse Quentin Tarantino jest doskonałym przykładem tego, jak połączyć autorskie pomysły ze schedą po klasykach gatunku. Pan Vega nie jest w najmniejszym stopniu utalentowany jak twórca Pulp Fiction. Nie potrafi opowiadać historii na światowym poziomie, nie umie reżyserować, tak aby zachwycić tłumy. Posiada jednak istotną zdolność, dzięki której od dawna znajduje się na powierzchni. Jego zmysł biznesowy pozwala mu odpowiednio kokietować polską publikę. W branży rozrywkowej czuje się jak ryba w wodzie. Tematycznie Patryk Vega jest jak zły brat bliźniak Wojciecha Smarzowskiego – doskonale wyczuwa boleści naszego społeczeństwa i serwuje remedium w postaci dzieła artystycznego. O ile pan Wojciech robi to z klasą i refleksyjnie, pan Patryk woli schlebiać gustom, poprzez bazowanie na najniższych instynktach.

Tak było do tej pory. Kobiety mafii 2 poprzez czerpanie z dziedzictwa kina klasy B oraz inspirując się tanimi pulpowymi opowieściami, wyróżniają się na tle filmografii reżysera. Twórca jest świadomy miałkości historii, którą prezentuje. Wie, że poszczególne motywy pasują do całości jak pięść do nosa. Kolumbijska czarna wdowa ma zespół Touretta? Czemu nie! Była żona polskiego przestępcy staje się członkinią ISIS? Oczywiście. Jaki jest najprostszy sposób na zarobienie większych pieniędzy? Może sprzedaż organów porwanych z ulicy, Bogu ducha winnych przechodniów? Oczywiście, że tak! Absurd goni absurd, a Patryk Vega nie zwalnia nawet w momencie, gdy pędząca z prędkością światła fabuła wypada z toru podczas sławetnej sceny z niedźwiedziem na rowerze.

Jeśli przymkniemy oko na konwencję, jeśli na chwilę zdejmiemy buty uwrażliwionego na sztukę recenzenta, to mamy szansę całkiem nieźle bawić się na nowym filmie Patryka Vegi. Dla tych, dla których Plagi Breslau były prawdziwą drogą przez mękę, a Botoks pretensjonalnym koszmarkiem, nowy obraz reżysera może okazać się szansą na oddech. Trudno zachować powagę, patrząc jak jeden z gangusów, tanecznym krokiem zaczerpniętym od Vincenta Vegi ze Reservoir Dogs, zbliża się do torturowanej ofiary. Ciężko nie roześmiać się chociaż jeden raz z komediowych szarż Katarzyny Warnke portretującej Spuchniętą Ankę. Cringe’owe, żenujące momenty mieszają się z celnymi żartami i tak w koło Macieju. W pewnym momencie akcja robi się tak chaotyczna, że widz musi nieźle się natrudzić, aby złapać co w danym momencie jest grane. Dla krytykantów to kolejna okazja, aby wylać wiadro pomyj na łysą łepetynę Patryka Vegi. Dla innych, może być to jednak szansa, aby przekonać się, iż kicz i groteska w służbie dobra mogą być zbawienne dla sztuki. Potrzebna jest jedynie samoświadomość, wielki dystans i szacunek do dobrodziejstw popkultury.

Pamiętacie twardą jak skała Olga Bołądź z pierwszej części Kobiety mafii? Jej postać mogła być siostrą bliźniaczką Heleny z Plag Breslau, o bohaterce Służby specjalne już nie wspominając. Kojarzycie  Piotr Stramowski, Sebastian Fabijański i Tomasz Oświeciński odgrywających po raz kolejny te same role? W tegorocznym przeboju Vegi powtarzalne motywy zostają potraktowane ostrzem satyry. Twórca zdaje sobie sprawę, że kolejne powielanie schematów mogłoby wywołać znużenie u widzów, więc celowo je przerysowuje, tak aby były świeższe, zabawne i dużo bardziej ekstremalne. Momentami można odnieść wrażenie, że reżyser parodiuje swoje poprzednie obrazy. Świadom ich słabości, robi sobie niezłe żarty.

Pamiętajmy, że mimo zadowalającego efektu końcowego, twórca wciąż pozostaje biznesmanem. Nadal kalkuluje, idzie na kompromisy artystyczne, działa pod publikę. Patryk Vega musi zarabiać – chyba nikt zaznajomiony z przeszłością reżysera nie ma wątpliwości, iż przedkłada on sukces finansowy nad ten artystyczny. Tym bardziej cieszy droga obrana przez tego artystę. Gdyby flirt z kinem eksploatacji okazał się nie tylko wypadkiem przy pracy i kolejne filmy skonstruowane byłyby w podobny sposób, styl Patryka Vegi stałby się bardziej charakterystyczny. Mógłby być to zaczątek do kina autorskiego – czegoś, co w polskiej rzeczywistości praktycznie nie istnieje.

Podstawowe pytanie brzmi jednak, czy nasza publika kupi taki styl. Jest to możliwe, bo zwykły „popcornożerca” nie widzi różnicy pomiędzy zamierzonym kiczem a tandetą najniższych lotów. Przypadkowy odbiorca będzie rechotał, niezależnie, czy ogląda samoświadome dzieło pełne niuansów, czy uczestniczy właśnie w osobliwym spektaklu, gdzie człowiek uprawia seks z psem. Szokująca i niewyszukana przaśność jest dla dużej części społeczeństwa tym, czym wspomniana wcześniej bita śmietana z żelkami dla małych dzieci. Patryk Vega zrozumiał to już dawno, ale w Kobietach mafii 2, w kilku istotnych momentach, puszcza znaczące oko do bardziej świadomych widzów. „Spokojnie, wiemy co robimy i zdajemy sobie sprawę, jak bardzo głupie to jest. Wyluzuj się i rozsiądź się wygodnie w fotelu, bo będzie ostra jazda bez trzymanki”. Takie przesłanie wydaje się mieć Patryk Vega dla miłośników i pasjonatów kina w Kobietach mafii 2.

Czy możemy być optymistami, jeśli chodzi o dalsze losy reżysera? Tematy, które twórca ma na celowniku, prognozują powrót do moralizatorskich tonów, choć warto pozostać umiarkowanym optymistą. Vega z pewnością nigdy nie będzie polskim Tarantino, ale do Roberta Rodrigueza wcale nie jest mu tak daleko. Pamiętajmy jednak, że film  Kobiety mafii 2, mimo tego, że wyróżnia się na tle pozostałych obrazów reżysera, cierpi na multum realizacyjnych i fabularnych bolączek, znamiennych dla tego twórcy. Te słabości jednak również w pewien sposób uzupełniają jego styl. Być może te niedoskonałości sprawią, że za kilkadziesiąt lat, Patryk Vega będzie określany polskim Edem Woodem - twórcą kochanym i nienawidzonym jednocześnie.

 

Źródło: zdjęcie główne: patryk_vega_official/Instagram

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV