Uncanny X-Force: Ostateczna Egzekucja (2019)

Uncanny X-Men, Vol. 4

Uncanny X-Force: Ostateczna Egzekucja

Koniec X-Force! Koniec X-Force! Drużyna mutantów składająca się z Wolverine’a, Fantomexa, Psylocke, Deadpoola i Nightcrawlera (ta postać pochodzi z alternatywnej rzeczywistości) sporo ostatnio przeszła. Jednak najgorsze dopiero przed nimi. Nowopowstałe Bractwo Złych Mutantów szykuje się do ataku. Wszystkie ofiary wyjątkowo dotkliwie odczują zadane ciosy – zadbała o to tajemnicza osoba, która opracowała plany zamachu. Osoba, która zna wszystkie słabości członków X-Force. Ich pierwszym zadaniem jest porwanie Genesisa, chłopaka będącego klonem Apocalypse’a, i przekonanie go do przejścia na stronę zła.

Najnowsza recenzja redakcji

Na polskim rynku ukazał się już komiks Uncanny X-Force: Ostateczna Egzekucja, finałowy tom bardzo dobrze przyjętej serii, która rodzimym czytelnikom pozwoliła poznać historię Wolverine'a, Fantomexa, Psylocke, Deadpoola i pochodzącego z alternatywnej rzeczywistości Nightcrawlera, działających razem w ramach osobliwej, tytułowej drużyny bohaterów. Na przestrzeni czterech odsłon tej opowieści zdążyliśmy protagonistów nie tylko polubić, ale i dać się ponieść ich trykociarskim wygibasom - ten zlepek indywidualistów, dziwaków z krwi i kości, doskonale sprawdzał się przecież jako grupa. W pewnym momencie przygód zaczęliśmy nawet spoglądać na nich jak na tragicznie doświadczoną ostatnimi wydarzeniami, ale wciąż rodzinę, której poszczególni członkowie niezwykle mocno zżyli się ze sobą. Ta opowieść musiała jednak dobiec końca; wszystko przez start linii wydawniczej Marvel NOW!, która na dobre przetasowała komiksowy świat mutantów. Wielka szkoda, że niektóre z wątków zostały domknięte, pomimo tego, iż wciąż tkwił w nich ogromny potencjał fabularny. Nie zmienia to faktu, że Ostateczna Egzekucja to udane podsumowanie tej historii, zwłaszcza biorąc pod uwagę jego słodko-gorzki wydźwięk. 

Bodajże najważniejszym spoiwem całej serii jest wątek młodego Evana, chłopca, którzy w przyszłości miał nieść zagładę jako wcielenie złowrogiego Apocylypse'a. W finałowym tomie swoje macki chce położyć na nim Bractwo Złych Mutantów, które za pomocą fizycznych i psychicznych tortur dąży do wybudzenia w ofierze mrocznej strony natury. Wrażliwsi czytelnicy w trakcie tych sekwencji mogą poczuć pewien dyskomfort, gdyż zabiegi Sabretoothe'a i spółki bywają naprawdę przerażające. Członkowie X-Force ruszą Evanowi na odsiecz, przy czym ich nadchodzące starcie z grupą antagonistów będzie także wybrzmiewać w batalii o nieprzetrącenie chłopcu moralnego kręgosłupa. Każdy z protagonistów zostanie poddany najcięższej próbie; niektórzy z nich ruszą nawet do alternatywnej przyszłości, którą determinuje utopijna wizja. W tym tomie, nawet jeśli kilka wątków scenarzysta Rick Remender spina intrygującą klamrą, pytań pojawi się równie wiele jak odpowiedzi. Na całe szczęście autor ma oryginalny pomysł na to, jak przeprowadzić odbiorcę przez ten jedyny w swoim rodzaju labirynt fabularny. 

Największą zaletą tomu jest sposób, w jaki Remender decyduje się kończyć wątki głównych bohaterów. Z narracyjnego punktu widzenia rozbija on X-Force i doprowadza do konfrontacji niektórych jego członków z wymykającymi się czasowej strukturze widmami. I tak nad Betsy roztacza się posępna wizja przyszłości, natomiast Rosomakowi przyjdzie zmierzyć się z własnym synem, Dakenem. W mojej ocenie krwawy, ale i przejmująco realistyczny pojedynek tych postaci jest prawdziwą perłą w koronie całej serii. Jasne, to nadal starcie zanurzone w superbohaterskiej konwencji, ale pełno tu tak fizycznego, jak i emocjonalnego bólu. Wciąż zaskakuje umiejętna ekspozycja Deadpooola, o którym - zdawałoby się - powiedziano już wszystko na każdy możliwy sposób. Czytelnik będzie także zaskoczony niektórymi pomysłami Remendera, by przywołać tu tylko domknięcie wątku przybywającego przecież z alternatywnej rzeczywistości Nightcrawlera. W tego typu zabiegach najlepiej widać, że scenarzysta od początku miał kompleksową wizję historii i starannie ją realizował. Nie zmienia to faktu, że przynajmniej część z elementów opowieści po prostu się urywa - ta fabularna nerwowość nie jest jednak na tyle duża, by przetrącić wydźwięk tej odsłony serii. 

W skład finałowego tomu wchodzi aż 11 zeszytów, nad którymi pieczę sprawowało 5 rysowników - wśród nich dobrze Wam już znani Phil Noto czy Jerome Opena. Siłą rzeczy warstwa graficzna jest więc zbiorem różnorodnych stylów, które nie zawsze będą do siebie przystawać. Odmienność wizualna nie razi jednak tak bardzo, jeśli na cały komiks spojrzymy jak na ilustracyjną mozaikę. Prosta kreska miesza się tu z kadrami przepełnionymi brutalnością czy dynamicznymi sekwencjami. Prawdopodobnie najlepiej koniec końców wypadają prace Noto - w tych widać po prostu najwięcej emocji; nie sądzę, by przypadkowy był fakt, że to właśnie jemu powierzono stworzenie rysunków do finału opowieści. 

Seria Uncanny X-Force w tej formie znika już z rodzimego rynku, lecz paradoksalnie Ostateczna Egzekucja rozbudzi nasze apetyty w kwestii kolejnych komiksowych przygód z mutantami w roli głównej. Przypomnijmy, że polscy czytelnicy mogą równolegle zapoznać się z Astonishing X-Men, a przecież zapowiedziano już także premierę New X-Men, których autorem jest Grant Morrison. Każda z tych historii pokazuje nam, jak wielka moc drzemie w X-Menach i jak niesztampowo można ich wykorzystać. Na razie pozostaje nam jedynie zasalutować członkom X-Force, którzy przez ostatnie miesiące wciągali nas w swój zwariowany, ale i zarazem do bólu przejmujący świat. Żegnamy z całą pewnością najlepszą wersję tej grupy postaci, która z niejednego (anty)bohaterskiego pieca chleb jadła. Starzy wyjadacze, a jednak podbili nasze serca. 

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV