Przeczytaj w weekend

Powstanie. Film narodowy (2017)

Powstanie. Film narodowy

Wielki naród zasługuje na wielkie kino o rzeczach ważnych. I takie kino otrzyma. Państwowe dotacje i crowdfundingowe zbiórki pompują strumienie złotówek. W luksusowych limuzynach i w błocie po kolana roją się na planie statyści, kaskaderzy, producenci oraz najlepsi dostępni fachowcy (również ci sprowadzeni z zagranicy), a wszystkie sznurki spoczywają w rękach jednego człowieka. W swoim najnowszym komiksie Jacek Świdziński odsłania kulisy pracy nad superprodukcją o historycznych wydarzeniach, ciągle mających wpływ na kształt współczesnej Polski. Pokazuje do jakich wyrzeczeń i poświęceń jest zdolna ekipa filmowa, by powstało dzieło, które przemówi do serc widzów na całym świecie i "zrobi z nas bohaterów, którymi jesteśmy".

Najnowsza recenzja redakcji

Zacznijmy zatem od tytułu, bo mocno i symbolicznie łączy się on z tym, na co porwał się autor - czyli dla jednych będzie oczywiste, że bezpardonowo skrytykował, dla innych, że przedstawił w krzywym zwierciadle. Cóż takiego? Za chwilę do tego dojdziemy.

Słowo "powstanie" (albo Powstanie) to jedno z tych słów kluczy, które z miejsca kojarzą się z naszą ojczyną i całym zestawem wartości znanych nam ogólnie jako polskość. W ostatnich latach o powstaniu (Powstaniu) słyszymy coraz częściej, o tej straceńczej walce z 1944 roku - im od niej dalej, tym żywsza staje się dla kolejnych pokoleń. Stąd też jednoznaczne skojarzenie. Powstanie? Film Narodowy? Znaczy rzecz będzie o bohaterskiej, warszawskiej gehennie. Będzie? A figa.

A zatem nowy komiks Jacek Świdziński nie opowiada o tworzeniu filmu o Powstaniu Warszawskim. Nie - autor wziął na tapetę tym razem nieco pozostawione z boku, trącące zamierzchłymi czasami Powstanie kościuszkowskie, którego symbolem stały się postawione na sztorc chłopskie kosy. Coś tam pewnie pamiętamy, Racławice na przykład, ale nie jest to pamięć tak żywa, jak w przypadku Powstania warszawskiego. Tymczasem twórca uparł się właśnie na kościuszkowskie - bo może odległe i można sobie bezkarnie pożartować, a może też dlatego, że jego symbolizm, zasięg i przebieg, w sam raz nadają się do wypunktowania naszych wad (niech będzie, że i zalet) narodowych. I wygląda na to, że najlepiej to zrobić, opowiadając historię tworzenia tytułowego filmu narodowego.

Misia pamiętamy, prawda? No to można uznać, że komiks Świdzińskiego to taki obrazkowy Miś ( z przywodzącą na myśl barejowskiego prezesa postacią producenta), tyle że na jeszcze bardziej abstrakcyjnym poziomie, z którym nieodparcie wiąże się słowo meta (nie ta, do której biegną zawodnicy, ani nie ta, którą pichcił Walter White). Meta-komiks o meta-filmie, czyli coś ekstra, coś wykraczające poza własne znaczenie (albo zbierające wszelkie nasuwające się skojarzenia do kupy). Coś ekstra, czyli niemalże ekstradycja.

W zasadzie komiks Świdzińskiego, z jego minimalistycznymi rysunkami (acz czasami obłędnie skomponowanymi), jest bardziej dziełem opierającym się na słowach niż na obrazie. Opalizującym na zestawieniu i zarazem skontrastowaniu słów, które uważamy za wielkie, bądź znaczące, z tymi, które kojarzą się z nowomową, ze współczesnym międzynarodowym bełkotem, z dziwacznymi zbitkami. Chłonąc te spreparowane z premedytacją słownictwo  dociera do nas, jak bardzo umniejszamy naprawdę  wielkie słowa i jak nadajemy większe znaczenie tym, które na to nie zasługują (co najlepiej  obrazują sceny z tzw. kolegiów produkcyjnych).

Chodzi o to, że niby wszystko się zmieniło. Bo dawny ustrój padł, bo mamy wolny rynek itd, ale tak naprawdę nie zmieniło się nic, a w zasadzie zmieniło się na gorsze - zwłaszcza jeśli chodzi o kulturę, która w rękach przeróżnych person stała się, za przeproszeniem, dziwką na każdą okazję. Ale to tylko jeden poziom - dalej Świdziński pojedynkuje się z polskością, z naszymi marzeniami i aspiracjami do wielkości, doprowadzając je do granic ( a może i wyżyn) absurdu w prześmiewczym finale. Wydawało się też, ze tym razem ucieknie od  obecnych w poprzednich komiksach wałkowania spiskowych teorii. No tak, wydawało się. Świdziński tak łatwo nie odpuszcza ulubionych tematów. I znowu nas zaskakuje.

Konkludując - z Powstanie. Film narodowy - komiksu z niezwykłą galerią pokręconych postaci, najbardziej zapamiętałem sekwencję z wtykaniem produkt placement do filmu, którego fabuła dzieje się ponad dwieście lat temu. I jeszcze frazę "Kościuszko masakruje chamstwo". Trzy słowa, a jak nic w zgrabnym skrócie podsumowują i polską historie, i nawet współczesne nastroje. Cóż, Świdzińskiemu ponownie udało się stworzyć świetny, uniwersalny komiks.

Co o tym sądzisz?

naEKRANIE Poleca

Dzisiaj urodziny obchodzą

Charlie Cox

Charlie Cox

ur. 1982, kończy 37 lat

Adam Brody

Adam Brody

ur. 1979, kończy 40 lat

Michael Shanks

Michael Shanks

ur. 1970, kończy 49 lat

Camilla Luddington

Camilla Luddington

ur. 1983, kończy 36 lat

Rachel Brosnahan

Rachel Brosnahan

ur. 1990, kończy 29 lat

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV