Przeczytaj w weekend

Stoimy na progu cyberpunkowego świata. I musimy się z nim zmierzyć

Stoimy na progu cyberpunkowego świata. I musimy się z nim zmierzyć Stoimy na progu cyberpunkowego świata. I musimy się z nim zmierzyć

Ludzie Elona Muska otworzyli puszkę Pandory. Marzenia o życiu w cyberpunkowym świecie nagle stały się bardzo realne i czy tego chcemy, czy nie, wszyscy będziemy musieli się z nimi zmierzyć. Od tego zależy los naszego społeczeństwa.

Przyszły rok dla miłośników cyberpunka będzie niezwykły. Po pierwsze dlatego, że będzie to rok, w którym rozgrywa się akcja papierowego RPG Cyberpunk 2020 Mike’a Pondsmitha. Z pewnością będziemy zastanawiać się nad tym, jak bardzo nasz świat rozminął się z podręcznikową rzeczywistością. Z jednej strony technologia przesyłu danych w CP2020 z dzisiejszego punktu widzenia może wydawać się skrajnie anachroniczna, z drugiej zaś nadal nie latamy do pracy pojazdami AV, amerykańskie miasta nie zmieniły się w megalopolis, a technologie wszczepialne zarezerwowane są dla bardzo wąskiego grona odbiorców.

Będzie to także rok debiutu długo wyczekiwanego Cyberpunka 2077 od twórców growego Wiedźmina. Tytuł z pewnością zachwyci szerokie grono odbiorców i może być przyczynkiem do odrodzenia się literatury cyberpunkowej.

Jednak wszystko to przyćmi inne wydarzenie. Jak poinformował Elon Musk podczas konferencji firmy Neuralink (więcej na jej temat przeczytasz w tym artykule), jego zespół naukowy ma nadzieję, że w 2020 roku otrzyma zgodę od amerykańskiej Agencji Żywności i Leków na prowadzenie badań z interfejsem mózg-komputer na ludziach. Jeśli Musk dopnie swego, będziemy o krok od świata, w którym człowiek integruje się z maszyną.

Epoka prekursorów

Nazwanie Elona Muska ojcem współczesnego cyberpunka byłoby sporym nadużyciem. Fakt, to on doprowadził do tego, że wybitni naukowcy stworzyli maszynę szyjącą do implantów Neuralink, która przyspieszy rozwój cybertechnologii. Musk potrafił zebrać wokół siebie sztab ekspertów i zachęcić ich do pracy nad przełomową technologią, to w końcu świetny manager i wizjoner. Lecz to Kevin Warwick, brytyjski inżynier i wykładowca uznawany jest za pierwszego cyborga.

O dokonaniach Warwicka w dziedzinie cybertechnologii można napisać obszerną książkę – on sam jest autorem kilku publikacji na ten temat – dlatego skupmy się tylko na tych najważniejszych. Profesor już od lat 90. eksperymentował z technologiami wszczepialnymi, w 1998 roku umieścił w swoim przedramieniu implant RFID, dzięki któremu mógł m.in. otwierać drzwi, sterować pracą świateł czy systemów grzewczych. Był to jednak tylko pierwszy krok na drodze do właściwego eksperymentu – skonstruowania implantu, który umożliwiłby komunikowanie się mózgu i komputera.

Głównym założeniem warwickowego Projektu Cyborg było sprawdzenie, czy ludzki umysł byłby w stanie przyjmować i właściwie interpretować impulsy produkowane przez systemy elektroniczne. W tym celu naukowiec przeszedł operację wszczepienia układu scalonego do organizmu i powiązania go z układem nerwowym. Następnie podjęto serię eksperymentów mających sprawdzić wydajność takiego połączenia. Efekty okazały się więcej niż zadowalające.

Warwick był w stanie m.in. kontrolować za pomocą myśli sztuczną rękę i elektryczny wózek inwalidzki. Po podłączeniu do interfejsu sonaru mózg naukowca nauczył się rozpoznawać odległość do przedmiotów. W ramach eksperymentu uproszczony implant elektryczny wszczepiono także żonie Warwicka, dzięki czemu małżeństwo zyskało możliwość porozumiewania się na odległość za pomocą impulsów nerwowych. Kiedy żona poruszała ręką, do mózgu naukowca docierał impuls, który w oczach Warwicka był czymś więcej niż komunikacją fizyczną, przypominał bardzo prostą formę telepatii.

Po przeprowadzeniu testów laboratoryjnych przyszedł czas na kolejny egzamin – Warwick trafił pod kontrolę naukowców z University of Southampton Hand Assessment Procedure, aby ci sprawdzili, jak eksperyment wpłynął na jego ciało. Okazało się, że wszczep nie wpłynął negatywnie na układ nerwowy, co więcej tkanka nerwowa obrosła elektrody, jakby te były integralną częścią ciała pacjenta. Ciało przyjęło elektronikę.

Przypadek Neila Harbissona jest równie intrygujący. Mężczyzna urodził się z achromatopsją, rzadką chorobą genetyczną, która objawia się zanikiem widzenia barwnego. Jej przyczyną jest brak lub upośledzeniem czopków w oku pacjenta - receptorów odpowiedzialnych za rozpoznawanie kolorów. Harbisson przez lata żył w czarno-białym świecie, a jego choroba nie przeszkodziła mu nawet w podjęciu studiów plastycznych oraz muzycznych. Kiedy podczas jednego z wykładów usłyszał o idei cyborgizacji ludzkiego ciała, postanowił wykorzystać wiedzę zdobytą na muzykologii i nauczyć swoje ciało rozpoznawania barw za pośrednictwem dźwięków.

We współpracy z programistą Adamem Montandonem zaprojektował prototypowy czujnik eyeborg, urządzenie składające się kamery zamontowanej na wysięgniku oraz słuchawek. Sprzęt zaprogramowano w taki sposób, aby przetwarzało obraz – a co za tym idzie, kolory – uchwycone w obiektywie rejestratora na dźwięki.

W toku dalszych eksperymentów przyrząd przechodził kolejne modyfikacje, aż w końcu Harbisson na stałe zamontował go przy swojej czaszce. Słuchawki zastąpiono systemem generowania dźwięku za pośrednictwem technologii przewodnictwa kostnego i w ten sposób artysta wzbogacił się o nowy, niespotykany dotąd u ludzi zmysł, który nazywa sonochromatopsją. Harbisson uzyskał nawet zgodę na to, aby jego antena znalazła się na zdjęciu paszportowym, co czyni go prawdopodobnie pierwszym cyborgiem uznanym przez aparat państwowy.

Cyberpunk rozpocznie się dzięki medycynie

Osoby pracujące nad projektem Neuralink nie ukrywają, że w pierwszej kolejności ich technologia trafi do osób, które cierpią na różnego rodzaju choroby, zarówno genetyczne, jak i nabyte. Naukowcy widzą w cyberwszczepach doskonałe narzędzie do rozprawienia się z tymi schorzeniami, których nie można zwalczyć za pośrednictwem leków bądź operacji chirurgicznych. I w tym  miejscu warto zauważyć, że jeśli za cyborgów uznamy każdego człowieka, który w jakiś sposób wspomaga swój organizm za pośrednictwem technologii, to jako cywilizacja już dawno wkroczyliśmy w erę cyberpunka, gdyż w medycynie od lat stosuje się najróżniejsze implanty.

Najprostszym przykładem są tu oczywiście rozruszniki, wykorzystujące impulsy elektryczne do stymulacji pracy mięśnia sercowego. Technologia ta jest na tak wysokim stopniu zaawansowania, że lekarzom ze szpitala Children’s National Health System udało się we współpracy z inżynierami Medtronic opracować rozrusznik tak mały, że nadaje się do wszczepienia do organizmu niemowlaka.

A to tylko wierzchołek góry lodowej, gdyż technologie wszczepialne z każdym rokiem zyskują na popularności. System Argus II pozwala na przykład częściowo przywrócić zmysł wzroku: sprzęt składa się z okularów wyposażonych w kamerę, przetwornik i nadajnik obrazu oraz układ elektrod wszczepiany na siatkówkę oka. Obraz przechwycony przez kamerę jest bezprzewodowo przesyłany do układu elektronicznego pobudzającego nerwy wzrokowe, dzięki czemu mózg pacjenta może rejestrować szczątkowy obraz:

Naukowcom z Uniwersytetu Technologicznego Chalmers już w 2013 roku udało się stworzyć neuroprotezę ręki, którą pacjent sterował za pomocą impulsów z układu nerwowego. Z kolei jedną z metod walki z chorobą Parkinsona jest głęboka stymulacja mózgu, czyli pobudzanie centralnego układu nerwowego za pośrednictwem umieszczonych w nim elektrod.

Cyborgizacje na życzenie

Upowszechnienie się cyberwszczepów na rynku konsumenckim jest wyłącznie kwestią czasu. Już dziś słyszy się o biohackerach, którzy na własną rękę modyfikują swoje ciało przy wykorzystaniu elektroniki. Działają oni na granicy prawa, gdyż żaden licencjonowany lekarz nie ma uprawnień do implementowania w ciele zdrowej osoby nieatestowanych urządzeń elektrycznych. Jednym z ciekawszych przykładów takich biohackerskich urządzeń jest North Sense. Wszczep montuje się na klatce piersiowej, a jego zadaniem jest wywoływanie wibracji, kiedy ciało użytkownika będzie zwrócone w stronę północnego bieguna magnetycznego Ziemi. Dzięki niemu człowiek zyskuje nowy zmysł, który pozwala mu interpretować otoczenie w nowy, nieznany dotychczas sposób.

Warwick, Harbisson oraz Musk udowodnili, że cybertechnologia nie jest wyłącznie domeną fikcji. To dziedzina futurystycznej biomedycyny, która prędzej czy później wyjdzie z fazy eksperymentalnej i pozwoli modyfikować człowieka w nowy, nieznany dotychczas sposób. Wiele z zaprezentowanych tu projektów dowiodło, że istnieje nie tylko teoretyczna, ale i praktyczna możliwość połączenia ludzkiego ciała z maszyną. I czy nam się to podoba, czy nie, prędzej czy później będziemy musieli zmierzyć się z wizją świata, w którym nasze ciała połączą się z komputerem.

Wyboista droga pełna niebezpieczeństw

Projekt Neuralink jest niezwykły z kilku powodów. Po pierwsze zabieg jest stosunkowo nieinwazyjny. Układ elektroniczny o wymiarach 4x4mm montowany jest na powierzchni mózgu i wprowadzony do głowy pacjenta wąskim, ośmiomilimetrowym otworem. W przyszłości naukowcy planują także zrezygnować z trepanacji czaszki przy pomocy wiertła i dokonać perforacji przy wykorzystaniu wiązki laserowej, czyniąc zabieg znacznie bezpieczniejszym.

Wszczep charakteryzuje się także doskonałą rozdzielczością i wydajnością – mimo iż elektrody są większe niż neurony, proces przetwarzania informacji przez układ zachodzi szybciej niż procesy chemiczne w mózgu. Dzięki temu Neuralink może pracować w czasie rzeczywistym i bez opóźnień komunikować się z układem nerwowym. Pozwala to przypuszczać, że w teorii będziemy w stanie podłączyć niemal dowolne urządzenie do naszego mózgu i kontrolować je za pośrednictwem impulsów elektrycznych.

Zanim jednak po świecie zaczną chodzić ludzie przypominający Jeta z Cowboy Bebopa czy Barreta z Final Fantasy VII, którzy zastąpili swoją rękę mechaniczną protezą, minie jeszcze wiele lat intensywnych badań. Największą przeszkodą na drodze do upowszechnienia się cyborgów wydają się ułomne systemy zasilania. O ile nie mamy problemu z zasileniem rozrusznika serca niewielką baterią, to taka mechaniczna ręka wymagałaby mnóstwa energii. Współczesne baterie litowo-jonowe wydają się zbyt przestarzałe, aby sprostać temu zadaniu. Być może dopiero ogniwa wodorowe pozwolą stworzyć bioprotezy, których nie będziemy musieli ładować co kilka godzin.

Kiedyś jednak nadejdzie ten dzień, kiedy uda się pokonać problemy prawne i technologiczne i branża cyberwszczepów przestanie być domeną eksperymentalnych zabiegów medycznych i wejdzie do mainstreamu. Tego raczej nie da się uniknąć, musimy przygotować się na to, że jeszcze w tym stuleciu cyborgizacje zmienią nasze społeczeństwo nie do poznania.

Wciąż ludzie czy już maszyny?

Kiedy technologia Neuralink wyrwie się z oków naukowców, będziemy musieli odpowiedzieć sobie na arcyważne pytanie – gdzie kończy się człowiek i zaczyna maszyna.

Być może za kilkadziesiąt lat powstaną mechaniczne ciała, zdolne zastąpić pracę wszystkich narządów człowieka z wyjątkiem mózgu. Dostarczą mu tlen potrzebny do prawidłowego funkcjonowania, a rolę zmysłów przejmą wyspecjalizowane układy elektroniczne. Czy taki twór nadal będziemy mogli nazywać człowiekiem?

To przykład skrajnie przejaskrawiony. Zanim nauka rozwinie się do tego stopnia, ludzkość czeka inne wyzwanie cywilizacyjne. Będziemy musieli przypilnować, aby upowszechnienie się cyborgizacji nie doprowadziło do powstanie nadczłowieka, nowej biomechanicznej rasy, która zepchnie na margines tych, których nie stać na modyfikowanie ciała przy pomocy wszczepów.

Bo przecież implanty nie muszą służyć wyłącznie do przywracania utraconych zmysłów – kiedy naukowcom uda się okiełznać cybertechnologię do tego stopnia, że komputer będzie w stanie komunikować się z mózgiem jak równy z równym, prawdopodobnie powstaną wszczepy zwiększające możliwości naszego organizmu. Egzoszkielety mogą zwiększyć naszą siłę, mechaniczne oczy sprawić, że będziemy postrzegać świat w innym spektrum, a jeśli połączymy nasze ciało oraz cybertechnologię ze sztuczną inteligencją – otrzymamy błyskawiczny dostęp do nieograniczonych zasobów wiedzy.

Osoby z interfejsem mózg-komputer w teorii nie będą musiały chodzić do klasycznej szkoły, gdyż wszelkie informacje pozyskają za pośrednictwem cyfrowych baz danych. Może także okazać się, że naukowcy rozszyfrują sposób, w jaki za pomocą impulsów elektrycznych mózg przyswaja i utrwala informacje. Dzięki temu będzie można stymulować ośrodek pamięci, aby sztucznie wymusić zapamiętanie konkretnej wiedzy. A w międzyczasie niezadrutowani będą zdobywać mozolnie wiedzę starym tokiem. Albo zostaną wyautowani ze społeczeństwa i skazani na wykonywanie najprostszych, najmniej płatnych prac.

Dziś te zagrożenia mogą wydawać się dalece abstrakcyjne, nie można jednak zakładać, że nigdy nie będziemy musieli się z nimi zmierzyć. Wspomniani tutaj prekursorzy cybertechnologii wielokrotnie udowodnili, że maszyna i ludzki umysł mogą się ze sobą komunikować. Od wielkiej rewolucji technologiczno-społecznej dzieli nas bardzo niewiele – trzeba tylko rozszyfrować, jak manipulować impulsami elektrycznymi, aby mózg i komputer potrafiły się bezbłędnie zrozumieć.

Mamy już narzędzia do komunikacji. Brakuje nam wyłącznie języka, który połączy świat techniki i biologii. A ludzi chętnych do przewiercenia sobie czaszki w imię nauki nie brakuje. Jak zauważyli dziennikarze serwisu Futurism, krótko po ujawnieniu poziomu zaawansowania prac nad projektem Neuralink na Twitterze wielu ludzi zaczęło prosić Elona Muska, aby to na nich przeprowadził pierwsze eksperymenty na ludziach:

Musimy pogodzić się z tym, że nasze wnuki prawdopodobnie kiedyś zamienią się w cyborgi.

Źródło: Zdjęcie: YouTube, Neuralink

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV