Przeczytaj w weekend
Norbert Zaskórski
Norbert Zaskórski
Tagi:  oscary 2020 

Oscary 2020 - starcie legend kina i wybitnych filmów. Moje przemyślenia na temat tegorocznej gali

Oscary 2020 - starcie legend kina i wybitnych filmów. Moje przemyślenia na temat tegorocznej gali Oscary 2020 - starcie legend kina i wybitnych filmów. Moje przemyślenia na temat tegorocznej gali

Postanowiłem w swoim felietonie podzielić się z Wami kilkoma przemyśleniami na temat zbliżającej się gali rozdania Oscarów.

W tym tekście nie mam zamiaru rozwodzić się nad tym, kto lub jaki film powinien dostać Oscara w poszczególnych kategoriach. Raczej skupię się nad tym, jak tegoroczna gala jest wyjątkowa dla branży filmowej i świata kina. Po pierwsze, nieważne, która produkcja wygra w kategorii najlepszy film, ja będę cieszył się z każdego wyboru Akademii. Zwykle co roku miałem tak, że kompletnie nie zgadzałem się z tym, jaką produkcję przedstawiciele amerykańskiego środowiska filmowego wskazały jako Najlepszy Film. La La Land zdecydowanie bardziej podobało mi się od Moonlight, kompletnie nie rozumiem fenomenu Kształtu wody, Trzy billboardy za Ebbing, Missouri powinny tamtej nocy zgarnąć statuetkę. Po tych dwóch, według mnie, pomyłkach przyszedł jednak w końcu czas na Green Book, który uwielbiam. Mimo tego, jeśli chodzi o nominacje kilku poprzednich edycji, to nie wszystkie filmy według mnie powinny znaleźć się wśród wyróżnionych. Po prostu nie wzbudziły we takich emocji, po których wyszedłbym z kina ze szczęką opadniętą z wrażenia lub szczęśliwy z masy pozytywnej energii, którą daje mi produkcja. Jako przykłady przytoczę wspomniany już Kształt wody, American Hustle czy nawet Lincolna Stevena Spielberga. W tym roku jednak, po raz pierwszy od lat kibicuje mocno wszystkim filmom. Nominowane w tym roku produkcje dały mi całą paletę emocji, od radości i refleksji po szok i wzruszenie. Dlatego niech w najbliższy weekend po prostu wygra kino.

W tym roku nie ma sytuacji, że któregoś filmu nie widziałbym w zestawieniu oscarowym w kategorii najlepszy film, ale chętnie dodałbym jeden tytuł. Pojawia się on na każdej liście na świecie najlepszych filmów 2019 roku, jakie widziałem , a sam uznałem tę produkcję obok Historii małżeńskiej i Parasite za mój ulubiony film roku. Chodzi mi tutaj oczywiście o Na noże Riana Johnsona. Szczerze powiedziawszy, ta produkcja mogła by mieć swojego przedstawiciela w większości oscarowych kategorii. Johnson, gdyby to była inna edycja, mógłby spokojnie być nominowany za reżyserię, bo tak, jak prowadzi aktorów w tym kryminale, to prawdziwe mistrzostwo świata. To samo z Danielem Craigiem i Aną de Armas w kategoriach aktorskich. Wielka szkoda, że produkcja nie zgarnęła nominacji dla najlepszego filmu, bo to swoisty powiew świeżości w skostniałym w wielu wymiarach Hollywood. Jednak to świadczy o naprawdę wysokim poziomie tegorocznej edycji Oscarów, bo twórcy musieli się naprawdę wykazać, aby znaleźć się wśród wyróżnionych przez Akademię, bowiem gdyby Na noże miało swoją premierę dwa, trzy lata temu, myślę, że spokojnie dostałoby co najmniej sześć nominacji do statuetki złotego rycerza. W tym roku skończyło się TYLKO na nominacji za scenariusz oryginalny. Ta jedna statuetka należałaby się produkcji, ponieważ skrypt Johnsona jest świetny, jednak rywalizacja w tej kategorii jest naprawdę ostra, a pozostałe teksty również ocierają się o dzieła wybitne, choćby Jojo Rabbit, który wydaje się tegorocznym faworytem.

Oscary 2020 to również prawdziwe starcie żyjących legend kina. Wystarczy spojrzeć na to, jak jest obsadzona choćby kategoria dla najlepszego aktora drugoplanowego. Są tutaj Al Pacino (jeśli czytacie ten artykuł, to dokonań tego aktora nawet nie muszę Wam przybliżać, 9 nominacji do Oscara, statuetka za rolę w Zapachu kobiety), Joe Pesci (trzecia nominacja, Oscar za Chłopców z ferajny), Anthony Hopkins (piąta nominacja, Oscar za Milczenie owiec), Tom Hanks (szósta nominacja, dwa Oscary za Filadelfię i Forresta Gumpa) oraz Brad Pitt (szósta nominacja do Oscara, do tej pory tylko statuetka producencka dla filmu Zniewolony. 12 Years a Slave, jednak pewnie w tym roku w końcu upragniony Oscar aktorski). Te wszystkie postacie to prawdziwe gwiazdy Hollywood przez duże G. Podobnie sprawa ma się w kategorii reżyserskiej, gdyż mamy tam Sama Mendesa, Quentina Tarantino i Martina Scorsese. Nie zapomnijmy jeszcze, że w kategoriach aktorskich znajdziemy Laurę Dern, Charlize Theron, Leonardo DiCaprio i Joaquina Phoenixa. Takiego nagromadzenia osobistości, które zapisały się złotymi zgłoskami w historii kina i Oscarów nie było dawno. Ta edycja jako pierwsza od dawien dawna wzbudza we mnie takie poczucie sentymentu i bliskości tego wielkiego Hollywood.

Obecność tylko legend kina nie zmienia faktu, że tegoroczna edycja staje się w pewnych kategoriach również symbolem pokoleniowej zmiany warty w filmowym świecie. Najlepiej to widać w kobiecych kategoriach aktorskich. Mamy tutaj wspomniane Dern, Theron oraz Renée Zellweger i Kathy Bates, ale zaraz przy nich młode pokolenie Hollywood, czyli Scarlett Johansson (podwójna nominacja), Saoirse Ronan, Cynthię Erivo, Margot Robbie oraz Florence Pugh. Te aktorki już nieraz sprawdziły się w filmowym świecie, otrzymywały nominacje do Oscara (w przypadku Ronan jest to czwarta), a Johansson i Robbie są prawdziwymi gwiazdami Hollywood. Najpewniej Oscary w tym roku trafią do Dern oraz Zellweger, jednak należy zauważyć, że ta edycja jest dla młodszych aktorek swoistym, symbolicznym namaszczeniem i wprowadzeniem ich na tę drogę do stania się legendą. Podobnie to wygląda w kategorii reżyserskiej, gdzie Todd Phillips stoi pośród o wiele bardziej doświadczonych kolegów po fachu, będących wielkimi świata kina, tak samo jak Adam Driver w kategorii aktora pierwszoplanowego, w której rywalizuje z gwiazdami trochę starszego pokolenia Hollywood, DiCaprio i Phoenixem. Tegoroczne nominacje chyba najbardziej budują fantastyczny pomost między powiewem świeżości a doświadczeniem i zaznaczeniem swojej wielkości.

W moim ostatnim spostrzeżeniu chciałbym zwrócić uwagę na fenomen produkcji spoza USA i to nie tylko w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny. Dzięki Parasite oraz Ból i blask produkcje wprowadzające inny niż amerykański sznyt filmowy do Hollywood święcą tryumfy. Wygląda na to, że Akademia zaczęła na dobre zauważać projekty spoza swojego kręgu kulturowego, co rozpoczęło się zeszłoroczną Romą i trzema nominacjami dla naszej Zimnej wojny. Jednak to Roma i Parasite jako filmy nieanglojęzyczne tak mocno zdominowały Oscary, czego do tej pory nie było. Wyróżnienia dla Romy mogły być po prostu jednorazową sytuacją, przebłyskiem Akademii. Jednak tegoroczne sześć nominacji dla Parasite potwierdza tendencję, że amerykańskie środowisko filmowe coraz bardziej zaczyna się zwracać w innych kierunkach i szuka po prostu oryginalnych historii, które wnoszą powiew świeżości do (jeszcze raz to powtórzę) skostniałego ostatnimi czasy Hollywood. Jak powiedział Joon-ho Bong, reżyser Parasite, odbierając Złotego Globa, jeśli Amerykanie przezwyciężą niechęć do czytania napisów, to poznają wiele wspaniałych dzieł spoza swojej kultury. I ta droga już się rozpoczęła, a tegoroczne Oscary są jej potwierdzeniem.

Oto moje spostrzeżenia i przemyślenia dotyczące tegorocznych Oscarów. Jakie są Wasze? Z czym się nie zgadzacie, a co jeszcze dodalibyście do tej puli? Piszcie w komentarzach.

Źródło: zdjęcie główne: EW

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV