Ben-Hur (2016)

Ben-Hur

Książę Juda Ben-Hur jest bogatym kupcem żyjącym w Jerozolimie na początku pierwszego stulecia. Do miasta powraca jego brat, Messala, aby stanąć na czele legionów rzymskich. Mimo iż dzielą ich poglądy polityczne, mężczyźni cieszą się ze spotkania po latach. Ben-Hur odmawia jednak Messali pomocy w zdławieniu powstania, co dla Rzymianina oznacza zdradę. Na skutek intrygi dawnego druha książę zostaje skazany na ciężkie prace, a jego rodzina trafia do więzienia. Los Ben-Hura odmieni pewne spotkanie, dzięki któremu Juda otrzyma szansę na dokonanie zemsty i odzyskanie dawnego życia.

Trailery i materiały wideo

Ben-Hur - zwiastun

Najnowsza recenzja redakcji

Ben-Hur to jeden z amerykańskich pewniaków. Dwie słynne XX-wieczne ekranizacje (nie liczę pierwszej, krótkiej, z 1907 r.) pokazały, że ten materiał literacki można przerobić na świetny film, a 11 Oscarów Ben-Hur z 1959 r. (do dziś niepobity rekord) robi wciąż wielkie wrażenie. Co z tego wynika? Ano wynikła animacja z 2003 r., miniserial telewizyjny z 2010 r., a teraz to dziwo, które mamy w kinach. Hollywood wciąż ma złudzenie, że kino sandałowe można obudzić z letargu i tak jak z westernów czy chociaż filmów pirackich da się z niego jeszcze coś wykrzesać (czytaj – na nim zarobić).

Niestety na pewno nie tym razem. To mdły, nudnawy i przegadany film. Historia żydowskiego księcia Judy Ben-Hura jakoś nie jest w stanie porwać widza. Ot, taki tam sobie sympatyczny arystokrata, który wpada w kłopoty. I tyle. Całość niby maksymalnie uproszczona, ale i tak sprawia wrażenie aż za bardzo skomplikowanej. Do tego wyścig rydwanów, który ma być największą atrakcją filmu, jest po prostu nudny. W czasach, gdy w serii Szybcy i wściekli samochody skaczą na spadochronach, walczą na autostradzie z czołgiem i przeskakują między wieżowcami, to ganianie się w kółko rydwanami jakoś nie wzbudza emocji. To znaczy może i by wzbudziło, gdyby ktoś to potrafił świetnie opowiedzieć, ale to nie ten film.

Co młodsi widzowie pewnie wręcz stwierdzą, że to straszna zrzynka z wyścigu podracerów z filmu  Star Wars: Episode I - The Phantom Menace, bo nie są świadomi, że to Lucas czerpał w tych scenach garściami z klasycznego Ben-Hura. Ale ilopiętrowa nie byłaby ta inspiracja, ważny jest efekt, a ten tu jest... nieprzesadnie interesujący. Oglądasz taki wyścig i jesteś tylko wdzięczny za współczesne efekty specjalne, bo wiesz, że tak naprawdę żadnemu z koni nic się nie stało.

Kiedy wyścig się kończy, robi się jeszcze mdlej i ckliwiej, bo to też się w tym filmie nie udało. Fabuła literackiego Ben-Hura to w dużej mierze pochwała chrześcijaństwa. Twórcy najnowszej wersji chcieli to wykorzystać, ale równocześnie zrobić to tak jakby obok głównej opowieści. Gdyby sceny z Jezusem wyciąć z tego filmu, nie miałoby to żadnego wpływu na fabułę. Akcja toczy się obok nich i niewiele ma z nimi wspólnego. Tymczasem film ten gdzieniegdzie próbuje sprzedawać się właśnie jako wielki powrót kina chrześcijańskiego. Z pewnością jest atrakcyjniejszy od naszych Karoli czy Bóg w Krakowie, ale to naprawdę niewielkie wyzwanie i bez wątpienia mizerny sukces.

Co o tym sądzisz?

Zobacz w kinach

Znajdź najbliższe
Brak emisji w tym mieście

Zobacz w VOD

naEKRANIE Poleca

naEKRANIE poleca
naEKRANIE poleca
naEKRANIE poleca

Dzisiaj urodziny obchodzą

Kevin Alejandro

Kevin Alejandro

ur. 1976, kończy 44 lat

Russell Crowe

Russell Crowe

ur. 1964, kończy 56 lat

Jackie Chan

Jackie Chan

ur. 1954, kończy 66 lat

Francis Ford Coppola

Francis Ford Coppola

ur. 1939, kończy 81 lat

Clarke Peters

Clarke Peters

ur. 1952, kończy 68 lat

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV