Coś się kończy, coś zaczyna. Piotr Piskozub przedstawia Wam swoje zachwyty i rozczarowania mijającego roku. Znalazło się w nich sporo miejsca dla Was...

Koniec roku to czas rozmaitych podsumowań; w końcu pisał Kohelet: „Wszystko ma swój czas i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem. Jest czas rodzenia i czas umierania. (…) Czas płaczu i czas śmiechu. (…) Czas szukania i czas tracenia. (…) Zobaczyłem więc, że nie ma nic lepszego nad to, że człowiek cieszy się ze swoich dzieł”. Każdy z nas osobna musi się zastanowić nad tym, co w minionym roku go cieszyło w popkulturze. W moim odczuciu mieliśmy do czynienia z kolejnym dobrym okresem w jej historii, jeśli nie najlepszym z dotychczasowych. Bywało nostalgicznie, zabawnie, zdarzały się chwile uniesienia i ogromnego rozczarowania. Co więc zostaje w naszej głowie z 2017 roku w aspekcie popkulturowym? Poznajcie moje typy.

ZACHWYTY

Czytelnicy portalu naEKRANIE.pl

Pod względem osobistym był to bez wątpienia najtrudniejszy rok w moim życiu – jakieś ślady tego stanu odnajdziecie tak w częstotliwości moich tekstów, jak i w tym, co Wam starałem się przekazywać. Z biegiem czasu jednak walka z sobą samym zamieniła w coś zupełnie przedziwnego. Popkultura zaczęła pełnić dla mnie funkcję terapeutyczną, podobnie jak Wy, drodzy Czytelnicy. Zabrzmi to nieco pompatycznie, ale staranie o to, by Was zadowolić, stało się dla mnie całkiem istotnym sensem mojej codzienności. Już pal licho, że jest Was coraz więcej i – jak wszystko na to wskazuje – w czasie sylwestrowej zabawy redakcja portalu będzie mogła wznieść toast za przekroczenie magicznej granicy użytkowników. Chodzi przede wszystkim o fakt, jak wielka siła w Was tkwi. Bez zbędnej kokieterii, ale budujecie społeczność w polskiej części sieci unikalną, do której chce się wracać każdego dnia. Ganiliście mnie, gdy faktycznie było trzeba, broniliście wtedy, gdy wymagała tego sytuacja. Zżyłem się z Wami jak nigdy dotąd. Wszystkim Wam razem i każdemu z osobna należą się słowa podziękowania za wkład w działanie tego portalu. Assassinek, Bezet – Wasze dysputy to sól tej witryny i wiedźcie, że przeczytałem ich w tym roku więcej niż komiksów. Jabba – Twoje ironiczne podejście do rzeczywistości i przy okazji do mnie stało się czymś, czego wypatruję każdego dnia. Anarky – mniejsza o to, że mamy podobny pogląd na wiele spraw; jesteś jednym z najrozsądniejszych użytkowników, jakich tu spotkałem. Panie Stempkowski – co z tego, że czasami było blisko rękoczynów, skoro Pańska inteligencja potrafi przytłoczyć? Coyotman, S7, ste100, Miśkołaj – nawet nie wiecie, jak cholernie dobrze czyta się Wasze refleksje na rozmaite tematy. Alex – Twoją obecność czuję zawsze, potrafisz skomentować najbardziej zapomniany news tego świata. Panie Frąckiewicz – klasa, bo Pańska wiedza niejednokrotnie mnie zmuszała do innego spojrzenia na popkulturę. Brighty – jesteś jeszcze z nami? Wracaj czym prędzej, bo pomagałeś czynić to miejsce lepszym, zwłaszcza kapitalnymi zasadami dyskusji. 8azyliszek – nie przeszkadza mi to, że strzelasz w portal z prędkością karabinu maszynowego; ja Cię autentycznie lubię. A przecież to tylko drobny wycinek Was wszystkich. Każdemu z tej dwumilionowej eskadry dziękuję, wielce pięknie, jako Wasz kompan i prawdziwy fan.

Logan: Wolverine

Ten film chodzi za mną od dobrych kilku miesięcy i czasami daje o sobie znać w takich momentach, które mogłyby spowodować Waszą konsternację, niekiedy może przerażenie. Wiedziałem, że coś się święci już po pierwszym zwiastunie – zadebiutował w moje urodziny. Na seans ciągnąłem do kina ze złamaną nogą, włócząc ją za sobą jak… Logan. Po obejrzeniu czułem się tak przytłoczony, że recenzję tworzyłem do 5 rano. Zagrało tu wszystko – przekaz artystyczny trafił w moim przypadku we właściwy czas. Superbohater w krainie nędzy i rozpaczy zaserwował nam wszystkim kapitalną lekcję z celebracji życia. Niejednemu widzowi zakręciła się zapewne łezka w oku; w końcu mieliśmy tu do czynienia z końcem pewnej podróży. I ten fantastyczny kontrast w postaci ostatnich podrygów człowieczeństwa i przejmującego okrzyku bojowego Rosomaka…

Logan - zdjęcie
Źródło: 20th Century Fox

Niemiłość

Być może we współczesnym kinie nikt nie ma tak nieprawdopodobnego talentu do pokazywania prawdy o świecie jak Andriej Zwiagincew. Jego najnowszy film to przytłaczająca swoim emocjonalnym ciężarem opowieść o rozwodzącym się małżeństwie, które poszukuje syna. Reżyser sprawia, że w jednej chwili w zasadzie cała rzeczywistość zatrzymuje się w miejscu – nie ma już uczuć, nie ma życia, nie ma nawet Rosji (symboliczna, finałowa scena). Zostaje jedynie wszechogarniająca pustka, jakaś przejmująca tajemnica, która zostaje zaklęta w pobliskim parku czy w szumie drzew. Czasami lepiej umrzeć, niż funkcjonować w świecie pozbawionym zasad, więzi, w którym spokojna rozmowa ustąpiła miejsca szeptom i krzykom. Wielu z nas odbierze tego typu przekaz jako swoistą przypowieść. W ich ekranowym budowaniu Zwiagincew wydaje się mistrzem niedoścignionym.

Niemiłość
Źródło: Arte France Cinéma/Why Not Productions

The Florida Project

Od pierwszych momentów seansu miałem ściśnięte gardło i tak już zostało do końca. Tempo akcji zostało tu rozpisane w rytm ruchu wahadła – wieczór i poranek, dzień i noc. Od początku czujemy, że w tanim motelu na obrzeżach Disneylandu tylko pozornie wszystko jest w porządku. Gdzieś na drugim biegunie codzienności lokatorów rozgrywa się prawdziwy dramat 6-letniej Moonee i jej matki, Halley. Nie ma tu żadnych tanich chwytów emocjonalnych; subtelne zabiegi narracyjne pomagają nam wejść w skórę głównych bohaterek. Cała ta wędrówka po zapomnianych przez świat bezdrożach prowadzi nas w stronę nieoczekiwanego finału, w którym dziecięce marzenia nabierają zupełnie nowego sensu.

The Florida Project - zdjęcie
fot. A24

Thor: Ragnarok

Ostatni raz w kinie odczuwałem podobne stany w trakcie seansu filmu Mad Max: Na drodze gniewu. Ekstatyczne uniesienie, podlane jeszcze wytrawnym szaleństwem. Bóg burzy i piorunów wraz ze swoją ekscentryczną drużyną dosłownie i w przenośni zabrał nas w podróż przez czas i przestrzeń, raz po raz nurzając widzów w oparach absurdu i do bólu szczerego humoru. Możemy się sprzeczać o to, czy to najlepszy film komiksowy tego roku, ale z pewnością na całym gatunku odciśnie on wielkie piętno. Żaden poprzedni nie udowodnił bowiem w takim stopniu, że superbohaterowie są już gotowi wejść w nowe rejony branży rozrywkowej, wychodząc ze zdwojoną siłą z wszelkich ograniczeń konwencyjnych.

Thor: Ragnarok - fragment plakatu
Źródło: Marvel

Źródło: Zdjęcie główne: Marvel/nihilist.fm/jalvis
Strony: 12

Najlepsze z 24h

Piotr Piskozub
0 -

Najlepsze momenty Kinowego Uniwersum Marvela

Kinowe Uniwersum Marvela liczy już sobie 10 lat. To dobry moment na to, by wybrać…

Adam Siennica
0 -

Recenzje filmu Avengers: Wojna bez granic.…

O północy wygasło embargo na recenzje superprodukcji Avengers: Wojna bez granic, czyli fabularnej kulminacji historii…

Piotr Piskozub
0 -

Jak dobrze znasz Kinowe Uniwersum Marvela?…

Premiera filmu Avengers: Wojna bez granic zbliża się wielkimi krokami. To doskonały czas, by sprawdzić,…

Adam Siennica
0 -

Zabójcza broń – nowe szczegóły afery.…

Kilka dni temu informowaliśmy o tym, że Zabójcza broń może zostać skasowana z powodu problemów…

Adam Siennica
0 -

Box Office: Nowe prognozy dla Avengers:…

Po publikacji recenzji filmu Avengers: Wojna bez granic do sieci trafiły najnowsze prognozy box office.…

Adam Siennica
spoilery
0 -

The 100: sezon 5, odcinek 1…

The 100 powraca na światowe ekrany i oferuje nowe otwarcie dla serialu. Czy 5. sezon…

Ocena recenzenta:
7

Co o tym sądzisz?

To okno zamknie się automatycznie za 40 sek. [X]
To okno zamknie się automatycznie za 10 sek. [X]