Repertuar kin Nowość Program TV
 

 

 

Wiedźmin 3: Dziki Gon (2015)

The Witcher 3: Wild Hunt

Śr. ocena 9.1

Znasz tę grę? Oceń!

0,0

Zgłoś błąd na stronie

Trailery i materiały video

Najnowsza recenzja redakcji

Kiedy na przestrzeni ostatnich kilku lat w mediach pojawiały się nowe zapowiedzi i informacje związane z  grą „Wiedźmin 3: Dziki Gon”, już wtedy czułem, że gdy ujrzy ona światło dzienne, będziemy mieli okazję obcować z czymś wybitnym. I tak jest w istocie. Mimo pewnych wad i problemów nowy „Wiedźmin” to produkcja wyjątkowa, którą każdy z Polaków może chwalić się na całym świecie. To tytuł, o którym nikt nie zapomni przez wiele lat.

[Recenzja wersji na konsolę PlayStation 4 – zawiera wzmianki dotyczące edycji pecetowej.]

W tworzeniu seriali jesteśmy przeciętniakiem, w przypadku kręceniu filmów podobnie (choć „Ida” jest chlubnym wyjątkiem). Dobrych książek rodzimych autorów, które odniosły sukces na świecie, nie ma zbyt wiele, za to w branży growej Polska to liczący się gracz. I nie mówimy tutaj o lokalnym rynku, ale o całym świecie. Największe media growe, giganci branży na czele z Microsoftem, Sony i Electronic Arts wiedzą, że w Polsce tworzy się znakomite gry. „Wiedźmin 3: Dziki Gon” jest tego dowodem. Nie dziwi więc, że CD Projekt RED przed premierą celował w sprzedaż zbliżoną do największych hitów, takich jak „Diablo III” czy „Grand Theft Auto V”. Takiego RPG jeszcze nie było. „Dziki Gon” ma wszystko, czego oczekujemy od wirtualnej rozrywki, a co najważniejsze – oferuje zabawę, która trwa 100 godzin (a nawet więcej!) i przy tym nie nudzi.

Dla mnie podstawowym wyznacznikiem jakości gry nie jest grafika, a długość rozgrywki. Jeśli już decyduję się wydać 220-250 zł, nie chcę odkładać gry na półkę po dwóch wieczorach spędzonych przy konsoli. Kupując „Wiedźmin 3: Dziki Gon”, możecie poczuć, że dobrze wydaliście swoje pieniądze, a Geralt z Rivii oraz jego przygody zapewnią Wam zajęcie na przynajmniej kilkanaście dni (o ile będziecie grać po 8 godzin dziennie). Pozostałym graczom „Wiedźmin” wystarczy na miesiąc albo i dłużej, bowiem ta gra jest ogromna, a jej rozmiar (i nie, nie chodzi mi tylko o wielkość świata) trudno wyrazić słowami.

REDzi poszli na pewien kompromis. Nie zdecydowali się tworzyć wielkiego świata, największego w historii gier wideo, w którym dotarcie z jednego krańca na drugi trwać będzie kilka godzin. Postanowili skupić się na kilku krainach, z czego dwie z nich – Velen razem z miastem Novigrad oraz archipelag wysp Skellige – to potężne lokacje po brzegi wypełnione zawartością, misjami do wykonania i  miejscami do odkrycia. To jednak nie wszystko. Podczas swojej podróży Geralt trafi też do przynajmniej 3 mniejszych lokacji: wioski Biały Sad, w której spędzimy kilka godzin prologu, a także do Kaer Mohren oraz do zamku królewskiego w Wyzimie.

Zdecydowaną większość czasu gry przebywać będziemy jednak na terenach Velen i Skellige. Velen jest gigantyczną nizinną lokacją pełną lasów, bagien, rzek i wiosek zamieszkałych przez prostych ludzi. Uwagę zwracają też 2 duże miasta – wielki Novigrad, a także nieco mniejszy Oxenfurt. Archipelag wysp Skellige może wydawać się mniejszy od Velen, ale od pierwszych chwil urzeka swoim charakterystycznym wyglądem. To miejsce przypomina momentami norweskie fiordy. Wysokie góry, partie, w których znajduje się śnieg, strome zbocza lasów zachwycają od pierwszych chwil. Warto też pamiętać, że wokół Skellige znajduje się kilka mniejszych wysepek, na których znajdziemy wiele ciekawych rzeczy do odkrycia. Są one normalnie zamieszkałe przez ludzi i tam też czekają na nas zadania do wykonania.

Kreacja świata dla REDów była trudnym zadaniem. W moim odczuciu całość wypada jednak znakomicie, choćby w porównaniu z „Dragon Age: Inkwizycja”. Tam lokacji było więcej, ale do każdej z nich trzeba było przenosić się osobno z poziomu mapy. W „Dzikim Gonie” jest podobnie, ale lokacji jest mniej, są one dużo większe i – co ważne – znacznie bardziej zróżnicowane oraz wypchane contentem. Spoglądając na całą mapę świata, łatwo zdać sobie sprawę z tego, że CD Projekt RED w kolejnych płatnych DLC może wprowadzić do gry zupełnie nowe tereny, do których będziemy mogli się przenieść. Warto też dodać, że do każdego budynku znajdującego się w Velen/Novigradzie czy na Wyspach Skellige możemy wejść bez ekranu ładowania. To pokazuje, jaki ogrom pracy musiało wykonać polskie studio przy projektowaniu świata gry. Jest on pełny, kompletny i sprawia, że chce się w nim przebywać non stop.

W świecie, który wykreowali REDzi, jest też coś polskiego. Nie da się ukryć, że gdy przechadzamy się po Velen czy po lasach w okolicach małych wiosek lub obserwujemy zachód słońca na polach, to czujemy słowiański klimat, który każdemu graczowi znad Wisły nie jest obcy. Tereny, po których przychodzi nam się poruszać, nie są stworzone w stylistyce fantasy (jak w „Inkwizycji”). Wszystko w „Dzikim Gonie” wygląda prawdziwie: karczmy, wioski, pola uprawne, a nawet drogi, po których poruszamy się na piechotę lub z pomocą Płotki, czyli naszego konia.

Nie ma co ukrywać – „Wiedźmin 3: Dziki Gon” stawia na fabułę, narrację i dialogi. Historia przygotowana przez twórców jest bardzo długa i wciąga od pierwszych chwil. Gra tym razem nie została podzielona na akty, ale z dużą łatwością możemy zaobserwować, kiedy kończy się jeden rozdział, a zaczyna drugi. Każda misja z głównego wątku jest inna, każda rozwija historię na swój sposób i przybliża nas do upragnionego celu. Jak pewnie wiecie z zapowiedzi, Geralt szuka Ciri, swojej byłej podopiecznej, która ścigana jest przez Dziki Gon – orszak upiorów na szkieletowych koniach. To jednak tylko wstęp do prawdziwych wydarzeń, bowiem dopiero odnalezienie dziewczyny kieruje fabułę na właściwe tory.

Główny wątek fabularny pozwala ujrzeć na ekranie wiele znanych postaci, które towarzyszą Geraltowi w jego działaniach. O względy bohatera walczy nie tylko Triss Merigold, ale także seksowna czarodziejka Yennefer czy wiedźma Keira. Pojawiają się też inne znane postacie, jak choćby Jaskier. Nie tylko odgrywają one istotne role w fabule, ale też zlecają Geraltowi wiele zadań pobocznych, za które hojnie nagradzają.

Nie wiem, czy kiedykolwiek powstała inna gra RPG, która zawiera w sobie tak wiele questów do wykonania, a przy okazji są one tak bardzo zróżnicowane. W „Dzikim Gonie” nie istnieje coś takiego jak misje w stylu „przynieś, podaj, pozamiataj”. Każde z zadań pobocznych ma wokół siebie zbudowaną historię, a zaliczenie wielu z nich trwa nawet kilkadziesiąt minut. Wydaje się Wam to dużo? Każdy quest z głównego wątku to przynajmniej godzina siedzenia przed telewizorem/monitorem (jeśli oczywiście nie przewijacie dialogów). Są też zlecenia wiedźmińskie, czyli polowania na potwory. Nie są one przesadnie rozbudowane, polegają na wytropieniu przeciwnika i ukatrupieniu go, a następnie można odebrać zasłużoną nagrodę. Pojawiają się też misje poszukiwawcze, w których Geralt przeczesuje grobowce w poszukiwaniu wiedźmińskiego rynsztunku.

W „Wiedźminie 3” jest co robić, a poza wymienionymi wyżej questami na mapach rozrzucone są jeszcze znaki zapytania. Dość powiedzieć, że na całym udostępnionym przez CD Projekt RED terenie jest ich ponad 200. Są to miejsca, w które musimy się udać i odkryć, co się stało. Czasem grasują tam potwory, które trzeba zabić; w innym wypadku jest to obozowisko bandytów lub kanibali; czasem odnajdujemy list, który jest mapą do skarbu lub uruchamia kolejny poboczny quest.

Wszystkie z powyższych aktywności możemy wykonywać zarówno na początku gry, jak i po zakończeniu wątku głównego. I faktycznie, jeśli chcemy wykonać wszystkie zadania oraz odkryć, co kryje się za każdym „znakiem zapytania”, przy konsoli lub pececie spędzimy ponad 100 godzin. Oczywiście warto pamiętać też o szczególnych aktywnościach, takich jak wyścigi konne oraz karciana gra w gwinta, która zasługuje na osobny akapit.

Nigdy nie przepadałem za karciankami, ale to, co zaproponował CD Projekt RED, budzi podziw i szacunek. Gwint jest prosty, ale jednocześnie skomplikowany. Karty mają swoją wartość i cenę; związane jest z nimi też kilka questów do wykonania, w tym wzięcie udziału w pucharze i grze o wysokie stawki. Co warte podkreślenia – karty możemy wygrywać w pojedynkach ze znanymi bohaterami, a także kupować u karczmarzy i kupców. Jestem przekonany, że niebawem REDzi udostępnią Gwint w formie karcianki na urządzenia mobilne, tak by można było rywalizować z innymi graczami, mocna talia kart w Gwincie gwarantuje bowiem zwycięstwo niemal z każdym rywalem sterowanym przez sztuczną inteligencję. No i warto pamiętać, że w kolekcjonerkach Xbox One talie do gry znajdowały się w zestawach, a na allegro można je kupić za… kilkaset złotych.

Nie mogę napisać ani jednego złego słowa o fabule „Wiedźmina 3”. Jest kompletna, wciągająca, szalenie rozwinięta i rozbudowana. Momentami inspiruje się najlepszymi grami RPG, jak choćby serią „Mass Effect”, co mi osobiście bardzo się spodobało. Z wątkiem przewodnim przeplata się szereg mniejszych zadań/questów równie istotnych dla całej historii. Niekiedy gra wymusza na nas realizowanie zadań pobocznych tylko po to, by popchnąć do przodu główną ścieżkę fabularną. Do tego „Dziki Gon” nie boi się poruszać kontrowersyjnych tematów, takich jak np. polowanie na czarownice, brutalne morderstwa i spalenia na stosach. Gra – podobnie jak poprzednie części – epatuje seksem, wulgaryzmami i brutalnością, ale co ważne, są one uzasadnione. W świecie wykreowanym przez Sapkowskiego żyje się trudno. Różnice w klasach społecznych są ogromne, ale Geralt ma w zwyczaju pomagać zarówno tym bogatym, jak i biednym. Podoba mi się też zróżnicowanie kulturowe zaprezentowane w grze oraz zwyczajnie ludności, szczególnie tej zamieszkującej Skellige. Na archipelag trafiamy po około 10-15 godzinach gry i już wtedy staje się on miejscem, do którego często będziemy wracać nie tylko z powodu wykonywania kolejnych misji.

Przejdźmy do konkretów – jak się w „Wiedźmin 3: Dziki Gon” gra? Pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to: znakomicie, a zaraz później: nadzwyczaj łatwo. Początki może nie są zbyt spektakularne, ale gdy zaczynamy rozwijać Geralta w kierunku lepszego posługiwania się mieczami, jego ruchy nabierają płynności, estetyki i mocno przypominają sekwencje walki z serii „Batman: Arkham”. Grałem na 2 poziomie trudności („normalny”) i mając około 20-25 level, ze spokojem pokonywałem przeciwników z poziomami wyższymi nawet o 5-8. Tylko momentami gra wymusza na nas korzystanie z dodatkowych eliksirów i olejów. Częściej używałem znaków, które zwyczajnie urozmaicają rozrywkę. Może to dziwne, ale podpalanie bandytów znakiem Igni jest niezwykle przyjemne. Warto odnotować, że Geralt korzysta też z kuszy, która przydaje się pod wodą oraz w walce z latającymi potworami.

O ile jednak sama walka i poruszanie się Wiedźminem nie rozczarowują, to słabo wypada kierowanie Płotką, czyli koniem. W dużych miastach, a także na Skellige praktycznie nie opłaca się z niego korzystać, bo nie dość, że jest powolny, to jeszcze gubi ścieżki i zacina się na najmniejszych przeszkodach. Szybka podróż w grze funkcjonuje, ale tylko przy drogowskazach, których łącznie na całym terenie znajduje się ponad 100. Walka na koniu również nie zachwyca. Płotką steruje się topornie i trudno trafić przeciwnika, gdy już jednak uda się go nabić na miecz, przeważnie jest to cios kończący.

Już od pierwszych chwil wypada przywyknąć do tego, że Geralt często zmieniał będzie nie tylko ciuchy, ale też broń. Okno ekwipunku jest bardzo przejrzyste i łatwo utrzymać w nim porządek. Podoba mi się też sposób craftingu i alchemii. Tworzenie mieczy i zbroi jest bardzo proste – wymaga znalezienia płatnerza lub kowala i posiadania odpowiednich składników. Z kolei mikstury tworzymy sami, a nieśmiertelna Jaskółka to stały element wyposażenia głównego bohatera przed każdym zadaniem.

„Dziki Gon” to gra przepiękna, ale mająca swoje małe graficzne grzeszki. Jestem przekonany, że na mocnych pecetach gra wygląda wybitnie, ale i na PlayStation 4 są momenty, kiedy widoki zapierają dech w piersiach. Wschody i zachody słońca (szczególnie na Skellige) robią ogromne wrażenie. W przypadku efektów graficznych pogoda odgrywa dużą rolę. Nie spotkałem się jeszcze z grą, w której w tak plastyczny sposób wiatr wpływa na przechylanie się drzew, a gdy dochodzi do tego deszcz i burza z piorunami, robi się jeszcze ciekawiej. Niestety gra cierpi na problemy znane użytkownikom konsol Sony, czyli spadki FPS. Szczególnie jest to odczuwalne w Novigradzie, gdzie gęstość zabudowy i liczba wyświetlanych postaci nieco zwalniają wyświetlanie animacji. Sytuację dodatkowo lubi pogarszać deszcz. [Mnogość opcji graficznych na PC pozwala uniknąć tych problemów nawet na niezbyt mocnych sprzętach – Janusz Wyczołek]

Oprawa audio również daje radę. Charakterystyczne utwory znane ze zwiastunów potęgują klimat, a mi osobiście najbardziej przypadł do gustu motyw przewodni ze Skellige, przy którym spędziłem naprawdę dużo czasu, zwiedzając każdy zakątek archipelagu. Zupełnie rozczarował mnie polski dubbing. Przy tej liczbie postaci wiele z nich brzmi po prostu nienaturalnie. Z polskim dubbingiem wytrzymałem jakieś 8 godzin, po czym przełączyłem się na angielską wersję językową. Trzyma znacznie wyższy poziom niż rodzimy odpowiednik.

Jednym z podstawowych problemów „Dzikiego Gonu” na PlayStation 4 są ekrany ładowania. Jeśli wczytujemy misję bądź przenosimy się do Novigradu, ze spokojem możemy odłożyć pada i iść zaparzyć kawę. Gra wczytuje się nawet 1,5 minuty. Jest to szalenie frustrujące, szczególnie gdy często giniemy. Na szczęście czasy ładowania są zależne od miejsca, do którego się przenosimy. Narzekaliście na loadingi w „Bloodborne”? W „Dzikim Gonie” są one jeszcze dłuższe i obawiam się, że REDzi nie są w stanie nic na to poradzić. [Na PC z takim problemem się nie spotkałem. Wczytywanie save’a trwa góra kilkanaście sekund, a szybka podróż między lokacjami to kwestia kilku sekund, nawet na dyskach talerzowych. Możliwe, że czasy te są dłuższe przy wyśrubowanych ustawieniach – JW]

Wiedźmin 3: Dziki Gon” posiada też sporo mniejszych niedoróbek. Tekstury (a nawet minimapa) wczytują się momentami bardzo powoli. [Doczytywanie zarostu czy innych drobnych elementów sporadycznie zdarza się również na PC – JW] Gra zacina się też podczas dialogów. Gdy chcemy je szybciej przewijać, obraz na chwilę się przywiesza, a dopiero po chwili kamera przeskakuje na drugiego rozmówcę. Aby rozpocząć interakcję z NPC, czasem trzeba poczekać, aż nad jego głową pojawi się odpowiednia ikonka lub wręcz odejść na moment i powrócić za kilkanaście sekund. [Tych problemów na PC nie zauważyłem – JW] Irytujące są też „ataki klonów” – często zdarza się, że na ekranie widzimy tak samo wyglądające postacie. Przykładowo – taka sama dziewczynka pojawia się w dwóch questach, które następują jeden po drugim, choć jest to zupełnie inna postać.

W ciągu ostatnich tygodni CD Projekt RED tak intensywnie łatał „Dziki Gon”, że niespodziewanie zepsuł coś, co funkcjonowało dobrze – naliczanie doświadczenia. Jedna z łatek (1.03) blokowała nabijanie punktów doświadczenia za zadania wykonywane na wyższym levelu niż sugerowany. Po tygodniu problem został naprawiony, ale sprawił, że wielu graczy zmuszonych zostało odstawić „Wiedźmina” na pewien czas lub przerwać wykonywanie questów. [Nadmienić trzeba, że wersja pecetowa łatana jest, przynajmniej na razie, zdecydowanie szybciej niż konsolowe – JW]

Wiedźmin 3: Dziki Gon” mocno cierpi na choroby wieku dziecięcego, ale to i tak diabelnie dobra gra! Najlepsza, jaką stworzono w naszym kraju, i jedna z najlepszych w historii branży gier wideo w ogóle. CD Projekt RED stworzył dzieło kompletne, zapewniające zabawę na ponad 100 godzin, za co będziemy studiu wdzięczni przez wiele lat. Nie wyobrażam sobie, że „Dziki Gon” zakończy trylogię Geralta. Chciałbym za kilka lat znów powrócić do tego świata. A wiecie, co jest najgorsze? Za kilka miesięcy, w IV kwartale 2015 roku wyjdzie całkiem sporo nowych gier, a ja już dziś wiem, że żadna z nich nie będzie tak dobra jak „Wiedźmin 3: Dziki Gon”.

PLUSY:
+ gra na ponad 100 godzin,
+ wielki, żyjący, różnicowany świat,
+ urzekający archipelag wysp Skellige,
+ słowiański klimat,
+ genialne efekty pogodowe (wiatr!),
+ wyjątkowa, złożona, wciągająca fabuła,
+ ogromna liczba zadań do wykonania,
+ zróżnicowanie questów,
+ przemyślane i świetnie rozpisane dialogi,
+ poboczne rozrywki, w tym gra w Gwinta,
+ znakomita oprawa audiowizualna.

MINUSY:
– spadki animacji,
– długie czasy ładowania,
– fatalny polski dubbing,
– drobne, niewpływające na rozgrywkę bugi.

Pokaż całą recenzję

 

 

Powiązane Artykuły

Emil Borzechowski
-

Recenzja Acera TravelMate X5. Poręczny, biznesowy i elegancki

Na testy do redakcji naEKRANIE trafił niedawno laptop wagi piórkowej, niespełna kilogramowy Acer TravelMate X5.…

Emil Borzechowski
-

Recenzja Lenovo Ideacentre AiO 730s

Jeszcze do niedawna komputery All-in-One kojarzyły się wyłącznie ze sprzętem od Apple, dziś coraz częściej…

Emil Borzechowski
-

NVIDIA chce udowodnić, że granie w 4K to teraźniejszość, a nie przyszłość gier komputerowych

Jeszcze do niedawna dostęp do treści 4K był mocno utrudniony, a dziś telewizory pracujące w…

Paweł Krzystyniak
-

Black Friday: GRY. Najciekawsze oferty na czarny piątek 2018

Black Firday, czyli u nas czarny piątek, to dzień, w którym nie brakuje przecen gier…

Co o tym sądzisz?

Z dniem 31.03.2019 dokonamy migracji systemu komentarzy. Nowy system komentarzy pozwoli nam m.in. rozwinąć funkcje, których nie możemy uzyskać w Disqus, zwiększy bezpieczeństwo strony i przyspieszy czas jej ładowania. W związku z tym wymagana jest Państwa zgoda na przeniesienie Państwa komentarzy do nowego systemu i powiązania go z Państwa kontem w serwisie naEKRANIE.pl. Prosimy o zalogowanie się na wszystkie konta disqus, z których Państwo korzystacie i powiązanie ich z naszym serwisem. W przypadku braku udzielenia tejże zgody, Państwa komentarze w dniu uruchomienia nowego systemu komentarzy przejdą proces zmiany na anonimowe. Proszę kliknąć tutaj, aby wyrazić zgodę i powiązać to konto.

Jeżeli posiadasz oddzielne konto w serwisie disqus kliknij tutaj, aby je powiązać

UWAGA: Ten komunikat będzie się pojawiał aż do momentu uruchomienia systemu nowych komentarzy niezależnie od tego czy wykonasz powyższe instrukcje czy nie.