Analiza filmu Ostatni Jedi: Kim naprawdę jest Rey?

Kim jest Rey? - to pytanie towarzyszy widzom i fanom Gwiezdnych Wojen od grudnia 2015 roku. Czy film Gwiezdne Wojny: ostatni Jedi daje na nie odpowiedź? Niby tak, ale cytując Luke'a Skywalkera: "To nie pójdzie tak, jak myślisz".
UWAGA: TEKST ZAWIERA SPOILERY!

Tworzenie teorii fanowskich jest jedną z piękniejszych rzeczy, jakie towarzyszą Gwiezdnym Wojnom od zawsze. Bez znaczenia, czy one ostatecznie się sprawdzą, czy nie, liczy się sam proces tworzenia, myślenia, analizowania i, co najważniejsze, dyskutowania na ten temat. Wydaje mi się mało istotne, czy ostatecznie któraś z teorii okaże się prawdziwa i zgadniemy, kim jest Rey. A czemu w ogóle o tym mówię, biorąc pod uwagę wydarzenia z filmu Gwiezdne wojny: ostatni Jedi? Jestem przekonany, że ta odpowiedź w nim jednak nie pada.

O rodzicach Rey dowiadujemy się z ust Kylo Rena w scenie, która jest ważna dla rozwoju obojga bohaterów. Jest to moment decydujący o ich losie i ścieżce, jaką wybiorą. Dlatego sądzę, że Kylo Ren w tym momencie manipuluje Rey i trochę korzysta z jej naiwności. Zaznacza jej, że jest nikim, a przy nim będzie kimś. Czyż nie brzmi to jak udany argument do przekabacenia kogoś na swoją stronę? Podczas każdego z trzech seansów cały czas zapala mi się w tym momencie czerwona lampka. Granie na łatwowierności i naiwności Rey jest w tym miejscu najprostszą drogą do tego, by przeciągnąć ją na swoją stronę. Rey nie pamięta nawet, jak jej rodzice wyglądają, więc czemu ma nie uwierzyć Kylo, gdy jej to mówi? Dlaczego my mamy w tym miejscu wierzyć w to, co jest nam pokazane?

Teoretycznie tak prosta odpowiedź na pytanie, kim jest Rey, ma wiele sensu. Tak jak Kylo Ren, pan ciemności, jest z zacnego rodu, tak ona jest znikąd i jest nikim. Dwie strony medalu, przeciwieństwa, które mają wprowadzić nową i inną równowagę Mocy. Tylko nadal wiele elementów w tym nie gra. Kylo mówi, że jej rodzice sprzedali ją za pieniądze na picie i zginęli w zbiorowym grobie na Jakku. Problem w tym, że scena z Przebudzenia Mocy pokazuje ich w statku kosmicznym lecącym w stronę wylotu z planety. A to jest ważne! Skoro rzekomo mieli ją sprzedać dla kasy na alkohol, to raczej musieliby być biedni i nie stać byłoby ich na sprawny i całkiem nieźle wyglądający statek kosmiczny. Ba, przecież mieli być złomiarzami na Jakku, czyli mieli robić to, co Rey, a takie osoby nie mają własnego statku kosmicznego, bo nie jest im potrzebny, prawda? Bo po co? Dobrze im się żyje w zbieraniu śmieci tam, gdzie mieszkają. Przede wszystkim też złomiarzy nie stać na statki kosmiczne. Zwłaszcza takich, którzy rzekomo wszystko przepijają. Te wszystkie czynniki mówią mi, że Kylo Ren kłamie i manipuluje.

Gwiezdne wojny: ostatni Jedi - zdjęcie z Vanity Fair
fot. Annie Leibovitz

Sęk w tym, że to nie wszystko. Kluczowa wydaje się scena w mrocznym dole na planecie Ahch-To. Coś, co ma największe znaczenie w kwestii Rey i jej pochodzenia. Ważny jest tutaj finał, gdy Rey prosi lustro o to, by pokazał jej rodziców. Widzimy najpierw dwa kształty w postaci cieni. Traktuję to jako sugestię, że na początku było dwóch rodziców, ale następnie mamy połączenie w jeden kształt. I tutaj leży sedno sprawy: przez jedną chwilę wygląda on jak Leia. Jest to czas zaledwie 2 sekund (użyty stoper podczas seansu), zanim kształt zmienia się w Rey. Zatem można potraktować tę scenę jako sugestię, że Leia jest jej matką, a Han być może jej ojcem (stąd kształt drugiego rodzica znika, bo Solo nie żyje). Co ciekawe, w paru momentach filmu nie brak pewnych oznak, że Leia traktuje Rey z matczyną opiekuńczością i ciepłem. To poniekąd było wyczuwalne w poprzednim epizodzie, szczególnie pod koniec, ale tutaj jest tego więcej. Choćby w scenie, w której mówi o nadajniku można to dostrzec. Nie byłoby to nic dziwnego, że Leia miałaby bliźniaki, podobnie jak jej matka. Być może coś się stało podczas porodu i takim sposobem Rey została przez nich utracona. To by trochę wyjaśniało, dlaczego bez problemu Han poczuł więź z młodą dziewczyną. Do tego wszystkiego w tej sekwencji ktoś mówi do Rey. Pada kilkakrotnie słowo „Rey”, ale jest one niczym szept. Trudno rozróżnić głos i sam w sobie wymaga on dodatkowej analizy. Przez trzy seanse nie słyszę w tym jednak ani Kylo Rena, ani Snoke’a. Bliższy jestem temu, że tam znów przemawia do niej Obi-Wan Kenobi, podobnie jak to było w Przebudzeniu Mocy. Tylko to tym samym znowu kieruje do teorii związku z Obi-Wanem. Być może nie byłby to związek krwi, a Obi-Wan z innych powodów pomaga Rey, tak jak Yoda Luke’owi. Dlatego też nie zdziwiłbym się, gdyby Ewan McGregor pojawił się w części IX, która przecież według zapowiedzi ma być klamrą całej Gwiezdnej Sagi liczącej 9 części.

W scenie luster w grę wchodzi też jej inna interpretacja, którą możemy trochę oderwać od kwestii jej pochodzenia. Czuć tutaj wyraźną inspirację tzw. fazą lustra autorstwa psychoanalityka Jacques’a Lacana. Dotyczy to kształtowania się dziecka, które podczas tej fazy przestaje postrzegać siebie jako część matki i zaczyna widzieć siebie jako odrębną istotę. W kontekście Rey jest to kluczowe, bo w pewnym sensie w tym momencie Rey przestaje patrzeć na siebie przez pryzmat tego, kim są jej rodzice. Zwłaszcza że teoretycznie sama to potwierdza w kolejnej scenie przy ognisku, gdzie mówi, że „nigdy nie czuła się tak samotna”. Innymi słowy przechodząc fazę lustra Lacana stała się kimś odrębnym, dojrzała do bycia człowiekiem, który może podążyć własną ścieżką bez ciągłego myślenia o swoich rodzicach. A to też jest zarazem sugestia dla nas, byśmy ją tak traktowali, bez zastanawiania się, kto był jej przodkiem.

Gwiezdne Wojny: ostatni Jedi - zdjęcie
fot. Lucasfilm

Cały motyw z wyjawieniem, że rodzicami Rey są złomiarze wydaje się sprytnym zbiciem z tropu ze strony reżysera. Takim, który może zaoferować jakąś niespodziankę w filmie Star Wars: Episode IX i zaoferować większą emocjonalną satysfakcję. Prawdą jednak jest, że ta kontrowersyjna decyzja twórców jest ważna dla rozwoju Rey, która musiała stanąć na własne nogi. Czuć, że w tym zamierzeniu widzowie muszą zacząć postrzegać ją jako kogoś odrębnego, o własnej tożsamości, gdzie pochodzenie, choć ważne i być może jeszcze kontynuowane, staje się drugorzędne. Jest to przestawienie priorytetów, które docelowo mogą opłacić się bardziej, niż teraz myślimy. W końcu też ukształtowana Rey nie jest już, jak wielu mówiło przy poprzedniej części, Mary Sue, czyli postacią, której wszystko się udaje. Ponosi dużo porażek w tym filmie i jej droga zasugerowana przez twórców tak naprawdę dopiero się zaczyna.

Źródło: zdjęcie główne: materiały prasowe

Najlepsze z 24h

Piotr Piskozub
0 -

Najlepsze momenty Kinowego Uniwersum Marvela

Kinowe Uniwersum Marvela liczy już sobie 10 lat. To dobry moment na to, by wybrać…

Dawid Muszyński
0 -

Avengers: Wojna bez granic – recenzja…

Bracia Russo po raz kolejny udowadniają, że w świecie Marvela poruszają się najsprawniej ze wszystkich…

Ocena recenzenta:
9
Piotr Piskozub
0 -

Jak dobrze znasz Kinowe Uniwersum Marvela?…

Premiera filmu Avengers: Wojna bez granic zbliża się wielkimi krokami. To doskonały czas, by sprawdzić,…

Adam Siennica
0 -

Recenzje filmu Avengers: Wojna bez granic.…

O północy wygasło embargo na recenzje superprodukcji Avengers: Wojna bez granic, czyli fabularnej kulminacji historii…

Adam Siennica
0 -

Box Office: Nowe prognozy dla Avengers:…

Po publikacji recenzji filmu Avengers: Wojna bez granic do sieci trafiły najnowsze prognozy box office.…

Adam Siennica
0 -

Zabójcza broń – nowe szczegóły afery.…

Kilka dni temu informowaliśmy o tym, że Zabójcza broń może zostać skasowana z powodu problemów…

Co o tym sądzisz?