Przeczytaj w weekend
Andrzej Groch

Andrzej Groch

Stranger Things - potwory i syntezatory. Dlaczego tak kochamy retro?

Stranger Things - potwory i syntezatory. Dlaczego tak kochamy retro? Stranger Things - potwory i syntezatory. Dlaczego tak kochamy retro?

Stranger Things wygląda pięknie, ale być może jeszcze lepiej brzmi. Muzyka w serialu to doskonały dowód na to, że wraca moda na styl retro - wszyscy zaczynamy go kochać na nowo.

Stranger Things powróciło z fajerwerkami w tle, godnymi amerykańskiego święta 4 lipca, wokół którego oscyluje akcja 3. sezonu. Platforma Netflix ogłosiła parę dni temu, że ponad 40 milionów użytkowników obejrzało lub zaczęło oglądać serial w ciągu pierwszych czterech dni od premiery nowej odsłony serii; ten rekord pokazuje skalę potęgi i kultowy już status Stranger Things we współczesnej popkulturze, pomimo tego jak młodą jest marką. Projekt braci Duffer czerpie garściami z filmów i książek przygodowych, horrorów i science fiction z lat 80., których jest zdecydowanie za dużo, by je wymieniać, i o których powstała już wystarczająca liczba artykułów. Stranger Things obecnie jest najbardziej znanym reprezentantem takiego popkulturowego recyklingu, ale nie jedynym. Nie trzeba być specjalnie uważnym, by dostrzec coraz silniej otaczającą nas modę na retro, nie tylko w kinie, ale też w branży odzieżowej i na rynku muzycznym i rozrywkowym. Sklepy sieciowe sprzedające ubrania sygnowane logiem Stranger Things są na porządku dziennym, a do tego dochodzi cała wszechobecna moda, wzorująca się na latach 80. i wczesnych 90. W branży muzycznej zaś słychać od lat sukcesywne przebijanie się do głównego nurtu niszowego gatunku znanego jako Synthwave lub Retrowave, który towarzyszy przygodom dzielnych dzieciaków z Hawkins.

Synthwave to muzyka oparta na syntezatorach, brzmiących jakby pochodziła prosto z horroru z lat 80., Blade Runnera lub Ucieczki z Nowego Jorku. To idealny soundtrack do nocnej jazdy po mieście białym Lotusem Esprit lub czerwonym Ferrari Testarossa, dajmy na to po upalnym i słonecznym Miami. To skórzane kurtki z kolorowymi napisami na plecach, słoneczne okulary, czerwony t-shirt i trampki. To piksele i czarno-fioletowo-niebieska kolorystyka starych gier komputerowych. To charakterystyczne analogowe (lub imitujące analog) brzmienie, to cała estetyka i otoczka, łącząca styl retrofuturystyczny i neo-noir ze słoneczną Kalifornią i cyberpunkiem. To fuzja syntetycznych brzmień retro z gatunkiem New Wave, którego jednymi z najbardziej znanych przedstawicieli są Depeche Mode i The Cure. Artyści należący do nurtu Synthwave jako inspiracje często wymieniają legendy muzyki elektronicznej, takie jak Vangelis, Tangerine Dream, Jean-Michelle Jarre, Brad Fiedel, Giorgio Moroder, John Carpenter, Jan Hammer czy Goblin. Początków tego ruchu należy szukać około roku 2000 na portalu społecznościowym Myspace, gdzie zaczynało wielu podziemnych muzyków, zaś jego prawdziwych korzeni we francuskiej scenie elektronicznej. Jednymi z prekursorów Synthwave są pochodzący z Francji Vincent Belorgey, bardziej znany pod pseudonimem scenicznym Kavinsky i David Grellier, występujący jako College. Nie byli oni rzecz jasna jedyni, nie wymyślili też wcale koła, po prostu jako pierwsi rozpoczęli ten konkretny styl i być może byliby do dziś w podziemiu, gdyby nie splot kilku wydarzeń.


Najważniejszym punktem zwrotnym dla gatunku stał się rok 2011 i premiera filmu Drive w reżyserii Nicolasa Windinga Refna. Ta w zasadzie prosta historia miłości i zemsty obudowana była mroczną, neonową estetyką z gęstą ścieżką dźwiękową, dzięki której do masowej świadomości widzów i słuchaczy przebili się Kavinsky, College i kanadyjski duet Electric Youth. To za sprawą Drive takie utwory jak „Nightcall” i „Real Hero” były słyszalne w radiach i na imprezach, a ich popularność stała się trampoliną dla całego zastępu niszowych muzyków, którzy zaczęli coraz mocniej przebijać się do mainstreamu. Jedni, jak Timecop1983, The Midnight czy Gunship, tworzyli muzykę brzmiącą mocno nostalgicznie, magicznie i relaksująco. Inni, jak Carpenter Brut, Perturbator czy Dance With The Dead stawiali na cięższe brzmienia, przypominające ścieżki dźwiękowe do fikcyjnych filmów science fiction i horrorów. Byli też tacy, którzy specjalizowali się w brzmieniach lekkich, kojarzonych ze słońcem i plażą, np. Miami Nights 1984 i Highway Superstar. Dla nich wszystkich i dla gatunku Synthwave Drive był przełomem, a wizerunek Ryana Goslinga w srebrnej kurtce stał się metaforą i wzorem, archetypem bohatera wykorzystywanym na grafikach towarzyszących muzyce i w teledyskach, dołączając do grona ikon takich jak Marion Cobretti, Mad Max czy Rick Deckard. Drive był też silną inspiracją dla twórców niezależnej gry Hotline Miami, arcytrudnej strzelanki w stylu lat 90., która obudowana była niesamowitym soundtrackiem, pełnym twórców reprezentujących nurt Synthwave – Perturbator, Carpenter Brut, Mitch Murder i Mega Drive to tylko niektórzy z nich. Gra zyskała ogromną popularność i była znakomitą platformą dla stylu retro i muzyki Synthwave.


W roku 2014 reżyser David Robert Mitchell nakręcił bardzo klimatyczny horror Coś za mną chodzi z fantastycznym soundtrackiem Disasterpeace, ewidentnie czerpiącym inspiracje z klasycznych horrorów Johna Carpentera, takich jak Halloween czy Christine. W połączeniu ze stylizowanymi na retro plakatami, ten dość podobny w koncepcji do obrazu The Ring horror zyskał nowy wymiar i styl. W tym samym roku Adam Wingard wykorzystał w swoim thrillerze Gość utwory zespołów związanych ze sceną elektroniczną i Synthwave, takich jak S U R V I V E, Gatekeeper i Perturbator. W roku 2015 powstała kolejna cegiełka coraz wyższej budowli z neonem Synthwave, zwariowana komedia akcji Turbo Kid, czerpiąca garściami z kina lat 80. i inspirowana mocno Mad Maxem, której ścieżkę dźwiękową skomponował kanadyjski duet Le Matos. Ich muzyka podkreśliła doskonale retro styl filmu i jego zakorzenienie w kinie klasy B. W tym samym roku inny film klasy B jeszcze mocniej wypalił brzmienie Synthwave w świadomości masowej - niezależny projekt crowdfundingowy znany jako Kung Fury, krótkometrażowy film karate w stylistyce retro, inspirowany kinem klasy B. Jego reżyser David Sandberg (nie mylić z tym od Shazama!) do skomponowania ścieżki dźwiękowej zaprosił artystów Synthwave, takich jak Mitch Murder i Lost Years, a do zaśpiewania tytułowego utworu promującego film samego Davida Hasselhoffa, dzięki którego popularności piosenka dotarła do milionów uszu na całym świecie.

Strony:
  • 1 (current)
  • 2

Źródło: Zdjęcie główne: Netflix/artstation.com

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV