Nie tylko Toy Story. Skąd wziął się fenomen filmów Pixara?

Nie tylko Toy Story. Skąd wziął się fenomen filmów Pixara? Nie tylko Toy Story. Skąd wziął się fenomen filmów Pixara?

Postawione w tytule pytanie zadajemy sobie od lat i choć pozornie znamy odpowiedź, nie zawsze jednoznacznie potrafimy powiedzieć, dlaczego tak cenimy właśnie animacje od Pixara.

Historia Studia Pixar jest równie interesująca, co same fabuły tworzone przez to studio na przestrzeni lat. Kto by pomyślał, że wszystko rozpocznie się od George'a Lucasa, przejdzie przez dłonie Steve'a Jobsa, a ostatnie słowo będzie należało do Disneya. O początkach i przeszłości studia mogłaby powstać zapewne nie jedna ciekawa animacja, ale niezależnie od tego, kto akurat piastował najważniejsze stanowiska w firmie, serce i dusza zawsze obecne są w każdej produkcji spod szyldu Pixara. Uszczęśliwiają, bawią, a nawet naciskają na nuty, które wywołują łzy smutku. Jak udało się przy pomocy technologii stworzyć liczne arcydzieła, które stanowią o prawdziwym fenomenie?

W chwaleniu nie ma nic złego, wszak cieszyć się trzeba, że w tym wszystkim, co nas otacza, są też po prostu znakomite (genialne, niepowtarzalne, piękne, zjawiskowe itd.) produkcje Pixara. Żeby być jednak uczciwym, studio Pixar w swojej historii zaliczyło kilka momentów słabości i opracowane schematy, mające zapewnić złoto przy każdym dotyku, nie zawsze dawały spodziewany efekt. Wpadki te można policzyć jednak na palcach jednej ręki i nie ma dużego sensu w tym, aby punktować właśnie te gorsze filmy jak Gdzie jest Dory? czy Dobry dinozaur, bo nawet jeśli nie są to arcydzieła, to wciąż stanowią o sile Pixara. Nie jedno studio chciałoby zaliczać takie wpadki jak choćby druga część animacji Auta, gdzie zbyt mocno wciśnięto pedał gazu i zwyczajnie uderzono o bandy. Sztuką jest jednak wyjście z opresji i z porażek wyciągnąć wnioski. Dlatego też trzecia odsłona nie popełnia błędów poprzedników i jest jedną z lepszych animacji w historii Pixara, dając nie tylko widowisko pełne rozmachu, ale też wiele uniwersalnych prawd o przemijaniu i umiejętności radzenia sobie z mijającym czasem.

Tym właśnie są filmy Pixara. Trudno nie tworzyć pewnego rodzaju laurki, ale kij dmuchał wszystkich tych, którzy z dystansem lub ostrożnością podchodzą do kilkunastu produkcji tego studia. Nie wierzę, że ktoś nie płakał na Coco, nie śmiał się na Toy Story i nie ściskał fotela podczas zmagań Iniemamocnych. Dosięgnąć ideału jest niezwykle trudno, ale nawet jeśli nie każdy z tych filmów miał okazję osiągnąć nieosiągalne, to jednak kinem rządzą przede wszystkim emocje. Pixar funduje je najlepiej na świecie i nawet nie starajcie się z tym handlować. Jasne, mamy jeszcze niezależne produkcje, ambitne projekty i całe Kinowe Uniwersum Marvela. Jednak dla twórców z Pixara technologia stała się niebywałym narzędziem do tworzenia sztuki. Za pomocą animacji komputerowej mogli zacząć opowiadać historie, które trudno byłoby pokazać przy pomocy prawdziwych aktorów. Dlatego też pierwszymi bohaterami nie byli ludzie, a mrówki czy zabawki. Wówczas chodziło też oczywiście o koszta przedsięwzięcia, ale szybko odkryto możliwości, jakie daje animacja komputerowa.

Zanim powstało Toy Story, testowano i próbowano jej na wiele sposobów, choćby w licznych krótkometrażówkach. Wtedy też powstał film animowany o lampie, która stała się symbolem studia. Wreszcie w 1995 roku podjęto decyzję, aby stworzyć długometrażowy film animowany, którego bohaterami będą "żywe" zabawki. W przeciwieństwie do naleśników, udało się od razu osiągnąć sukces za pierwszym podejściem i dać widzom zupełnie nowe, odświeżające doświadczenie. Nie był to zwykły pokaz fajerwerków, ale rzeczywiście skupiono się na podkreśleniu możliwości płynących z technologii. Podarowano więc widzom nie tylko świetną rozrywkę, ale też historię z jasnym morałem. Później w kontekście tej serii było tylko lepiej, a Toy Story 3 lubiane mniej lub bardziej, kończy trylogię taką konkluzją, że nie pozostaje nic innego, niż wybudować mądrym głowom ołtarzyk i wielbić takich artystów.

Produkcje Pixara są różne, jeśli chodzi o bohaterów i wykorzystywanie schematów kina gatunkowego. Zawsze jednak bawią i chwytają za serce nie tylko najmłodszych, ale też dorosłych. Recepta na ten sukces znalazła się w sieci podobnie jak przepis na Coca-Colę. Daje wgląd w to, jak (być może) do pracy podchodzą kolejni scenarzyści, ale same porady nie tworzą jeszcze arcydzieła. Czy samo to, że powinniśmy swoim bohaterom dawać opinie, przeszkody spowodowane zbiegiem okoliczności i skupiać się na potrzebach widza, a nie swoich, pomoże nam w stworzeniu sukcesu? Jeśli tak, to kino byłoby pełne samych genialnych filmów, a krytycy mogliby wreszcie zamilknąć i skupić się tylko na zachwytach, a nie rozczarowaniach.

Kluczem jest zatem wykorzystanie podanego przepisu tak, aby w efekcie końcowym danie było smakowite. Nie zawsze każdy składnik dodawany jest odpowiednio, dlatego też zdarzają się wpadki. Jednak zdecydowana większość filmów Pixara, to historie uniwersalne i trafiające w każdy gust. Na pierwszym miejscu stoi widz, ale historię opowiada przede wszystkim twórca, który musi czuć siebie, własną opowieść i bohaterów, których pokaże całemu światu. Pixar szybko zrozumiał dość banalną rzecz, że zawsze postać cenimy bardziej nie za sukcesy, a starania, aby ten cel osiągnąć.

Dlatego też oglądanie kolorowych bohaterów nie zawsze jest przyjemnością samą w sobie. Współcześnie widz potrzebuje interesujących historii, które osadzone są w niezwykłych światach, gdzie dostajemy żywe zabawki, samochody czy potwory straszące dzieci dla dobrego funkcjonowania gospodarki. Mamy też takich bohaterów jak WALL-E, gdzie przedstawiono nam wizję przyszłości i za pomocą właśnie odpowiedniego budowania świata i historii, dostaliśmy jeden z najlepszych filmów science-fiction. Sposób, w jaki udaje się Pixarowi ogrywać schematy kina gatunkowego, wnosi sztukę filmową na poziom wyżej. Stąd choćby seans filmu Potwory i spółka stanowi zupełnie inne doświadczenie, bowiem za pomocą wykreowanej rzeczywistości, dostajemy nie tylko rozrywkę dla najmłodszych, ale też komentarz społeczny i ekonomiczny. Tym też są właśnie filmy Pixara.

Pokazują nam wiele pozytywnych wartości, że hedonizm i utylitaryzm nie są najlepszym rozwiązaniem w naszym życiu i o wiele ważniejsza jest choćby rodzina. Czy można zrobić to w ciekawszy sposób, niż tworząc rodzinę superbohaterów? Iniemamocni są znakomitym dowodem na to, że można każdą konwencję zmieścić w ramach animacji komputerowej i dopowiedzieć jeszcze wiele interesujących kwestii. Motyw rodziny ważny jest też w animacji Coco, która z kolei czerpie garściami z meksykańskiej kultury. Znowu coś innego, znowu z kapitalnym morałem i krojeniem cebuli w ostatnich minutach filmu.

Wymieniać można dalej, bo Pixarowi udaje się nawet sztuka stworzenia filmu o rybkach, jak kultowe już Gdzie jest Nemo?, czy też o wspólnej przygodzie chłopca i starszego pana w Odlocie. Zwłaszcza tej drugiej produkcji można poświęcić cały elaborat o mądrościach i uniwersalności, którą prezentuje. Czas jednak odpowiedzieć krótko i zwięźle na pytanie o fenomen Pixara. Może nią być oczywiście wspomniana wyżej "metoda Pixara", ale moim zdaniem o fenomenie stanowią znakomite pomysły ukute w taki sposób, aby poruszyć skałą i wywołać potok łez nawet na gorącej pustyni. Wreszcie są to filmy tworzone przez ludzi dla ludzi, którzy chcą coś pokazać na ekranie i nie silą się na tanie morały. Dlatego też doceniają to i ludzie na całym świecie, chodząc tłumnie na każdy film Pixara, i akademia filmowa, która obsypała Oscarami magiczne studio nie jeden raz. Naprawdę... to wszystko W głowie się nie mieści.

Źródło: zdjęcie główne: Pixar

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV