50. urodziny Świętego Graala komedii. Czy Monty Python nadal bawi?
Członkowie legendarnej grupy Monty Python woleli obchodzić "okrągłą" 49½ rocznicę powstania swojej produkcji. W Stanach Zjednoczonych kina nie mogły opędzić się od wiernych fanów. Czy po 50 latach Święty Graal wciąż bawi?
Kultowa komedia świętuje w tym roku okrągłą pięćdziesiątą rocznicę. Postanowiłem zbadać, na czym polega fenomen grupy komików i dlaczego – mimo że wciąż znajdą się tacy, których ten humor obraża – Święty Graal jest jednym z filarów popkultury, do którego chętnie odnoszą się inne teksty.
Można nie lubić brytyjskiego humoru (co prawda nie wiem, jak to możliwe), ale nie odmówi się mu pewnej niepowtarzalności. Kiedy widzi się brytyjską komedię, od razu wiadomo, że to ona. To nie tylko charakterystyczna flegmatyczność, to pewien dystans do otaczającego nas świata, to widzenie wszystkiego z przymrużeniem oka, to parafraza stwierdzenia Carpe diem, podporządkowana misji wywołania uśmiechu na twarzy widza. Nie ma tematów tabu, nikt nie jest bezpieczny. Śmiejesz się, a za chwilę sam możesz stać się obiektem żartu. Taki był, jest i zawsze będzie Monty Python. Komicy tej grupy rozciągają granicę komedii, ale robią to z niebywałym smakiem.

Pythonowie mają coś, czego większości dzisiejszych twórców brakuje: dystans do samych siebie. Najlepszym przykładem tego zawsze był Graham Chapman (według mnie najbardziej utalentowany członek grupy), zdeklarowany homoseksualista, który potrafił żartować z tego w niewybredny sposób, pokazując, że absolutnie nie ma o co się obrażać. Krytycy Pythonów nie rozumieją, że często przedstawienie na ekranie jakiegoś zjawiska jest jego obśmianiem, a więc próbą jego dyskredytacji, a nie pochwały. Poza tym wiedzy o świecie nie czerpie się z komedii, ona nie ma służyć kształtowaniu światopoglądu – ma być rozrywką. Pół wieku temu, w roku 1975, członkowie grupy Monty Python doskonale to rozumieli.
Film z 1975 roku to zbiór twórczo połączonych ze sobą dłuższych lub krótszych skeczy osadzonych w średniowiecznym sztafażu. Płynna, ciekawa fabuła, kapitalna scenografia i oryginalne podejście do żartów wyróżnia tę produkcję z tłumu. Tu wszystko czemuś służy, kokos użyty to udawania dźwięku końskich kopyt uderzających o twardą ziemię jest powodem to dyskusji bohaterów, skąd też łupiny egzotycznego owocu znalazły się w średniowiecznej Anglii. Maleńka rzecz jest w tym filmie przyczynkiem do serii abstrakcyjnych pomysłów, które niezmiernie bawią. I taki właśnie jest pomysł na tego Świętego Graala. To jakby rozbudowana zabawa w skojarzenia. Scenariusz filmu przypomina nieco rozmowę, w trakcie której ktoś dołożył od siebie coś śmiesznego – jedno krótkie zdanie albo nawet słówko, a reszta to podłapała. Przypomina to rozrywkę świetnie czujących się ze sobą studentów, którzy w wolnej chwili postanowili troszeczkę się powygłupiać. Forma surowa, a jednocześnie dopracowana w najdrobniejszym szczególe.
Monty Python i Święty Graal to wybitne osiągnięcie kina komediowego. Każdy aktor wzniósł się na wyżyny humoru. O kultowości tego filmu niech świadczy fakt, w jak wielu nowoczesnych produkcjach można znaleźć do niego odwołania. Chociażby nawiązanie do sceny z krwiożerczym królikiem i świętym granatem ręcznym znajdziemy w tak nieoczywistych miejscach, jak gra komputerowa Wiedźmin 3 czy niemal cały piąty odcinek czwartego sezonu serialu The Boys. Także świetnie przyjęta Polska produkcja 1670 czerpie garściami ze spuścizny Świętego Graala.

Bezkompromisowość w dążeniu do rozbawienia publiki była największą tajemnicą sukcesu tego filmu. Wydaje się to takie proste i oczywiste, a jednak – ze świecą w ręku można szukać drugiego Świętego Graala. Oczywiście nie jest tak, że Pythonowie nie mają następców. Nie uważam też, by tylko oni przesuwali granicę humoru. Jednak w tym starym filmie jest coś wyjątkowego i niepowtarzalnego. Te stare filmy naprawdę bawiły i miały do zaoferowania żart inteligentny, a jednocześnie – absurdalnie wręcz prosty. To połączenie, które trudno uzyskać.
Oglądanie Świętego Graala nie nudzi. Kiedy żart jest naprawdę zabawny, to można się z niego śmiać do końca życia. Tak jest z tym filmem, do niego zwyczajnie chce się wracać w nieskończoność, chce się odkrywać przeoczone smaczki i napawać się idealnie oddanym klimatem brudnego średniowiecza. W jednej tylko scenie przejścia grabarzy przez wioskę jest więcej prawdy o dawnych czasach niż w całym zalewie produkcji pseudohistorycznych. Polecam każdemu zapoznać się z twórczością grupy i spróbować znaleźć w niej coś dla siebie. Dyskusja z chłopami zbierającymi gnój, test na czarownice, most tajemnic, królik trojański, dyskusja z obrażającym Francuzem na murach. Można by wymieniać i wymieniać, chociażby prosty, ale jakże zabawny skecz z biegiem Lancelota. A przecież są jeszcze genialnie napisane piosenki, z których Pythoni słynęli. Święty Graal to dzieło kompletne i absolutnie warte obejrzenia.

