Koronawirus sprawił, że wszyscy znaleźliśmy się w sytuacji absolutnie wyjątkowej. Każda komórka społeczna musi dostosować się do zaistniałej rzeczywistości. Szczególnie boleśnie skutki epidemii odczują poszczególne branże. Jak to odbije się na kinie i telewizji?

Ciężko jest analizować wpływ koronawirusa na przemysł rozrywkowy. W historii branży nie było jeszcze zjawiska na podobną skalę. W tym momencie trudno określić, co wydarzy się za tydzień, a co dopiero mówić o reperkusjach w dalszej przyszłości. Cały świat stoi przed wielką niewiadomą. W najgorszych przypadkach zagrożone będą gospodarki najbardziej poszkodowanych krajów, w najlepszych dynamizm niektórych branż ulegnie spowolnieniu. Sytuacja jest rozwojowa i jakiekolwiek prognozy są na tę chwilę niczym innym jak wróżeniem z fusów. Jeśli chodzi o przemysł rozrywkowy, już teraz mamy do czynienia z sytuacjami, które bez zawahania można nazwać ewenementem. Szczególnie dotkliwie odczuwa to branża filmowa. Pandemia koronawirusa pokazuje wrażliwość tego rynku.

Jak zdążyliśmy już zauważyć, produkty i usługi pierwszej potrzeby w tak trudnym czasie, są na wagę złota. Te pozostałe tracą na znaczeniu i szybko przestają być chodliwym towarem. Nikt nie będzie ryzykować zdrowia dla rzeczy, z których można bez problemu zrezygnować. Ewentualna zadyszka w przemyśle czy handlu może też spowodować zaciskanie pasa, przez co produkty drugiej potrzeby zupełnie zejdą na dalszy plan. Powyższy system jest bezlitosny dla kultury i rozrywki. Wydarzenia artystyczne, pokazy filmowe, eventy masowe przestają mieć rację bytu, nawet jeszcze przed oficjalnymi decyzjami o zamknięciu kin, teatrów i innych miejsc generujących skupiska ludzkie. Powyższe oznacza dla branży rozrywkowej długotrwały zastój, który w szerszej perspektywie może przynieść straty finansowe. Czy przemysł filmowy czeka kryzys, który wpłynie na jego funkcjonowanie? A może branża dostosuje się do obecnej sytuacji i wyjdzie z impasu obronną ręką?

Decyzja o zamknięciu kin nie jest ani zaskakująca, ani niezrozumiała. To naturalne i właściwe zachowanie w momencie rozprzestrzeniającej się choroby. Taki obrót spraw nie jest również gwoździem do trumny kinematografii, która przecież już od początku epidemii zmaga się z pewną tendencją. Może to jednak być preludium do kryzysu, z którym branża będzie walczyć przez kilka następnych lat. Sale kinowe pustoszały stopniowo. Ponurym zwiastunem niepokojącej tendencji okazał się druzgocący wynik otwarcia animacji Naprzód. Dobre recenzje nie pomogły przyciągnąć przed ekrany całych rodzin, do których ten obraz był skierowany. W strachu o swoje pociechy rodzice zdecydowali się odpuścić wyjście do kina, wynikiem czego Naprzód stał się prawdopodobnie filmową ofiarą koronawirusa. W świetle tego zrozumiała jest decyzja dystrybutorów filmu Nie czas umierać, który miał być pierwszą superprodukcją 2020. Koronawirus z pewnością przemieniłby go w klapę finansową. Premierę filmu przeniesiono na listopad. Wtedy też będzie kontynuowana kampania reklamowa. Na szczęście działania marketingowe nie były jeszcze na pełnych obrotach, więc wytwórnia rychło w czas podjęła tę decyzję. Dzięki temu zaoszczędziła grube miliony zarówno na marketingu, jak i na wpływach z biletów. Mniej szczęścia miał polski obraz: W lesie dziś nie zaśnie nikt. Mowa tu oczywiście o dużo mniejszych pieniądzach, ale produkcja była w trakcie kampanii reklamowej, gdy epidemia w Polsce eskalowała. Plakaty, trailery, teasery – wszystko to napędzało, wycelowaną w konkretną datę, machinę marketingową. Teraz premiera została przesunięta na czas nieokreślony i kampanię trzeba będzie powtórzyć. W innym przypadku film zarobi dużo mniej. Pierwsze, przedpremierowe recenzje W lesie dziś nie zaśnie nikt są bardzo pozytywne, więc porażka finansowa byłaby tutaj szczególnie bolesna. Czas pokaże, jak zareaguje dystrybutor.

Jak co roku i w 2020 czeka nas wiele dużych premier kinowych. Kalendarz jest już ułożony. Dystrybutorzy wybrali konkretne daty, tak żeby zmaksymalizować obroty i powiększyć ewentualne dochody. Obecna sytuacja może wszystko postawić na głowie. Tendencja i zamknięte kina zmuszają wytwórnie do przekładania filmów, wynikiem czego cały kalendarz 2020 roku musi ulec korekcie. W najgorszym przypadku rozpocznie się masowe przekładanie wielkich blockbusterów i walka o wolne terminy na premiery. James Bond zaklepał sobie już 25 listopada 2020. W drugiej połowie roku wciąż jest dużo wolnych weekendów, ale w perspektywie wielu przeniesionych filmów, może zrobić się bardzo ciasno. Superprodukcje, które zostały rozplanowane tak, żeby nie kolidowały ze sobą, zaczną rywalizację w ten sam dzień. Wynikiem tego nikt nie zarobi tyle, ile oczekiwał. To niepokojące preludium do kryzysu w branży rozrywkowej.

Z drugiej strony, ustabilizowanie sytuacji z pewnością wywoła efekt euforii, która zgromadzi w salach kinowych olbrzymią liczbę widzów. Zgłodniali filmowych emocji fani będą chcieli wynagrodzić sobie deficyt wrażeń w ostatnich tygodniach/miesiącach. Odbudowywanie aktywności kinowej nastąpi zapewne stopniowo, ale gdy już sytuacja zostanie całkowicie opanowana, można się spodziewać wzmożonej aktywności miłośników X muzy. Dystrybutorzy zapewne widzą w tym światełko w tunelu, dzięki czemu poszczególne produkcje będą miały szansę na odbicie się od dna. Zauważmy też, w jak komfortowej sytuacji znalazł się obecnie Netflix oraz pozostałe platformy streamingowe. W perspektywie kinowej posuchy, serwisy VOD prawdopodobnie zanotują znaczący wzrost subskrybentów. Z jednej strony, brak możliwości wyjścia do kina, z drugiej konieczność spędzania czasu w domu. VOD to idealna ewentualność na taką sytuację, więc epidemia koranowirusa może okazać się istotnym momentem w toczącej się właśnie rywalizacji pomiędzy platformami streamingowymi a tradycyjną kinematografią. Interesująca kwestia dotyczy również serwisu Disney+. W świetle nadchodzących problemów z dystrybucją dzieł kinowych potentat od Myszki Miki może zanotować olbrzymie finansowe straty w tym roku. Właśnie dowiedzieliśmy się, że również superprodukcja Mulan będzie miała premierę w innym terminie. Czy w związku z tym Disney przerzuci więcej środków do streamingu? Szybsze uruchomienie platform w Europie byłoby w tym przypadku jak najbardziej zrozumiałe. Dzięki temu udałoby się uratować pewne marki i przyciągnąć przed ekrany widzów, którzy z powodu koronawirusa odczuwają właśnie głód rozrywki. Ekstremalnym przypadkiem byłoby przenoszenie premier kinowych do Disney+. Na tę chwilę jest to nie do pomyślenia, ale decydenci potentata z pewnością mają taką ewentualność gdzieś z tyłu głowy.

Streaming jednak nie ma do końca komfortowej sytuacji. Pamiętajmy o tym, że giganci VOD realizują rocznie olbrzymie ilości oryginalnych produkcji. Pandemia wirusa zapewne zamknie wiele planów filmowych. Wynikiem tego część obrazów, których realizacja była planowana na obecny okres, albo zostanie przesuniętych, albo skasowanych. Powyższe boleśnie odczuje także tradycyjna kinematografia. Hollywoodzkie produkcje to dziesiątki statystów, ludzi obsługujących plan i osób pracujących w biurach przy CGI i oprawie audiowizualnej. Teraz siłą rzeczy, nie będzie możliwości efektywnego prowadzenia prac zbiorowych. Koronawirus rozprzestrzenia się również wśród gwiazd. Niedawno otrzymaliśmy informację, że jego ofiarą padł Tom Hanks. Hollywoodzka machina będzie musiała się zatrzymać. Z tego, co wiemy, przełożono już produkcję marvelowskiego The Falcon and the Winter Soldier, a to zapewne dopiero początek zmian w terminarzach. Wirus wpłynie na produkcje filmów, a branża będzie to odczuwać przez kolejne lata. Hollywood stanie w obliczu wielkiego kryzysu.

O ile porażkę finansową Naprzód można tłumaczyć na wiele sposobów, to klapa wchodzącego właśnie do kina filmu Mulan oznaczałaby już tylko jedno. Premiera superprodukcji Disneya przypadała na najgorszy możliwych terminów. Jednym z głównych rynków dla tego obrazu miały być Chiny. Ze względu na pandemię, premiera w Państwie Środka została przesunięta na czas bliżej nieokreślony. W takiej sytuacji trzeba by było mocno nagimnastykować się marketingowo, żeby całość odpowiednio sprzedać. Pochłonęłoby to grube miliony. Nie dziwi więc decyzja o przeniesieniu światowej premiery i tego tytułu na spokojniejszy okres.  Produkcja i postprodukcja poszczególnych obrazów również stanie w obliczu kryzysu, jakiego dawno w Hollywood nie było. Każdy dzień pandemii zwiększa ryzyko przesuwania, a nawet anulowania realizacji planowanych filmów. Pracę mogą stracić tysiące ludzi od spraw technicznych, a to przecież dopiero początek. Jak będzie wyglądała branża filmowa za dwa lata? Czy platformy VOD wykorzystają obecne okoliczności i zdominują rynek rozrywkowy? Sytuacja jest dynamiczna. Bardzo możliwe, że stoimy w obliczu wielkich zmian.

 

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV