Champion 4: Walka o honor (2016)

Boyka: Undisputed IV

Champion 4: Walka o honor

Boyka nadal jest najbardziej kompletnym wojownikiem na świecie. Tym razem uczestniczy w walkach o wiele wyższej klasy. Kiedy na ringu dochodzi do przypadkowej śmierci, to wydarzenie zmusza bohatera do przewartościowania swojego życia.

Najnowsza recenzja redakcji

Film Champion 3: Odkupienie, najlepsza odsłona serii Champion zbudowała wielki potencjał na skierowanie jej na nowe, atrakcyjne tory. W końcu Boyka wyszedł z więzienia i świat stał otworem. I tutaj leży największe nieporozumienie filmu Champion 4: Walka o honor, który pomimo początkowej sugerowanej szansy, szybko kieruje fabułę do punktu wyjścia, czyli do więzienia. Biorąc pod uwagę, że cała fabuła kończy się tym, że Boyka marnuje szansę na nowe życie i znów staje się królem więzienia, jest to delikatnie mówiąc niesmaczne. To kompletnie psuje i kończy tę serię w sposób definitywny. Banalne i głupie zagranie, które w wielu momentach zostało po prostu wymuszone z braku pieniędzy lub pomysłu. .

Ta seria charakteryzowała się tym, że dostawaliśmy pretekstową fabułę, która w sensowny sposób ma usprawiedliwić kręcenie efekciarskich walk. To jest kino klasy B w pełnej chwale, dając ogrom frajdy i satysfakcji. Ktoś jednak tutaj miał ambicje i stworzył... historie o moralnym odkupieniu Boyki po czymś, po czym w żadnej mierze nie powinien mieć aż takich wyrzutów sumienia, jak tutaj sugerowano. Zwłaszcza w kontekście poprzednich części. Podczas legalnej walki przeciwnik trafia do szpitala i umiera. Sporty walki są niebezpieczne i zdarzają się różne wypadki, więc budowane teraz przemiany Yuriego w jeszcze bardziej religijnego człowieka szukającego odkupienia i wybaczenia po tym zdarzeniu niszczy ten film. I to z prostej przyczyny: twórcy ważny, dramatyczny wątek przedstawiają w sposób banalny, zły, nudny i pozbawiony emocji. Nie ma w tym nic zaskakującego, bo to nie są ludzie od kina dramatycznego z gamą umiejętności, by tego typu głębsze tematy podejmować. Zbyt bardzo to wszystko powierzchowne i oparte na skrajnościach. Twórcy polegli przy tym spektakularnie, psując odbiór całej czwartej odsłony serii. Fabuła powinna być pretekstem do scen akcji, a męczarnią, którą śledzi się z trudem. Nie to chcemy oglądać w tej serii.

Tym razem za kamerą nie stał Isaac Florentine, twórca poprzednich dwóch części, który nadał im charakteru i klimatu. Za kamerą stanął bułgarski reżyser znany z kiepskich produkcji tworzonych do telewizji. Różnica odbija się na jakości każdego elementu składającego się na cały film. Chodzi o opowiadanie historii, prowadzenia aktorów, doboru muzyki (tragiczny, niepasujący...), a nawet walki. Te same w sobie nie są złe, bo wszystko jest utrzymane w stylu tej serii. Pełne oparcie na umiejętnościach walczących oraz tworzenia widowiska poprzez efektowne i akrobatyczne zadawanie ciosów. Za choreografię odpowiada Tim Man, czyli ten sam człowiek, który zrobił to kapitalnie w filmie Ninja: Cień łzy. Ma on dobre pomysły, wykorzystuje umiejętności fighterów prawidłowo, ale... jednocześnie czuć, że to nie jest ten sam poziom. Nie chodzi o Scotta Adkinsa, który zawsze daje z siebie 1000%, zachwycając przygotowaniem. Chodzi o to, że w odróżnieniu od poprzedniej części nie ma on żadnego wyrazistego przeciwnika. W obsadzie są osoby z umiejętnościami, ale są to osoby na tyle niedoświadczone ekranowo, że tworzą postacie nijakie i puste. W poprzedniej części mieliśmy jednych z najlepszych fighterów gatunku, którzy byli charyzmatyczni, wyraziści i w walce prezentowali efektowne i unikalne style. Na czele z Marco Zarorem aka chilijskim smokiem, który grał głównego przeciwnika. A tu? Poza pustymi wojownikami bez żadnego charyzmy i ciekawego stylu, mamy odgrzanie schematu ogromnego mięśniaka. A efekt tego taki, że finałowa walka jest nudna, schematyczna i mało efektowna.

Champion 4: Walka o honor bardzo klarownie pokazuje problem kina klasy B. Twórcy mają serce, chcą zrobić coś rozrywkowego, ale nie mają na to pieniędzy. Tu pojawiają się ustępstwa, braki (np. w zebraniu lepszych fighterów) i skróty. Takim sposobem najnowsza odsłona nie oferuje ani satysfakcji, ani też nie daje rozrywki godnej uwagi. Tak, jak polecam poprzednie dwie części i sam mogę wracać do niepowtarzalnych walk, tak ta nie jest warta nawet jednego seansu.

 

 

Co o tym sądzisz?

Z dniem 15.05.2019 dokonamy migracji systemu komentarzy. Nowy system komentarzy pozwoli nam m.in. rozwinąć funkcje, których nie możemy uzyskać w Disqus, zwiększy bezpieczeństwo strony i przyspieszy czas jej ładowania. W związku z tym wymagana jest Państwa zgoda na przeniesienie Państwa komentarzy do nowego systemu i powiązania go z Państwa kontem w serwisie naEKRANIE.pl. Prosimy o zalogowanie się na wszystkie konta disqus, z których Państwo korzystacie i powiązanie ich z naszym serwisem. W przypadku braku udzielenia tejże zgody, Państwa komentarze w dniu uruchomienia nowego systemu komentarzy przejdą proces zmiany na anonimowe. Proszę kliknąć tutaj, aby wyrazić zgodę i powiązać to konto.

Jeżeli posiadasz oddzielne konto w serwisie disqus kliknij tutaj, aby je powiązać

UWAGA: Ten komunikat będzie się pojawiał aż do momentu uruchomienia systemu nowych komentarzy niezależnie od tego czy wykonasz powyższe instrukcje czy nie.

Zobacz w kinach

Brak emisji w mieście
 

Advertisement

naEKRANIE Poleca

Dzisiaj urodziny obchodzą

Gina Torres

Gina Torres

ur. 1969, kończy 50 lat

Al Pacino

Al Pacino

ur. 1940, kończy 79 lat

Anna Radwan-Gancarczyk

Anna Radwan-Gancarczyk

ur. 1966, kończy 53 lat

Jeffrey DeMunn

Jeffrey DeMunn

ur. 1947, kończy 72 lat

Andrea Osvárt

Andrea Osvárt

ur. 1979, kończy 40 lat

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV