Batman. Śmierć rodziny (2014)

Batman vol.2 Death of the Family

Batman. Śmierć rodziny

Joker zniknął z ulic Gotham, po tym jak szaleniec zdarł mu skórę z twarzy. Przez rok Batman i jego sprzymierzeńcy czekali, czujni i niespokojni, zastanawiając się, kiedy morderczy klaun powróci.

Przez rok w Gotham City było spokojnie. Aż do dziś. Bo Joker wrócił – zmieniony w kreaturę o wiele bardziej niebezpieczną i zdradziecką niż do tej pory. Tym razem jego celem nie jest jednak Mroczny Rycerz. Joker zaatakuje komisarza Gordona, Alfreda, Robina, Nightwinga, Batgirl, Red Hooda i Red Robina – jedyną rodzinę, jaka pozostała Bruce’owi Wayne’owi. Książę Zbrodni zagiął parol na każdego, kto jest bliski Batmanowi. Jego napaść będzie nieprzewidywalna, okrutna i nad wyraz szalona.

Czy Batman powstrzyma swego najniebezpieczniejszego przeciwnika? A może ujawnienie pewnej tajemnicy sprawi, że straci wszystko, co budował przez całe życie?

Najnowsza recenzja redakcji

Czy projekt Nowe DC, a więc dokonane niedawno zrestartowanie wszystkich 52 tytułów DC Comics, jest udany? W Polsce do tej pory mogliśmy przeczytać dziewięć albumów z tej serii, rozpisanych na cztery cykle: "Batman", "Batman – Detective Comics", "Superman" oraz "Liga Sprawiedliwości". Ten ostatni ma swoje momenty, ale de facto sprowadza się do efektownej łupanki, retelling historii Człowieka ze Stali wypada (tylko) nieźle, zaś na Mrocznego Rycerza wedle scenariusza i pióra Tony’ego S. Daniela najlepiej spuścić zasłonę milczenia. Niemalże jednogłośnie chwalony za swoją pracę jest chyba tylko Scott Snyder ("Amerykański wampir", Severed. Pożeracz marzeń), który do spółki z Gregiem Capullo tchnął nowe życie w popularnego Gacka.

Potwierdzeniem ich umiejętności jest Batman. Śmierć rodziny, który to album wyróżnia się nie tylko na tle Nowego DC, ale bez wstydu stanąć może obok takich historii o obrońcy Gotham, jak Batman: Długie Halloween Loeba i Sale’a czy "Powrót Mrocznego Rycerza" Franka Millera. Snyder dokonał czegoś niezwykłego, mianowicie napisał retelling historii Jokera i Batmana, tworząc przy tym zupełnie nową opowieść – w błyskotliwy sposób spełnił więc oczekiwania pracodawców, którzy restartem uniwersum DC chcieli przyciągnąć do komiksów nowych fanów, ale także sprostał wymaganiom doświadczonych czytelników, oferując im ciekawe spojrzenie na przerażającego klauna i to, jak widzi on swój związek z Batmanem.

Śmierć rodziny to opowieść o powrocie Jokera do Gotham. Nie było go przez rok – zniknął zaraz po tym, gdy znaleziona została jego twarz, a dokładnie skóra, którą zdarł z niej inny złoczyńca, Dollmaker. Niektórzy łudzili się, że odszedł na zawsze, pokonany, inni podejrzewali jednak, że wkrótce znowu rozpocznie realizację kolejnego diabolicznego planu. I mieli rację. Stęskniony Joker nie wymyśla jednak nowego bezeceństwa, a udaje się – zabierając ze sobą Batmana i sporą część Gotham – w nostalgiczną podróż poprzez swoje najsłynniejsze potyczki z Mrocznym Rycerzem. Wszystko po to, by uczcić więź, jaka łączy superbohatera i jego nemezis. Bo Joker według Snydera to człowiek ogarnięty obsesją na punkcie Batmana, wcielenie chaosu i zniszczenia, dla którego jego prześladowca wydaje się być jedynym stałym punktem we wszechświecie. W Śmierci rodziny wypada świetnie, bo jest równie inteligentny, co przerażający, przy czym to drugie wynika z pierwszego – ciągle jest o krok przed Batmanem i dwa przed policją, igra z wszystkimi i wydaje się niepowstrzymany. Snyder, znany ze świetnych horrorów, w albumie tym korzysta z bogatego doświadczenia budowania atmosfery grozy, rękoma klauna rzuca Mrocznego Rycerza na kolana, na granicę rozpaczy, przy okazji zaglądając pod maskę i ukazując skrytego za nią człowieka – świetne są sceny, w których Batman musi powtarzać sobie, że Joker to tylko człowiek, że można go pokonać. Robi to, ponieważ boi się swojego przeciwnika.

Szkoda tylko, że tak świetny scenariusz nie znalazł ukoronowania w jakimś przełomowym wydarzeniu, w czymś, co wstrząsnęłoby fanami i byłoby dyskutowane jeszcze długo po premierze, jak choćby śmierć Gwen Stacy. Widać, że prawa do tworzenia głównej serii o Batmanie i związane z tym ograniczenia powstrzymywały rękę Scotta Snydera.

Można także żałować, że główny rysownik serii, Greg Capullo, nie zrobił odrobiny więcej miejsca Jockowi, którego charakterystyczna kreska doskonale sprawdziła się w scenach z Jokerem – jej rozedrganie, niepokój pasują do charakteru tej postaci. Choć z drugiej strony i ten pierwszy radził sobie nad wyraz dobrze, zwłaszcza w dynamicznych sekwencjach, gdy rysował Batmana w akcji – pochwały należą się za bardzo dynamiczną pracę przy kadrowaniu, dzięki czemu niemalże każda strona ma unikalną kompozycję. Ganić Capullo można zaś za pracę nad bohaterami, gdy ci odwieszają peleryny na kołek – bez maski Bruce Wayne wygląda jak nastolatek, co zgrzyta przede wszystkim w momentach, gdy Robin zwraca się do niego "ojcze".

Połączenie pracy Snydera, Capullo oraz Jocka i z tymi małymi niedociągnięciami powinno jednak bardziej niż zadowolić fanów Gacka. Batman. Śmierć rodziny to jedna z najlepszych historii z udziałem Mrocznego Rycerza, jeden z ciekawszych komiksów superbohaterskich napisanych ostatnimi laty. Nowemu DC należy życzyć, aby poziom reprezentowany przez Scotta Snydera i spółkę stał się normą.

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV