Znakomity horror, o którym pewnie nie słyszałeś. Groza i głębia w jednym
Koreański horror to mistrzostwo groteski i srogiej przemocy, które skrywają mroczną głębię. Doskonałym przykładem tego połączenia jest Lament – mocny, gęsty film, który nie tylko szokuje realistyczną brutalnością, ale również zachwyca tym, co pulsuje pod powierzchnią.
Reżyser Hong-jin Na wciąga widza w opowieść, która jednocześnie mrozi krew w żyłach i porusza czułe struny. Akcja Lamentu rozgrywa się na południowokoreańskiej prowincji, gdzie spokój codziennego życia zostaje przerwany serią tajemniczych, wyjątkowo makabrycznych morderstw. Kolejnych mieszkańców ogarnia obłęd – jakby coś wkradało się w ich umysły i popychało ku krwawej furii. Zagadkę próbuje rozwikłać niepozorny, nieco nieporadny policjant Jong-goo, który z każdą chwilą coraz głębiej zatraca się w śledztwie. Sprawa nabiera dla niego osobistego wymiaru, gdy symptomy opętania zaczyna wykazywać jego kilkuletnia córka, Hyo-jin. Funkcjonariusze będą świadkami paranormalnych, przerażających zdarzeń. Czy mieszkańcy, pochłonięci dotąd codzienną rutyną, zdołają stawić czoła sile wymykającej się ludzkiemu rozumowi? Kto tak naprawdę pociąga za sznurki?
Fabuła Lamentu to prawdziwy emocjonalny rollercoaster – intryga i napięcie sprawiają, że widz siedzi jak na szpilkach. To zasługa nie tylko fenomenalnie skonstruowanego scenariusza, ale przede wszystkim misternie utkanej atmosfery. Gęsty klimat, w połączeniu z naturalistycznym obrazem prowincjonalnej biedy, sprawia, że film wręcz pęcznieje od realizmu – brud i duszny ciężar niemal wylewają się z ekranu. Mimo tej intensywności Hong-jin Na nie pozwala widzowi całkowicie pogrążyć się w mroku. Tu i ówdzie pojawiają się błyski czarnego humoru, które rozładowują napięcie i dodają całości przewrotnego uroku. Te okazjonalne żarty – zarówno dialogowe, jak i sytuacyjne – subtelnie splatają się z grozą, tworząc unikalny ton filmu. To właśnie w tej równowadze między mrokiem, absurdem a bogatym przekazem objawia się reżyserski geniusz Hong-jina Na.
Fot. Materiały prasoweLament – religia i wątek japoński
Na czym więc polega głębia Lamentu? Scenariusz eksploruje wiele motywów, jednak na pierwszy plan wysuwa się ten religijny. Nie bez powodu film otwiera biblijny cytat – chrześcijaństwo stanowi jego duchowy fundament. Nie chodzi jedynie o katolickie symbole czy obecność diabła i diakona, lecz samą istotę wewnętrznej walki dobra ze złem. To właśnie w stanie opętania bohaterowie toczą bitwę między duszą a ciałem, między wiarą a zwątpieniem. Co ważne, granica oddzielająca anioła od demona, nie jest tu wcale oczywista, zwłaszcza na pierwszy rzut oka. W pewnym momencie protagonista traci orientację – nie wie już, co się dzieje ani komu może zaufać. To zagubienie staje się metaforą ludzkiej bezsilności wobec sił, które wymykają się rozumowi, a może nawet samej wierze.
Warto przyjrzeć się również intrygującemu wątkowi Japończyka – tajemniczej postaci, która staje się głównym podejrzanym w sprawie opętań prowadzących do brutalnych zbrodni. Siwy mężczyzna mieszka samotnie w głębi lasu, z dala od ludzi. Żaden z mieszkańców miasteczka tak naprawdę nie zna go osobiście, choć jego obecność wzbudza wśród nich lęk i niepokój. Narastają wokół niego plotki i szeptane opowieści – niektórzy twierdzą nawet, że skrywa wewnątrz siebie oblicze diabła. W oczach mieszkańców staje się on ucieleśnieniem czystego zła – drapieżnego, krwiożerczego, z maniakalnym błyskiem w oczach.
Początkowo główny bohater podchodzi do tych opowieści z pewnym dystansem. Nie wierzy w nadnaturalne moce ani demoniczne powiązania. Z czasem jednak sam zaczyna wątpić we własne przekonania – Japończyk staje się dla niego coraz bardziej niepokojący. Pytanie tylko, czy to na skutek rzeczywistych dowodów, czy może rosnącej paranoi? Czy mieszkańcy kierują się obiektywnymi przesłankami, a może bardziej uprzedzeniami wobec nieznajomego? Obca kultura, język i obyczaje budzą w nich lęk i nieufność – Japończyk nie jest jednym z nich. Ten niepokój ma też głębsze korzenie. W zbiorowej pamięci Koreańczyków wciąż tli się cień okupacji, pozostawiający historyczną bliznę, która nie pozwala o sobie zapomnieć.
Hong-jin Na umiejętnie manipuluje naszym spojrzeniem, niemal zmuszając widza do patrzenia na świat oczami mieszkańców – z ich fobiami, wątpliwościami oraz uprzedzeniami. Już pierwsza scena buduje aurę podejrzenia. Japończyk łowi ryby z kamiennym wyrazem twarzy, mamrocząc coś pod nosem – nuci, a może rzuca jakąś klątwę? Gdy nadziewa robaka na haczyk, gest ten zdaje się mieć symboliczne znaczenie – jakby wciągał bohaterów w swoją diabelską intrygę. Lament to kino ciężkostrawne, duszne i niejednoznaczne – pełne symboli, które nie dają prostych odpowiedzi i właśnie dzięki temu tak długo wiją się w pamięci.
Fot. Materiały prasoweLament i zaniedbujące rodzicielstwo
Istotnym aspektem filmu jest również wątek ojcostwa. Protagonista jawi się jako niezaangażowany, nieporadny rodzic, dla którego córka nie stanowi priorytetu. Nie poświęca jej uwagi ani czasu, a największe emocje okazuje dopiero w momencie, gdy dziewczynka przyłapuje go na uprawianiu seksu w samochodzie – wtedy reaguje furią, jakby jego wstyd znalazł ujście w gniewie. Na co dzień unika on bliskości, spławia dziecko, nie wykazuje zainteresowania jej światem. Dopiero gdy córkę dotyka tajemnicze opętanie, ojciec zaczyna rozumieć skalę własnego zaniedbania. Mężczyzna nie poznaje już swojej córeczki – pogodna dziewczynka staje się kimś obcym, pełnym nienawiści i agresji. W tym sensie Lament można interpretować również jako metaforę konsekwencji emocjonalnego braku zaangażowania rodziców. Gdy zabraknie więzi, troski i uważności, w chwili kryzysu rodzice stają się bezradni, zagubieni, niezdolni do ochrony dziecka, którego tak naprawdę nigdy nie poznali.
Lament to wybitne dzieło współczesnego kina grozy. Nie ma ani grama przesady w stwierdzeniu, że stanowi on jedną z najbardziej wykwintnych horrorowych uczt XXI wieku. Film ma wszystko, czego można oczekiwać od arcydzieła gatunku – gęstą, duszną atmosferę, mistrzowsko zbudowany klimat i emocjonalny rollercoaster strachu oraz body horroru. A jednak jego siła nie kończy się na aspekcie formalnym. W gąszczu paranoi i nadnaturalnych obrazów Lament podejmuje również tematy ksenofobii, rodzicielstwa i religii, tworząc zdumiewająco spójną, wielowymiarową opowieść. To film, który nie tylko przeraża, ale też zmusza do refleksji. Jeśli cenicie kino grozy z głębią – koniecznie dajcie szansę tej perełce. Rozczarowanie jest tu po prostu niemożliwe.