Repertuar kin Nowość Program TV

Chciałem umożliwić widzom przejrzenie się w lustrze – rozmawiamy z Mattem Spicerem, reżyserem Ingrid Goes West

Reżyser Matt Spicer opowiedział mi o inspiracjach, swoim podejściu do życia w mediach społecznościowych oraz o tym, czym tak naprawdę jest stalking. Film Ingrid Goes West jest już dostępny na iTunes.

MICHALINA REDA: jak w ogóle wpadłeś na pomysł tematu tego filmu? Skąd Instagram, dlaczego ten konkretny temat?

MATT SPICER: Cóż, mam wrażenie, że w Los Angeles to jest naprawdę duża rzecz. Tutaj wszyscy związani z przemysłem rozrywkowym mają Instagrama, są obecni w social mediach. Więc to trochę nieodłączna część codziennego życia, nawet jeśli osobiście w tym nie siedzę. Widzisz na ulicach ludzi wrzucających posty na Instagrama, robiących sobie zdjęcia… To wszystko jest związane z tym światem. Zastanawiało mnie to, spotkałem się na lunchu z moim przyjacielem, Dave’em [Davidem Bransonem, drugim scenarzystą – przyp. red.], dużo rozmawialiśmy na ten temat i obaj mieliśmy podobne co do tego odczucia. Stwierdziliśmy, że ciekawie byłoby opowiedzieć historię tej kobiety i użyć mediów społecznościowych jako tła. Tak to wyszło.

Ty też masz swoje konto na Instagramie. Do czego jest ci ono potrzebne? Czy dziś to naprawdę konieczne, by istnieć w mediach społecznościowych, gdy jesteś sławną osobą?

Nie sądzę, że to jest konieczne – to po prostu wydaje się wszystkim konieczne. Masz wrażenie, że jeśli ciebie tam nie ma, to coś cię omija. Osobiście staram się znaleźć zdrową równowagę między zupełnym odcinaniem się od tego, a pozwalaniem na to, by zawładnęło to całym moim życiem. To walka, jak z resztą wszystko dzisiaj. Gdy wypijesz kieliszek alkoholu do obiadu, zapewne nic w tym złego, ale gdy pijesz całą noc… Trzeba po prostu wszystko robić z głową i mieć to pod kontrolą.

To twój pierwszy film pełnometrażowy. Czujesz dużą różnicę w porównaniu z tworzeniem krótkich metraży?

Nie, po prostu trwa to dłużej [śmiech]. Zdałem sobie sprawę z tego i pomyślałem w pewnym momencie, że to wciąż trwa i trwa, musiały minąć cztery dodatkowe tygodnie, zanim nagraliśmy cały film. Ale jeśli chodzi o mój wkład, długi film wymaga ode mnie dokładnie takiej samej energii co krótkometrażówka. Trzeba poświęcić temu jedynie więcej czasu. No i trudno czasem dojść do ładu, gdy w pracę na planie zaangażowanych jest aż tyle różnych osób…

A co wspominasz jako ten najtrudniejszy moment w realizacji filmu?

Kręcenie na pustyni. To było rzeczywiście trudne do przejścia. Pełnia lata, 40 stopni w powietrzu. Wszyscy byli już naprawdę wymęczeni tymi upałami… Trzeba było zadbać, by ekipie i obsadzie niczego nie brakowało, trzeba było zapewnić trochę chłodu, dużo wody… Ale cieszę się, że udało nam się przez to przejść, bo rzeczywiście wypadło to świetnie. Zabawne, bo kręciliśmy te ujęcia zaledwie 45 minut drogi od LA.

Jak do obsady trafiły Elizabeth Olsen i Aubrey Plaza? Jak zaczęła się wasza współpraca?

Najpierw była Aubrey, jej agent dostał scenariusz, ona go przeczytała i była bardzo zainteresowana. Spotkaliśmy się kilka razy i byłem przekonany, że ona będzie świetna w tej roli. I myślę, że to właśnie jej angaż pozwolił na to, by wciągnąć do tego również Elizabeth. Od nas zależało tylko to, by pokazać ludziom scenariusze, tak, by mogli je przeczytać i zdecydować, czy się na to piszą. Gdy Aubrey była zdecydowana, mogła wpłynąć na wszystkie osoby, z którymi chciała pracować.

Ingrid Goes West
fot. Marc Berry Reid/Way to Blue

Twój film jest czasem opisywany jako komedia. Czy to rzeczywiście ten gatunek?

A uważasz, że był zabawny?

Raczej przerażający. Ta rzeczywistość jest straszna.

Tak, no właśnie. Ja po prostu lubię czarne komedie, lubię filmy, które są właśnie trochę straszniejsze, stąd ten przerażający element, o którym mówisz. Moimi ulubieńcami są bracia Coen, oni wykonują to naprawdę dobrze. Więc można powiedzieć, że jestem fanem tego gatunku.

Pomówmy o wydźwięku samego zakończenia. Uważasz, że film kończy się szczęśliwie?

Myślę, że ma to wydźwięk słodko-gorzki. I w pewnym sensie jest trochę tragicznie. Ona dostaje to, czego przez cały ten czas chciała. Pytanie brzmi, co to dla niej oznacza? Owszem, dopięła swego, ale z kompletnie niewłaściwych powodów i przekonań. Ja mam szczerą nadzieję, że ta końcówka spowoduje, że ludzie trochę się nad tym zastanowią. I nie, dla mnie nie jest to happy end. Skomplikowana sprawa.

Myślisz, że stalking to jakaś współczesna forma uzależnienia?

Wydaje mi się, że stalkerzy zmagają się z pewnego rodzaju chorobą umysłową. Chciałem się trochę temu przyjrzeć. Może sam się z tym nie identyfikuję, ale mamy tu do czynienia z wieloma zachowaniami, które jakby powielamy. I mówi to wiele o naszym zachowaniu. Gdy się temu przyjrzymy, możemy się nieco inaczej do tego ustosunkować. Bo łatwo jest patrzeć na innych, ale ciężko po prostu spojrzeć na siebie i dojść do wniosku: „Chwila, ja też robię takie szalone rzeczy”… No, okej, może nie aż tak szalone… Wydaje nam się, że wciąż jesteśmy normalni, ale czy to jest zdrowe? Chciałem umożliwić widzom przejrzenie się w lustrze. I sobie samemu również. Potrafię odnieść siebie do historii Ingrid pewnie w takim samym stopniu, w jakim wszyscy inni widzowie. Dziś trudno jest oprzeć się pokusie szukania akceptacji, podążania za innymi w celu nawiązania połączenia… Po pokazach filmowych ludzie podchodzili do mnie. Znalazła się też pewna dziewczyna, która była influencerką. Powiedziała, że doświadczyła czegoś podobnego, co uważam za niezwykle interesujące. Więc to się zdarza na co dzień. Na pewno.

Więc dlaczego ludzie popadają w takie obsesje w kwestii influencerów? Skąd ta potrzeba śledzenia ich, czytania o nich…?

Tego nie wiem. Wydaje mi się, że jest w tym coś z ludzkiej potrzeby porównywania się do innych. To jedna z podstawowych rzeczy i myślę, że w dużym stopniu stoi za tym też marketing, reklama. To wszystko sprawia, że myślimy, iż wystarczy tylko kupić ten… nie wiem, krem do twarzy, cokolwiek, co ta druga osoba pokazuje… I że w ten sposób będziemy wyglądać jak ona, że wszystkie nasze problemy się rozwieją. I to działa.

Ty też doświadczyłeś kiedyś stalkingu?

Jeszcze nie. Nie jestem wystarczająco znany [śmiech]. Ale z drugiej strony, kto wie – może gdzieś tam po drugiej stronie ktoś jest?

A co dalej? Czy temat social mediów jest dla ciebie na tyle interesujący, by stworzyć o tym kolejny film? Pracujesz nad czymś aktualnie?

Tak. Co prawda nie jest to stricte o social mediach, ale o technologii. Bardzo interesuje mnie to, jak technologia wpływa na nasze codzienne ludzkie życie.

Źródło: zdjęcie główne: materiały prasowe

Najlepsze z 24h

Adam Siennica
-

[SDCC 2018] Godzilla i Król Ghidorah!…

Podczas panelu Warner Bros zadebiutował pierwszy zwiastun superprodukcji Godzilla: Król Potworów. Premiera w 2019 roku.

Piotr Piskozub
-

[SDCC 2018] Przeraża czy nie? Venom…

Do sieci wyciekło zdjęcie, na którym pojawia się filmowy Venom - materiał pochodzi z zaprezentowanego…

Piotr Piskozub
-

[SDCC 2018] Koniec DCEU pod obecnym…

W trakcie Comic-Conu w San Diego oficjalnie potwierdzono, że Kinowe Uniwersum DC zmienia swoją nazwę…

Piotr Piskozub
-

Bracia Russo nie chcą oglądać się…

Bracia Russo udzielili wywiadu, w którym poruszyli kilka kwestii związanych z przyszłorocznym filmem Avengers 4.

Piotr Piskozub
-

Dlaczego w MCU nie ma już…

Scenarzysta filmu Iron Man 3, Drew Pearce, wyjawił, dlaczego Marvel zrezygnował z tworzenia kolejnych one-shotów.

Piotr Piskozub
-

[SDCC 2018] Słynny pierścień, złoczyńca obsadzony.…

Na Comic-Conie w San Diego odbył się panel poświęcony serialowi Flash. Zaprezentowano zwiastun 5. sezonu…

Co o tym sądzisz?