Paweł Krzystyniak

Paweł Krzystyniak

Wirtualne podróże z Assassin’s Creed mają już 12 lat. Gdzie seria może nas zabrać w przyszłości?

Wirtualne podróże z Assassin’s Creed mają już 12 lat. Gdzie seria może nas zabrać w przyszłości? Wirtualne podróże z Assassin’s Creed mają już 12 lat. Gdzie seria może nas zabrać w przyszłości?

Od premiery pierwszej części serii Assassin's Creed. Seria na przestrzeni lat doczekała się wielu odsłon, które zabrały nas w różne miejsca i okresy historyczne - od starożytnego Egiptu, aż po Londyn w okresie rewolucji przemysłowej.

Seria Assassin’s Creed została zapoczątkowana 12 lat temu i jej pierwsza odsłona traktowana przez wielu była jak następca kultowego niegdyś cyklu Prince of Persia – nie tylko ze względu na podobne klimaty, ale też i rozgrywkę. Była to przecież przygodowa gra akcji, która duży nacisk stawiała na wykonywane przez gracza akrobację, co od razu nasuwało na myśl skojarzenia właśnie z Księciem Persji. Ubisoft nie zapomniał jednak też o wielu nowych elementach, w tym o eliminowaniu wrogów z ukrycia, bo przecież w grze wcielaliśmy się w skrytobójcę, czy o łączeniu klimatów historycznych z fikcją, fantastyką i całkiem ciekawie prowadzonym wątkiem współczesnym.

Taka mieszanka okazała się przepisem na sukces i już debiutancka odsłona została przyjęta przez graczy oraz recenzentów bardzo optymistycznie. Chwalono ciekawą historie, oprawę graficzną, a także efektowny parkour. Oceny znalazły też przełożenie na wyniki finansowe. Gra szybko wspięła się na pierwsze miejsca list bestsellerów, a po latach poinformowano, że łącznie pierwsze Assassin’s Creed sprzedało się w ponad 8 milionach egzemplarzy.

Na ogromną popularność serii wpływ miała jednak nie pierwsza, ale jej druga odsłona. Assassin’s Creed II przeniosło akcję do Włoch w okresie renesansu, a głównym bohaterem uczyniono Ezio Auditore da Firenze i to m.in. świetnie napisany protagonista przyczynił się do jej sukcesu. Po dziś uznawany jest on za jednego z najciekawszych bohaterów w całej historii cyklu. Nic więc dziwnego, że pojawił się on nie tylko w trzech głównych odsłonach serii (poza „dwójką” także w Revelations i Brotherhood), grze mobilnej, a także zaliczył gościnny występ w bijatyce SoulCalibur V.

Po trylogii z Ezio ktoś w Ubisofcie uznał, że pora na nowego bohatera, a także zupełnie inne realia. Pod koniec 2012 roku na rynek trafiło Assassin’s Creed III, w którym gracze wcielali się w rolę Connora (znanego także jako Ratonhnhaké:ton). Produkcja ta również okazała się sukcesem, chociaż wielu krytykowało właśnie głównego bohatera – ten nie był bowiem postacią równie charyzmatyczną co Ezio i w bezpośrednim porównaniu z nim wypadał po prostu blado.

Późniejsze Assassin’s Creed IV: Black Flag to odsłona nietypowa, eksperymentalna. Można odnieść wrażenie, że wątek bractwa Asasynów został zepchnięty tutaj gdzieś na margines, a całość przypominał raczej coś na kształt symulatora pirata. Owszem, w tle nadal miała miejsce walka pomiędzy Asasynami i Templariuszami, ale można było o tym kompletnie zapomnieć, gdy brało się udział w efektownych walkach morskich. Zaledwie rok później na rynek trafiło Assassin’s Creed: Rogue, które pełnymi (miejscami aż przesadnie) garściami czerpało z Black Flag, jednak dodało pewien twist do serii i tym razem głównym bohaterem był… Templariusz i były Asasyn – Shay Patrick Cormack, który zajął się polowaniem na swoich dawnych kompanów. Gra nie była zła, chociaż spotkała się z krytyką ze względu na zbyt duże podobieństwa do wcześniejszej odsłony.

Spore zmiany wprowadziło Assassin’s Creed: Unity i już wszystkie przedpremierowe materiały zdradzały, że twórcy chcą wnieść powiew świeżości do serii. Zwiastuny prezentowały m.in. możliwość rozgrywania pewnych misji w kooperacji, a także efektowną oprawę, na czele z robiącym ogromne wrażenie tłumem na paryskich ulicach. Po debiucie gry wyraźnie było widać, że ambicje w połączeniu z ograniczeniami sprzętowymi przerosły twórców i to właśnie technikalia położyły tę produkcję. Unity w momencie premiery zasłynęło przede wszystkim ze względu na wyjątkowo spektakularne błędy – znikające tekstury czy komiczne animacje w pierwszych dniach po debiucie były standardem. Całość stała się pożywką dla internetowych twórców, którzy chętnie dzielili się memami i kompilacjami wideo w sieci.

Pod płaszczykiem bugów i technologicznych porażek skrywała się jednak zaskakująco udana produkcja. Sam przechodziłem Unity około 2 lata po premierze i bawiłem się naprawdę nieźle. XVIII-wieczny Paryż wyglądał świetnie, klimat był rewelacyjny (zwłaszcza w dodatku Martwi Królowie stawiającym na eksplorację podziemi), a skradanie i walkę urozmaicały liczne gadżety, które pozwalały na wykonywanie misji na różne, często bardzo kreatywne sposoby.

Syndicate z października 2015 roku było całkiem przyjemną grą, ale wyraźnie czuło się podczas jej ogrywania, że sprawdzona formuła serii najlepsze lata ma już ze sobą. Z jednej strony było tutaj kilka nowości, takich jak dwójka grywalnych bohaterów (rodzeństwo Frye), między którymi mogliśmy się przełączać, ale cały schemat rozgrywki pozostawał bez większych zmian. Odsłona ta przeszła trochę bez echa, a i sprzedaż również nie zachwycała, przynajmniej jak na standardy tego cyklu.

Ubisoft zdecydował się więc na bardzo odważny krok i dwuletnią przerwę w cyklu wydawniczym. Czas ten poświęcono na stworzenie Assassin’s Creed: Origins. I śmiało można powiedzieć, że tytuł ten okazał się prawdziwą rewolucją, która z przygodowej gry akcji uczyniła pełnoprawną grę RPG. Pewne tego przebłyski było widać już wcześniej, bo w Unity oraz Syndicate mieliśmy do czynienia z rozwojem bohatera czy różnego rodzaju wyposażeniem, ale to właśnie w Origins wyniesiono to na zupełnie nowy poziom. Świat stał się znacznie większy, bardziej rozbudowany i pełen ciekawych miejsc, gracze mieli możliwość wykonywania licznych zadań pobocznych, zdobywania coraz lepszych broni i pancerzy, a także rozwijać głównego bohatera, Bayeka, o kolejne zdolności, tak pasywne, jak i aktywne.

Niektórzy zarzucali twórcom, że seria podążyła śladem m.in. Dzikiego Gonu i zatraciła gdzieś swój charakter wśród elementów RPG, ale prawda jest taka, że takie odświeżenie wyszło jej na dobre. Najlepszym na to dowodem są zresztą świetne oceny w branżowych mediach, reakcje fanów, a także wyniki sprzedażowe. 

Rozwinięciem pomysłów z Origins było też późniejsze Assassin’s Creed: Odyssey. Ponownie mieliśmy do czynienia z rozbudowaną grą i ogromnym światem, ale też i koniecznością wyboru bohatera – tym razem na całą grę. Ciekawym pomysłem okazało się też dodanie do gry wyborów moralnych, których konsekwencje mogliśmy odczuwać nawet po kilku godzinach.

Nie sposób pominąć też potencjału „turystycznego” tych produkcji. Cykl od samego początku w bardzo umiejętny i ciekawy sposób łączył fikcyjne postacie i wydarzenia z tymi historycznymi, a Origins i Odyssey postanowiły to dodatkowo wykorzystać poprzez wprowadzenie trybu edukacyjnego. Ten pozwalał na przemierzanie starożytnego Egiptu lub Grecji i poznawanie tamtejszego życia, kultury i zwyczajów w przyjemnej i przystępnej formie.

Co dalej z serią Assassin’s Creed? Aktualnie mamy kolejną przerwę, co może sugerować, że ponownie czekają nas ogromne zmiany w rozgrywce. Z pomocą twórcom przyjdzie też nowa generacja konsol i z pewnością przyczyni się to do jeszcze bardziej dopracowanej oprawy, większych wirtualnych światów i bardziej złożonej rozgrywki. Jeśli zaś chodzi o realia, to plotki sugerują, że gra może skupić się na wikingach. To interesujący, choć ryzykowny kierunek, bo nordyccy wojownicy raczej nie kojarzą się z subtelnymi, skrytobójczymi działaniami, ale kto wie – może w tym szaleństwie jest metoda? Byłby to też ciekawy setting także z tego powodu, że gier z wikingami nie ma zbyt wielu, a jeden God of War wiosny nie czyni. Nie są to jednak jedyne plotki na temat kolejnej odsłony – inne wskazują na to, że nowe Assassin’s Creed przeniesie nas do starożytnego Rzymu. Brzmi to sensownie, bo poprzednie odsłony to Egipt i Grecja – wszystko spinałoby się w sensowną całość i stanowiło „starożytną” trylogię.

W sieci można znaleźć rozmaite przecieki czy informacje pochodzące od „zaufanych” źródeł. Czasami nawet z materiałami graficznymi. Te jednak albo są w wątpliwej jakości, przez które trudno jest je zweryfikować, albo są sprawnie przygotowanymi fałszywkami. Fanom serii nie pozostaje więc nic innego, jak tylko czekać na oficjalną zapowiedź i z pewnym dystansem podchodzić do nieoficjalnych materiałów. Pamiętajcie bowiem, że z przeciekami w branży gier jest trochę jak z kodeksem Asasynów – nic nie jest prawdziwe, wszystko jest dozwolone.

Źródło: fot. Ubisoft

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV