Superman jest nudny – relacja ze spotkania z norweskim mistrzem kryminału Jo Nesbø

W Światowym Dniu Książki i Praw Autorskich, 23 kwietnia br., Wrocław zamienił się w prawdziwy bastion słowa pisanego. W ramach wydarzenia do stolicy Dolnego Śląska przybył sam Jo Nesbø, który w Teatrze Muzycznym Capitol dzielił się z licznie zgromadzoną widownią swoimi przemyśleniami. Warto zapoznać się z naszą relacją, tym bardziej że norweski pisarz nie omieszkał zdradzić publice, kiedy powróci do niej Harry Hole. Dostało się też… Supermanowi.

W Światowym Dniu Książki i Praw Autorskich, 23 kwietnia br., Wrocław zamienił się w prawdziwy bastion słowa pisanego. W ramach wydarzenia do stolicy Dolnego Śląska przybył sam Jo Nesbø, który w Teatrze Muzycznym Capitol dzielił się z licznie zgromadzoną widownią swoimi przemyśleniami. Warto zapoznać się z naszą relacją, tym bardziej że norweski pisarz nie omieszkał zdradzić publice, kiedy powróci do niej Harry Hole. Dostało się też… Supermanowi.

Piotr Piskozub

Piotr Piskozub

Wizyta Jo Nesbø w stolicy Dolnego Śląska wiąże się z nadaniem miastu tytułu Światowej Stolicy Książki UNESCO, a całe wydarzenie jest tylko częścią programu Europejskiej Stolicy Kultury Wrocław 2016. Rozciągnięta na cały weekend akcja „Poczytaj mi Wrocław” zbiegła się w czasie z czterechsetną rocznicą śmierci Williama Szekspira. Sam norweski pisarz wraz z innymi słynnymi kolegami po fachu uczestniczy, w ramach Projektu Szekspir, w przygotowywaniu cyklu książek mających być reinterpretacjami dzieł wybitnego angielskiego dramaturga (w udziale przypadł mu Makbet). Nesbø ma w Polsce całą rzeszę fanów, co udowodnili oni, gremialnie stawiając się na spotkaniu ze swoim literackim guru. Teatr Muzyczny Capitol dawno nie przeżywał takiego oblężenia, ale nie ma się czemu dziwić: w jego progi zawitał prawdziwy człowiek orkiestra. Niespełniony piłkarz, ekonomista z wykształcenia, muzyk poprockowy, a przy tym jeszcze światowej sławy twórca kryminałów. Samo spotkanie przebiegało w unikalnej atmosferze.

Rozłożone na scenie świece, wysłużona kanapa, niepozorny stoliczek i pozbawiony zbędnego dystansu sposób kierowania rozmową przez prowadzących spotkanie sprawiły, że Nesbø poczuł się zupełnie swobodnie i raz po raz żartował z publicznością. Na pytanie o strach przed zamkniętymi przestrzeniami, które zainaugurowało całe wydarzenie, norweski pisarz odpowiedział wywodem o unikaniu taksówek, poruszaniu się po Oslo rowerem i stwierdzeniem, że tak samo jak lubi być wśród ludzi, uwielbia od nich sobie pójść. Pierwsze lody zostały przełamane, a  Nesbø co rusz rozbawiał publiczność anegdotami, takimi jak chociażby historia dwóch nastolatek, które uciekły z warszawskich domów sześć lat temu po to tylko, by spotkać się ze swoim ulubionym pisarzem we Wrocławiu. Norweg złożył deklarację, że Harry Hole (policjant, główny bohater jego powieści) powróci do czytelników w marcu przyszłego roku, co spotkało się z entuzjastycznym przyjęciem ze strony publiczności.

Spotkanie z Jo Nesbo
fot. Piotr Piskozub

Nesbø krok po kroku tłumaczył zgromadzonym na sali, jak w jego przypadku wygląda proces twórczy. - Nie chcę dokonywać jakiegoś rodzaju psychoanalizy siebie. Zależy mi na tym, by dalej dzielić się z czytelnikami historiami, które mam do opowiedzenia. Nie interesuje mnie sława, pieniądze czy kobiety. Najważniejsza jest dobra historia – mówił pisarz. Następnie pogłębiał swoją wypowiedź przez odwołania do metafory społecznego refleksu, w ramach którego ludzką przypadłością od dawien dawna jest tworzenie opowieści. Dowiedzieliśmy się na przykład, że rodzina Nesbø w czasie Bożego Narodzenia uwielbiała się wspólnie gromadzić i snuć rozmaite historie, budując z czasem z tego swoisty rytuał. Ten wątek uzupełniły jeszcze wywody pisarza na temat relacji ojca z synem, która jest dla niego bardzo ważna w procesie twórczym, gdyż w jego przypadku była ona oparta na przyjaźni. Twórca kryminałów zdradził również zebranym, że pisząc, nie popada w stany euforyczne i unika wylewności; to raczej dla niego konsekwentne budowanie i realizowanie zamierzonego planu. – To tak jak ze stolarzem, który zbudował dla kogoś dom, a potem, przejeżdżając obok niego, czuje ogromną satysfakcję – dodał.

Z ogromnym entuzjazmem przyjęto na sali pytanie o to, czy Nesbø jest bogaty i czy dużo pije (Harry Hole alkoholu sobie nie żałuje). Norweski pisarz odparł, że ma w życiu wszystko, czego chce, ale zależy mu właściwie tylko na mieszkaniu, podróżach, kupowaniu książek i płyt z muzyką. – Nie mam auta. Nie chcę mieć auta. Nigdy nie kupię też jachtu – przekonywał. Odnosząc się do kwestii alkoholu, która powróciła jeszcze przy pytaniach o konstrukcję postaci Harry’ego Hole’a, twórca kryminałów podzielił się z zebranymi refleksją, że być może przesadzał z ilością wypitych trunków ponad 20 lat temu, gdy mocno angażował się w muzyczną działalność swojej kapeli. – W ramach przygotowania do pisania udaję się w dziwaczne miejsca i robię rzeczy, za które teoretycznie mógłbym trafić do więzienia. Oslo nie jest jednak największym miastem na świecie i wszyscy wiedzą, o jakich miejscach mówię – uzupełniał swoją wypowiedź. Nesbø przekonywał również, że rozwijając losy głównego bohatera swoich książek, chce łamać stereotypy na temat uzależnień. – Harry jest przede wszystkim człowiekiem i jak wielu z nas ma w sobie demona, piętę achillesową, z którą musimy się zmagać. To trochę tak jak z Supermanem, który bez kryptonitu jest nudny. Swoją drogą, Superman w ogóle jest nudny – przekonywał norweski pisarz, wprawiając widzów w konsternację, którą rozładowały salwy śmiechu.

W procesie twórczym dla Nesbø najważniejszy nie jest sam cel, ale droga do niego – to, co wydobywasz w swojej książce, gdzie to robisz i w jaki sposób. – Czasem muszę zastanowić się nad tym, kiedy czytelnik zorientuje się, co chcę dalej napisać i jak rozwiązać zagadkę. Wtedy wybieram inną drogę – tłumaczył. Norweski pisarz opowiedział także zebranym, dlaczego w ramach Projektu Szekspir zdecydował się właśnie na Makbeta. Do reinterpretacji dzieła angielskiego dramaturga podszedł więc w osobliwy sposób: nie ma tu żadnych królów i królowych, a miejscem akcji jest Nowy Jork lat 70., w którym coraz mocniej dochodzą do głosu korupcja, przestępczość, wszechobecny strach przed wojną atomową i fala zanieczyszczeń powietrza.

Ten poważny ton był jednak nieustannie równoważony przez lekkie w odbiorze fragmenty wypowiedzi Nesbø. W trakcie sesji pytań od publiczności dowiedzieliśmy się na przykład, że w swoich piosenkach bohater spotkania śpiewa głównie o dziewczynach i że jest ogromnie zadowolony z faktu, iż leżenie w łóżku i zastanawianie się, co dziś napisze, ma szczęście nazywać pracą. Gdy z sali padło pytanie o to, jak tworzy, Nesbø odpowiadał, jakby właśnie ktoś miał przelać na papier jego słowa i umieścić je w kolejnej książce. – Mam w Oslo duży apartament z cudownym widokiem na miasto. Jest tu ogromne, wykonane na zamówienie biurko, znakomity sprzęt do odtwarzania muzyki i doskonały ekspres do kawy. I to jest jedyne miejsce na świecie, w którym nie potrafię napisać ani słowa – mówił, bawiąc publiczność. Gdzie więc norweski pisarz tworzy swoje kryminały? Głównie w pobliskiej knajpce, ale koniecznie siedząc przy kwadratowym stoliku. Okrągły jego zdaniem się nie sprawdza.

Spotkanie z Jo Nesbo
fot. Piotr Piskozub

W czasie spotkania pojawiały się też pytania o filmowe adaptacje jego książek. W trakcie prac nad Pierwszym śniegiem z Michaelem Fassbenderem w roli głównej, który zadebiutuje na ekranach kin w przyszłym roku, norweski pisarz miał jedynie wpływ na wybór reżysera, zupełnie nie myśląc o pozostałych kwestiach. – Zadzwoniłem do Tomasa Alfredsona [reżysera filmu – przyp. aut.] i powiedziałem mu, żeby się mną nie przejmował i zrobił dobry film. W innym przypadku go zastrzelę – ironizował. Twórca kryminałów dzielił się z zebranymi wnioskiem, że niespecjalnie pociąga go kino hollywoodzkie, choć Amerykanom od czasu do czasu zdarza się zrobić dobry film, jak zauważył. Gdy jednak przyszło do pytania o inspiracje filmowe i literackie, norweski pisarz wymieniał po kolei następujące nazwiska: Scorsese, Coppola, Villeneuve oraz Twain, Bukowski, Hemingway, Nabokov i Bruno Schulz. Po odwołaniu do ostatniego z nich na sali pojawiły się gromkie brawa. – Czy myślisz, że Harry mógłby pojawić się w którymś z polskich miast? – pytał jeden z prowadzących. – To samo pytanie czeka na mnie wszędzie tam, gdzie podróżuję. Za każdym razem odpowiedź jest taka sama: tak – odpowiadał Nesbø.

Następnie pisarz udał się do lobby Capitolu, w którym miał podpisywać książki. Chętnych do zdobycia autografu swojego literackiego guru były całe tłumy. Frekwencja na spotkaniu z Jo Nesbø dowodzi, że słowo pisane w naszym kraju niekoniecznie musi znajdować się na skraju wymarcia. Wydarzenia podobnego typu mogą skutecznie przyczyniać się do odwracania tendencji spadku czytelnictwa. Zadziałała tu jeszcze zapewne magia światowej sławy twórcy kryminałów, którego popularność w Polsce utrzymuje się na stałym, niezwykle wysokim poziomie. Sam norweski pisarz zaprezentował się z doskonałej strony, a swoim pozbawionym dystansu stylem mówienia sprawił, że wielu z widzów mogło poczuć choć namiastkę jego literackiego kunsztu.

Źródło: zdjęcie główne: facebook.com/jonesboauthor

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV