Repertuar kin Nowość Program TV

Champion 4: Walka o honor (2016)

Boyka: Undisputed IV

Śr. ocena 7.0

Znasz ten film? Oceń!

0,0

Najnowsza recenzja redakcji

Seria Undisputed (Champion) to jedne z najlepszych amerykańskich filmów akcji opartych na sztukach walki w ostatnich lata. W końcu dzięki nim Scott Adkins jako Yuri Boyka stał się popularny i rozpoznawalny na całym świecie. Niestety, ale Boyka: Undisputed IV to najgorsza odsłona i wielkie rozczarowanie.

Film Champion 3: Odkupienie, najlepsza odsłona serii Champion zbudowała wielki potencjał na skierowanie jej na nowe, atrakcyjne tory. W końcu Boyka wyszedł z więzienia i świat stał otworem. I tutaj leży największe nieporozumienie filmu Champion 4: Walka o honor, który pomimo początkowej sugerowanej szansy, szybko kieruje fabułę do punktu wyjścia, czyli do więzienia. Biorąc pod uwagę, że cała fabuła kończy się tym, że Boyka marnuje szansę na nowe życie i znów staje się królem więzienia, jest to delikatnie mówiąc niesmaczne. To kompletnie psuje i kończy tę serię w sposób definitywny. Banalne i głupie zagranie, które w wielu momentach zostało po prostu wymuszone z braku pieniędzy lub pomysłu. .

Ta seria charakteryzowała się tym, że dostawaliśmy pretekstową fabułę, która w sensowny sposób ma usprawiedliwić kręcenie efekciarskich walk. To jest kino klasy B w pełnej chwale, dając ogrom frajdy i satysfakcji. Ktoś jednak tutaj miał ambicje i stworzył… historie o moralnym odkupieniu Boyki po czymś, po czym w żadnej mierze nie powinien mieć aż takich wyrzutów sumienia, jak tutaj sugerowano. Zwłaszcza w kontekście poprzednich części. Podczas legalnej walki przeciwnik trafia do szpitala i umiera. Sporty walki są niebezpieczne i zdarzają się różne wypadki, więc budowane teraz przemiany Yuriego w jeszcze bardziej religijnego człowieka szukającego odkupienia i wybaczenia po tym zdarzeniu niszczy ten film. I to z prostej przyczyny: twórcy ważny, dramatyczny wątek przedstawiają w sposób banalny, zły, nudny i pozbawiony emocji. Nie ma w tym nic zaskakującego, bo to nie są ludzie od kina dramatycznego z gamą umiejętności, by tego typu głębsze tematy podejmować. Zbyt bardzo to wszystko powierzchowne i oparte na skrajnościach. Twórcy polegli przy tym spektakularnie, psując odbiór całej czwartej odsłony serii. Fabuła powinna być pretekstem do scen akcji, a męczarnią, którą śledzi się z trudem. Nie to chcemy oglądać w tej serii.

Tym razem za kamerą nie stał Isaac Florentine, twórca poprzednich dwóch części, który nadał im charakteru i klimatu. Za kamerą stanął bułgarski reżyser znany z kiepskich produkcji tworzonych do telewizji. Różnica odbija się na jakości każdego elementu składającego się na cały film. Chodzi o opowiadanie historii, prowadzenia aktorów, doboru muzyki (tragiczny, niepasujący…), a nawet walki. Te same w sobie nie są złe, bo wszystko jest utrzymane w stylu tej serii. Pełne oparcie na umiejętnościach walczących oraz tworzenia widowiska poprzez efektowne i akrobatyczne zadawanie ciosów. Za choreografię odpowiada Tim Man, czyli ten sam człowiek, który zrobił to kapitalnie w filmie Ninja: Cień łzy. Ma on dobre pomysły, wykorzystuje umiejętności fighterów prawidłowo, ale… jednocześnie czuć, że to nie jest ten sam poziom. Nie chodzi o Scotta Adkinsa, który zawsze daje z siebie 1000%, zachwycając przygotowaniem. Chodzi o to, że w odróżnieniu od poprzedniej części nie ma on żadnego wyrazistego przeciwnika. W obsadzie są osoby z umiejętnościami, ale są to osoby na tyle niedoświadczone ekranowo, że tworzą postacie nijakie i puste. W poprzedniej części mieliśmy jednych z najlepszych fighterów gatunku, którzy byli charyzmatyczni, wyraziści i w walce prezentowali efektowne i unikalne style. Na czele z Marco Zarorem aka chilijskim smokiem, który grał głównego przeciwnika. A tu? Poza pustymi wojownikami bez żadnego charyzmy i ciekawego stylu, mamy odgrzanie schematu ogromnego mięśniaka. A efekt tego taki, że finałowa walka jest nudna, schematyczna i mało efektowna.

Znasz ten film?

Oceń, jak Ci się podobał:

0,0

Champion 4: Walka o honor bardzo klarownie pokazuje problem kina klasy B. Twórcy mają serce, chcą zrobić coś rozrywkowego, ale nie mają na to pieniędzy. Tu pojawiają się ustępstwa, braki (np. w zebraniu lepszych fighterów) i skróty. Takim sposobem najnowsza odsłona nie oferuje ani satysfakcji, ani też nie daje rozrywki godnej uwagi. Tak, jak polecam poprzednie dwie części i sam mogę wracać do niepowtarzalnych walk, tak ta nie jest warta nawet jednego seansu.

Pokaż całą recenzję

Obsada

 

 

Powiązane Artykuły

Adam Siennica
1-

Co warto obejrzeć w majówkę? Oto nasze propozycje filmowe na długi weekend

Majówka to idealny moment na oglądanie filmów. Szczególnie, jeśli pogoda średnio dopisuje i spędzacie ten…

Adam Siennica
-

Najbardziej oczekiwane filmy akcji, przygodowe i thrillery 2016 roku

Czas przyjrzeć się, jakich przedstawicieli w 2016 roku mają filmy akcji, przygodowe i thrillery. Oto…

Co o tym sądzisz?

Z dniem 31.03.2019 dokonamy migracji systemu komentarzy. Nowy system komentarzy pozwoli nam m.in. rozwinąć funkcje, których nie możemy uzyskać w Disqus, zwiększy bezpieczeństwo strony i przyspieszy czas jej ładowania. W związku z tym wymagana jest Państwa zgoda na przeniesienie Państwa komentarzy do nowego systemu i powiązania go z Państwa kontem w serwisie naEKRANIE.pl. Prosimy o zalogowanie się na wszystkie konta disqus, z których Państwo korzystacie i powiązanie ich z naszym serwisem. W przypadku braku udzielenia tejże zgody, Państwa komentarze w dniu uruchomienia nowego systemu komentarzy przejdą proces zmiany na anonimowe. Proszę kliknąć tutaj, aby wyrazić zgodę i powiązać to konto.

Jeżeli posiadasz oddzielne konto w serwisie disqus kliknij tutaj, aby je powiązać

UWAGA: Ten komunikat będzie się pojawiał aż do momentu uruchomienia systemu nowych komentarzy niezależnie od tego czy wykonasz powyższe instrukcje czy nie.