Repertuar kin Nowość Program TV
 

 

 

Relax. Antologia opowieści rysunkowych #2 (2017)

Śr. ocena 9

Znasz tę książkę? Oceń!

0,0

Zgłoś błąd na stronie

Najnowsza recenzja redakcji

W ubiegłym roku Egmont zrobił wspaniały prezent szczególnie starszym fanom komiksu w Polsce. Jako album nr 1000 Klubu Świata Komiksu ukazała się kompilacja historii z magazynu Relax. Sukces był tak duży, że rok później mamy w rękach drugie zestawienie obrazkowych historii z kultowego magazynu.

Muszę przyznać, że obiektywna ocena wydanego przez Egmont albumu – zwłaszcza dla kogoś, kto swe komiksowe doświadczenia rozpoczynał właśnie w dużej części od Relaxu – jest w zasadzie niemożliwa. Ocena 10/10 należałaby się za same przywołanie dziecięcych wspomnień – te rysunki, te plansze wciąż rozpalają wyobraźnie i budzą emocje nie mniejsze niż te sprzed prawie czterdziestu lat. Natomiast wybrane kadry są niczym popkulturowy wehikuł czasu i mają tysiąc razy większą moc oddziaływania niż dzisiejsze, graficzne petardy, np. Jima Lee. To coś, co po prostu tkwi głęboko w człowieku – pierwsze doświadczenia ze światem popkulturowej rozrywki, nawet jeśli skażonej wszędobylską w tamtych czasach propagandą.

W drugim zestawie egmontowego Relaxu nie ma już tak dużo propagandy. Dotknie nas najmocniej w sensacyjno-przygodowej opowieści Ślad wiedzie w przeszłość, ale jest ona przykryta w jakiś ekwilibrystyczny sposób – głównie dzięki rysunkom Jerzego Wróblewskiego. Pobrzmiewa w nich tęsknota za ówczesnym Zachodem, co przejawia się choćby w strojach i twarzach młodocianych bohaterów. Z kolei Konus to bardziej dydaktyczna opowiastka z zapadającymi w pamięci rysunkami Marka Szyszki, które jeszcze mocniej oddziałują na czytelniczą pamięć w fantastycznej historii o podróżowaniu w czasie – Pięć kroków wstecz.

Ozdobą drugiego albumu są z pewnością historyczne opowieści Leszka Moczulskiego z niezapomnianymi – kojarzącymi się mocno z nadchodzącym niebawem Thorgalem – rysunkami Grzegorza Rosińskiego. Ładnie tu współgra dynamika, a wręcz oszczędność  narracji z dynamiką kadrów polskiego artysty, które budują raczej niecodzienny –  mało martyrologiczny – sposób widzenia polskiej historii.

Do tego, co budzi najwięcej emocji z przeszłości, trzeba dorzucić rozpoczynającą niniejszy zbiór Vahanarę. Pamiętam, że tajemnicza opowieść o owładniętych przez nieokreślony byt astronautach budziła niegdyś fascynację i grozę – dziś, niestety, boleśnie czuć przeładowanie tekstem kadrów, jakby scenarzysta bał się o zdolność absorbowania historii przez czytelnika. Całe szczęście, że nic ze swej mocy nie straciły plansze Jerzego Wróblewskiego, królującego w niniejszym wydaniu chyba nawet w większym stopniu niż Rosiński.

Znasz ten komiks?

Oceń:

0,0

Jeśli jesteśmy przy science fiction, to nie sposób nie wspomnieć o pięcioczęściowych, łączących humanistyczne i humorystyczne walory, kosmicznych Opowieściach nie z tej ziemi. W jednakowym stopniu cieszy w nich zapadający w pamięć styl rysowania Witolda Parzydło i pomysłowa, scenariuszowa zabawa schematami w wykonaniu Stefana Weinfelda. Można śmiało powiedzieć, że po latach ów cykl dostarcza najwięcej czytelniczej przyjemności, posiadając przy tym znakomicie punktującą całość, zgrabną puentę.

Relax – Antologia opowieści rysunkowych, tom 2 - okładka
Źródło: Egmont

Co jeszcze? W zasadzie nie ma sensu opisywać każdej, umieszczonej w zestawie historii. Poza nimi jest jeszcze Janusz Christa z Bajkami na dobranoc czy Zaginioną załogą, psychodeliczne graficznie i tytułowo Tam, gdzie słońce zachodzi seledynowo. Po prostu mnóstwo obrazkowego dobra, które buduje całkiem solidne podstawy historii polskiego komiksu. Prawda jest taka, że nie mamy się czego wstydzić w porównaniu z Zachodem – to na tamte czasy wcale równorzędny tak scenariuszowo, jak i graficznie poziom. Nawet jeśli został obciążony ciężarem propagandy.

Relax dostarczał przede wszyskim rozrywki i emocji, które w tamtych czasach były rzadko dostępne w innych kanałach. Kadry czarowały, czasami wręcz obezwładniały swą pomysłowością i trzeba powiedzieć, że dzisiaj – czterdzieści lat później, drążąc wspomnienia – obrazy te działają tak samo. Owszem, do pewnych rzeczy można się przyczepić – nie wszystko tu gra jak powinno – ale prawda jest taka, że ten album bardziej się ogląda i przeżywa, niż czyta. To ciągły slajd, który przywołuje przeszłość i to taką, która dawała nam kiedyś to, co najlepsze – nadzieję i ucieczkę od rzeczywistości. Popkulturowa przeszłość przedstawia na planszach świat inny, niż ten widziany na zewnątrz. Świat wyobraźni, którego dziesiątki kadrów zostały w człowieku na zawsze. Dlatego nie ma szans, nie da się ocenić Relaxu obiektywnie. Mógłby to zrobić tylko ktoś, dla kogo kultowy magazyn nie był lekturą z dzieciństwa. Wynik 9/10 to po prostu próba racjonalnego kompromisu, ponieważ serce optuje za najwyzszą oceną.

Pokaż całą recenzję
 

 

Powiązane Artykuły

naEKRANIE
1-

Najlepsze komiksy 2017 roku [lista aktualizowana]

Wybieramy najlepsze naszym zdaniem komiksy 2017 roku. Lista będzie regularnie aktualizowana o pozycje, które przypadną…

Co o tym sądzisz?