Nomen Omen #01: Całkowite zaćmienie serca (2019)

Nomen Omen #01: Całkowite zaćmienie serca

W ciemnych zakamarkach, gdzieś za nigdy nieodsuwanymi zasłonami istnieje świat potężnych, starożytnych stworzeń. Świat pozostający ze znaną nam rzeczywistością w idealnej, ale chwiejnej równowadze. Co stanie się, gdy równowaga zostanie zakłócona? W zasypanym śniegiem Nowym Yorku zaczyna się właśnie niezwykła przygoda Becky.

Najnowsza recenzja redakcji

Kiedy masz 21 lat w Nowym Jorku i pewne zacięcie artystyczne, wydaje się, że wystarczy dużo samozaparcia, by życie zaczęło na ciebie patrzeć przychylnym wzrokiem. Chyba że jesteś Rebeccą w serii komiksowej Nomen Omen i świętowanie urodzin zamienia się w koszmar z każdą kolejną godziną. Jest pewna prawda w stwierdzeniu, że dziewczyny powinny chodzić do łazienki parami, bo Hermiona poszła sama i skończyło się cokolwiek nieprzyjemnie. Rebecca w łazience traci serce. Dosłownie. Demoniczna postać sięga w głąb jej klatki piersiowej i wyrywa tętniący życiem organ.

Ale Rebecca wciąż żyje. Bez serca, za to z nagle dziwnie wyczulonym wzrokiem. Widząc rzeczy niepokojące, a co gorsza – widoczne wyłącznie dla niej. Ale bez serca długo nie pożyje, chociaż i tak wykazała się niesamowitą siłą woli, skoro nie umarła. Przypadkiem zdobywa sojusznika w postaci tajemniczego, ale na pewno niezwyczajnego Fera. Z jego pomocą poznaje świat niezwykłych istot i wędruje od wskazówki do wskazówki, by znaleźć utracony narząd. Jak zwykle w takich przypadkach bywa, jej prywatna misja nie jest w smak niektórym siłom, dlatego konflikt nieustająco dąży do eskalacji. Rebecca zaczyna rozumieć, że być może ma w sobie coś więcej niż tylko talent plastyczny, chociaż nie rozumie, skąd mogłaby mieć jakąkolwiek moc pozwalającej jej żyć i walczyć o swoje. Czytelnik dostaje wskazówkę w prologu, dla bohaterki jest to jednak proces poznawania prawdy, nieuregulowany, chaotyczny. Jej rodzina nosi w sobie jakąś tajemnicę, jakby sam fakt, że ma dwie matki i żadnego ojca nie wystarczył do wyróżnienia się wśród rówieśników. Nie da się jednak ukryć, że wiele wątków jest w tym tomie zasygnalizowanych i ich rozwinięcie nastąpi później, jak w praktycznie każdym pierwszym tomie. Na szczęście nawet sceny ekspozycji są przygotowane tak, by dobrze wpisywały się w fabułę.

Na szczególną uwagę zasługuje w tym komiksie rysunek. Główna bohaterka cierpi na achromatopsję – nie widzi kolorów. Dlatego większość kadrów jest czarno-biała, oprócz snów i pojedynczych akcentów koniecznych do zaakcentowania. Kiedy te kolory już się pojawiają, są głębokie, soczyste i nadają głębsze znaczenie scenom. Sceny akcji są dynamiczne, sceny dialogów urozmaicane wizualnie, wszystko wyraziste i estetyczne, nawet gdy mówimy o krwistym, bijącym sercu.

Pierwszy tom Nomen Omen to udane rozpoczęcie serii, w której urban fantasy zdaje się mieszać z mniej popularnymi mitologiami. Zarówno fabularnie, jak i wizualnie, komiks dostarcza satysfakcjonujących wrażeń i zostawia uczucie niedosytu. Z pewnością warto przyjrzeć się tak przyjemnie rozpoczętej serii.

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV