Palcojad. Tom 1 (2018)

Palcojad. Tom 1

„Czy wiecie, że w Buckaroo w stanie Oregon urodziło się więcej seryjnych morderców niż w jakimkolwiek innym mieście na świecie?”. Od 1969 r. urodziło się tam szesnastu seryjnych morderców, nazwanych przez media Rzeźnikami z Buckaroo. Najsłynniejszym z nich był Edward Warren „Palcojad”, któremu udowodniono zabójstwo 64 osób. Ogarnięty obsesją agent NSA chce odkryć, dlaczego akurat to małe miasto wydało na świat tylu okrutnych i nikczemnych ludzi. Po długim i pełnym kontrowersji procesie Edward Warren zostaje... uniewinniony i wraca do rodzinnego domu, a tropiący tajemnice ""Rzeźników"" agent... znika. Lokalna policjantka wszczyna poszukiwania, do których włącza się inny agent NSA, zawieszony w prawach w związku z nadużyciem siły. W mrocznej, dusznej atmosferze, przypominającej Miasteczko Twin Peaks, odkrywają kolejne intrygi i tajemnice.

Najnowsza recenzja redakcji

Zanim przejdziemy do tytułu, zacznijmy od wydawnictwa. Dostajemy ostatnio coraz więcej popularnych tytułów z Image Comics, co nie mogło ujść uwadze naszego potentata komiksowego, skupionego ostatnio na wydawaniu komiksów z Marvela i DC. Chyba tylko Egmont było stać na wykupienie licencji na Invincible, vol. 1 Robert Kirkman, a przy okazji dostaliśmy jeszcze Palcojad. Tom 1, który jak wynika z entuzjastycznych opinii na tylnej okładce, jest w USA również wydawniczym hitem.

Zapewne nie może być inaczej choćby za sprawą poruszanej tematyki. Komiks korzysta hojnie z mocno eksploatowanego motywu popkultury, jakim są opowieści o seryjnych mordercach. I o tyle różni się od dzieł o tej tematyce, że hołduje estetyce nadmiaru, która pewnie dla niektórych odbiorców jest odpowiednikiem braku umiaru. Palcojad to bowiem opowieść o amerykańskim miasteczku Buckaroo, słynącym z tego, że przyszło w nim na świat aż szesnastu seryjnych zabójców, wśród których tytułowy Palcojad, czyli Edward Warren jest tym najsłynniejszym i co za tym idzie, najbardziej rozpoznawalnym. I przy okazji żyjącym na wolności, po uniewinnieniu na procesie w sprawie jego zabójstw.

Po tytule i po powyższym opisie wydawałoby się, że fabuła będzie się kręcić wobec tejże postaci, a wcale tak nie jest. W Palcojadzie nie ma wyróżnionego głównego bohatera, na razie najważniejszym wydaje się pewien zawieszony w czynnościach służbowych, porywczy agent NSA, który przyjeżdża do Buckaroo, prowadząc prywatne śledztwo w sprawie innego zaginionego agenta. Śledztwo prowadzi z lokalną funkcjonariuszką policji (która notabene jest byłą dziewczyna Palcojada), a wokół tej dwójki, z zeszytu na zeszyt kręci się coraz większa galeria specyficznych postaci. A także robi się i coraz groźniej, ponieważ giną kolejni ludzie i zarazem coraz dziwniej, bo taka jest już specyfika przedstawianej fabuły.

Dlaczego dziwniej? Tu jest właśnie w przypadku Palcojada najciekawsze. Jest dziwnie, ponieważ twórcy prowadzą fabułę w tonie pół żartem, pół serio. Widać to rzecz jasna w rysunkach, które niejednokrotnie potęgują groteskowość niektórych sytuacji. W zasadzie klimatyczna okładka jest trochę myląca, zapowiadając opowieść bardziej poważną i w tonie, i w formie, te pierwsze wrażenie jednak zwyczajnie wprowadza w błąd. I pewnie dlatego niektórzy czytelnicy, rozpoczynając lekturę, mogą być skonfundowani bądź zrażeni ewidentnym śmieszkowaniem twórców.

Najlepiej nastawić się zatem na coś w rodzaju pastiszu. Nie jest to bowiem poziom czystego absurdu bądź groteski, a po prostu popkulturowa zabawa wyeksploatowanym motywem. Bo co tak naprawdę można wyciągnąć nowego z tej tematyki, żeby niczego nie powielać? Po prostu się nie da, dlatego też twórcy postanowili najwyraźniej pójść na całość i wyszła im z tego popkulturowa jazda po bandzie. Jeden seryjny morderca? A dlaczego nie szesnastu i to z jednego miasta? Po takim postawieniu sprawy w zasadzie wszystko w fabule staje się możliwe i tylko od nas zależy, czy przyjmiemy ją z dobrodziejstwem inwentarza, czy raczej obejdziemy się smakiem.

To, co na pewno chwyta i czytelniczo nie chce puścić, to typowo serialowa formuła, z mnożeniem wątków i soczystymi cliffhangerami pod koniec zeszytów. Twórcy potrafią też zaskoczyć rozwojem poszczególnych postaci, na czele z tą tytułową, której obraz jakoś nie chce nam się złożyć w całość, szczególnie kiedy bardziej niż z seryjnym zabójcą, kojarzy nam się z aroganckim dupkiem. Ano tak, zbieranina zabójców z Palcojada przypomina momentami galerię dziwaków z serii Chew, Volume 1: Taster's Choice (collects Chew #1–5), którzy bardziej niż straszyć, służą temu, by nas rozśmieszyć. Mimo tego estetycznego rozdźwięku, Palcojad sprawdza się przede wszystkim jako sprawnie poprowadzona historia, która zwyczajnie cieszy fabułą i dostarcza sporo czytelniczej frajdy. Nie wszystkim spodoba się podejście autorów do tematu, ale na pewno znajdą się tacy, którym mało poważne boksowanie się z popkulturowym wizerunkiem seryjnego mordercy przypadnie do gustu.

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV