Odkąd Blanka Lipińska zadebiutowała swoją powieścią 365 dni, media zawrzały. Pojawiło się mnóstwo głosów, zarzucających jej grafomaństwo i toksyczne przedstawienie erotyki. Usłyszeć można też było wiele słów poparcia, głównie od jej fanów, zadowolonych z poruszania przez nią odważnego tematu. Tylko szkoda, że sposób, w jaki to zrobiła, zostawia ambiwalentne uczucia.

Drogi Czytelniku. W tym artykule poruszam temat molestowania seksualnego i gwałtu, dlatego proszę – jeśli te tematy mogą u Ciebie  wywołać negatywne emocje, przerwij czytanie bądź upewnij się, że jesteś w bezpiecznym miejscu i ktoś może ci pomóc. Z pozdrowieniami – Autorka.

Nieważne, co sądzimy o samej pisarce. Świat drży w posadach. O polskiej literaturze – niezwiązanej z żadną stroną polityczną – pisze zarówno Pudelek, Do Rzeczy, Wprost czy Na Temat. Jest to na pewno jakiś sukces, bo nie wiem, czy nawet Tokarczuk, gdyby nie nagroda Nobla, mogłaby liczyć na taką liczbę artykułów. Czy to dobra powieść? Czy to musi być dobra powieść? Czy przedstawiona w niej erotyka jest pokazana tak jak powinna? Jak sama autorka mówi „uważaj, o co prosisz, bo możesz to dostać, ale nie w takiej formie, o jaką prosiłaś albo na jaką jesteś gotowa.”. Tylko co to właściwie oznacza?

Seks. Słowo mające jedynie cztery litery, a budzi w naszym kraju więcej emocji niż sprawa smoleńska. Edukacja seksualna to dla jednych fantastyczny straszak, dla innych nagląca potrzeba nauki społeczeństwa, która nie jest realizowana. Seks w polskiej przestrzeni publicznej nie istnieje, a na pewno nie w szkołach, gdzie jeśli już są zajęcia na ten temat, to opowiada o nich nauczycielka, sama rumieniąca się przy słowie „penis”. O ile w ogóle w szkole można powiedzieć słowo penis. Z drugiej strony mamy Internet, a tam wpisując słowo „gimnazjalistki”, możemy oglądać młode dziewczyny w seksownych pozach. I nie, nie trzeba wchodzić na żadną stronę z napisem „porn” w tytule. Jednak bądźmy szczerzy, co to za problem do takiej strony się dostać, niezależnie, czy masz kilkanaście, czy kilkadziesiąt lat.

 I tu ubrana cała na biało wchodzi Blanka Lipińska, której powieść pozwala temu czteroliterowemu słowu wybrzmieć w opinii publicznej bez korelacji ze słowem polityka. Bo Lipińskiej nie interesuje edukacja seksualna, tylko dobrze sprzedające się kobiece fantazje. Tak samo jak sprzedał się Edward Cullen, który seksu miał mniej niż zero, ale był bogaty, przystojny, silny i kochający. Czy Christian Grey, amerykański oryginał. Tutaj zresztą od razu mamy przykład dwóch postaci literackich, szalenie krytykowanych za swój stosunek do kobiet. Z drugiej strony – dzięki temu mogą pochwalić się milionami fanek.

365 dnifot. Next Film

Edward Cullen, Christian Grey i Massimo Torriceli 

I tu pojawia się pierwszy problem. Czy literatura powinna edukować, czy być kompletnym dziełem zależnym jedynie od swojego twórcy, który może kształtować jej świat – nawet jeśli przedstawia ona rzeczywistość toksyczną? Czy pisarz ma prawo w swojej powieści traktować toksyczne zachowania swoich bohaterów jako coś normalnego?

Blanka Lipińska może w swojej książce gwałtu nie widzieć, ale nie zmienia to faktu, że zachowanie mafijnego bossa jest przerażające. Porywa kobietę wbrew jej woli, odurza jej mężczyznę, okłamuje ją (i to nie raz!), ingeruje w jej ciało jakimś magicznym czipem, nie raz jej grozi – gwałtem bądź zabiciem rodziny. I parę prób gwałtów w książce występuje. Prób, bo Massimo przerywa, widząc łzy swojej ukochanej Laury, po tym, jak ta się próbowała bronić, ale zrozumiała, że nie da rady silniejszemu mężczyźnie.

Nie mówię, że gangster powinien być czuły, delikatny i rozmawiać o emocjach. Ale w książce, nawet jeśli bohaterowie nazwą rzecz po imieniu (tak, Massimo mówi wprost, że jej nie zgwałci), nie ma żadnych konsekwencji. Laura na następny dzień zachowuje się zupełnie tak, jakby nic się nie stało. Nie ma żadnej sugestii, że dzieje się coś złego, że taka próba gwałtu mogła wywołać u niej jakiekolwiek lęki.

Z jednej strony, Blanka Lipińska ma prawo tworzyć taką fantazję, skoro nikomu nie dzieje się krzywda. Fantazję, którą wpajają nam od wieków, która przeistaczała się z Bestii z Pięknej i Bestii (co słusznie sama stwierdziła Lipińska, broniąc swojej powieści), w Chucka Bassa z Plotkary (przypominam: sprzedał ukochaną za hotel), do Greyów i Massimów tego świata. Laura ma nie tylko możliwość przemiany tego bad boya w dobrego księcia, ale również może korzystać z jego dóbr materialnych, czyli szybkich samochodów, ubrań za kilka tysięcy, jachtów czy samolotów. A idąc za badaniami opisanymi w książce Psychologia miłości profesora Bogdana Wojciszke, kobiety częściej doceniają zasoby materialne partnera niż mężczyźni.

Zanim jednak podniosą się głosy, z jakiej to płci pięknej materialistki – jest to jeden z wielu elementów, powodujących, że dla kobiet mężczyzna wydaje się atrakcyjniejszy. Co więcej – wydawanie przez mężczyznę pieniędzy na damskie potrzeby jest ważniejsze w związkach krótkich niż długich. Z drugiej strony – i tu już wrócę na chwilę do swoich przemyśleń –  w dzisiejszym świecie, w którym pieniądze to dla wielu synonim sukcesu, można też pomyśleć o nich jako o zapewnionym bycie dla kobiety i jej potomków.

Mamy już więc dwa powody, dla których Massimo, Christian czy Edward są atrakcyjni. Jednak wciąż podążając za profesorem Wojciszke, to co jeszcze przyciąga kobiety, to: ambicja, pracowitość, wykształcenie i władza. I nasz Massimo może odhaczyć wszystkie te punkty. Dba o rodzinne interesy, co widać w wielu scenach w książce, gdzie siedzi przykuty do telefonu. Ma dobre wykształcenie – mówi w końcu w kilku językach. O władzy już nie muszę wspominać – nie jest dla niego problemem zabicie nawet własnych ludzi, bo nie pilnowali Laury dostatecznie dobrze. Co więcej, on naprawdę może to zrobić. I ujdzie mu to na sucho.

Mamy więc towar – mężczyznę idealnego. Z mroczną przeszłością, idealnym stanowiskiem, by tę kobietę i jej potomstwo zabezpieczyć. I czy jest coś w tym złego? Że kobiety mogą spełniać te fantazje za pomocą książki, w której, powtarzam, nikomu nie dzieje się krzywda? Z jednej strony – nie. Z drugiej – bardzo.

Dlatego, że zanim zupełnie wybielę 365 dni, która jest książką, przy Zmierzchu i Pięćdziesięciu twarzach Greya, napisaną naprawdę nieźle (choć ja również nie jestem fanką tego typu literatury, więc moje wrażenie może być mylne, a prawdziwe profesjonalistki mogłyby się więcej wypowiedzieć), nie mogę zapomnieć, że media mają wpływ na kreowaną przez nas rzeczywistość.  To najlepszy nośnik pewnych zachowań, sformułowań czy mody. Od takich głupich rzeczy typu fryzura na Rachel Green czy Magdę M, przez szczupłe modelki propagujące modę na za chude sylwetki (i anoreksję), do filmów propagandowych.

A statystyki mówią tak: dane policyjne na temat niebieskiej karty wskazują na 65 000 ofiar przemocy wśród kobiet i ponad 10 600 wśród mężczyzn za rok 2019. Dla porównania, Jelenia Góra ma prawie 79 500 mieszkańców.

 Co więcej, według Amnesty International aż  11% respondentów biorących udział w przeprowadzonej w 2016 roku ankiecie na temat przemocy na tle płciowym w UE, wyraziło pogląd, że zmuszanie partnera do seksu nie powinno być karalne. Mało? To co w Polsce dzieje się z ustawą przeciwko przemocy w rodzinie? Czy nikt nie pamięta słów posła Sanockiego, który porównał przemoc ekonomiczną do przemocy… kulinarnej?

Jednak odbiegając od samej już przemocy, wróćmy do ofiar. Seksuolog i psychoterapeuta Andrzej Gryżewski w wywiadzie dla gazeta.pl wspomina, że jego klientki, które doświadczyły przemocy domowej, łudzą się, że ich partnerzy są dobrzy, tylko pogubieni. I że ich miłość wystarczy, żeby ich wyleczyć. I czy przykład takiego Massima nie jest przekazem od popkultury, że oczywiście, takie rzeczy są możliwe?

Zwłaszcza że Massimo ma jeszcze jedną zaletę - to również gorący kochanek. Jednak o tym już więcej po drugiej stronie mocy.

365 dnifot. Next Film
Strony:
  • 1 (current)
  • 2

Źródło: zdjęcie główne: Next Film

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV