Transformers: Ostatni Rycerz (2017)

Transformers: The Last Knight

Śr. ocena 6

Znasz ten film? Oceń!

0,0

Trailery i materiały video

Transformers: Ostatni Rycerz - polski zwiastun

Najnowsza recenzja redakcji

Michael Bay potrafi zaskakiwać: kiedy myślisz, że nic już gorszego nie nakręci, to pokazuje widzom coś w rodzaju Transformers: Ostatni rycerz.

Po filmach z serii Transformers nie spodziewamy się wiele: ot, dynamicznego kina akcji potrafiącego przykuć uwagę na dwie godziny z okładem, pełnego efektów specjalnych i może niezbyt błyskotliwego, ale miejscami potrafiącego rozbawić. A jednak Ostatni rycerz nie spełnia nawet tych, niezbyt wysokich wymagań.

Błędów i braków w tym filmie jest tak wiele, że trudno wybrać rzecz, od której wypada zacząć. Już sam początek przedstawiający bitwę sprzed kilkunastu wieków zwiastuje, co będzie dalej czekać widzów: chaos, brak sensu i logiki, które oddały pierwszeństwo stronie wizualnej.

Zacznijmy może więc od tego ostatniego. W zasadzie nie można się przyczepić wyłącznie do efektów specjalnych; a raczej ich strony technicznej. Twórcy najwyraźniej nie wiedzą, że czasem mniej znaczy lepiej – tutaj Transformers pod różnymi postaciami, obce technologie (a nawet planety) wylewają się z ekranu, ogłuszając widza nadmiarem bodźców. Ich liczba sprawia, że zupełnie nie robią wrażenia, błyskawicznie powszednieją, a nawet zaczynają nużyć. W końcu, ile razy można patrzeć na podobne warianty scen, choćby i najlepiej wykonane?

Podstawową wadą filmu jest brak sensownego scenariusza. Gdzieniegdzie oczywiście na powierzchnię przebijają się jakieś próby opowiedzenia historii, ale ma się wrażenie, że ktoś bardzo nieporadnie skleił dwie lub trzy historie w jedną, a dodatkowo w tym procesie przynajmniej kilka kartek zgubił. Opowieści zdecydowanie brak ciągłości i przynajmniej próby ukrycia, że tak naprawdę nie miało się pomysłu na tę historię. Mamy więc obok siebie dziedziców Merlina, złowieszczą boginię Transformersów, zbliżającą się zagładę świata, ludzi polujących na wielkie roboty czy wątek romantyczny bez żadnego napięcia między postaciami. Najlepszym przykładem niech będzie postać grana przez Isabelę Moner: już w zwiastunach była eksponowana jako dzielna i niezależna dziewczyna, podobnie jest na początku filmu. A potem? Możecie o niej zapomnieć, dopiero w końcówce twórcy jakby sobie o niej przypominają i bez sensu wprowadzają ponownie w wir wydarzeń.

Podobnych zabiegów jest zresztą wiele. Wiele scen czy zwrotów akcji nie ma podwalin we wcześniejszych wydarzeniach – zupełnie jakby twórcy nagle wpadali na pomysł: „dodajmy jeszcze to, będzie fajnie”. Otóż nie jest. Potęguje jedynie chaos, dodatkowo uwypukla dziury fabularne i wzmacnia znużenie u widza.

Zresztą nie tylko my, siedząc przed ekranem, możemy poczuć się zmęczeni; to samo dotyczy występujących w filmie aktorów. Anthony Hopkins wygląda na znużonego i zagubionego; zresztą jego rola mogłaby zostać pominięta i nikt by tego nie zauważył. ‌Mark Wahlberg idzie już chyba tylko siłą rozpędu, odbębniając pańszczyznę i licząc zera na koncie, a występ Laury Haddock sprawia, że naprawdę zaczynamy tęsknić za Megan Fox.

Całość może pociągnąłby humor, ale i tutaj nie znajdziemy wiele dla siebie. Żarty są wymuszone, przewidywalne i mało zabawne, a do tego ma się wrażenie, że scenarzyści za cel postawili sobie wsadzenie ich w każdy możliwy moment przestoju akcji.

Idea stojąca za Ostatnim rycerzem wydaje się prosta: wsadźmy do scenariusza wszystko, co się podoba widzom (przynajmniej w założeniach), pokażmy wszystko dwa razy szybciej (czyli wywalmy „zbędne” fragmenty bez akcji), a potem jeszcze dodatkowo wytnijmy część scen, żeby móc pokazać więcej efektów specjalnych. Jednym słowem: jeśli ktoś szuka filmu na poparcie tezy, że komputerowe efekty specjalne skierowały kino w ślepą uliczkę, to akurat w filmie Baya znajdzie do tego doskonały argument.

Pokaż całą recenzję

Obsada

Cade Yeager
Sir Edmund Burton
Robert Epps
Vivian Wembley
Luke Reynolds
Podpułkownik William Lennox

Powiązane Artykuły

Piotr Piskozub
weekend
24 -

Jak Wonder Woman podbiła świat? Analiza sukcesu

Wonder Woman okazała się ogromnym sukcesem finansowym. Wpływ na taki obrót sprawy ma szereg czynników,…

Jędrzej Skrzypczyk
0 -

naEKRANACH #86 – Franchise fatigue. Czy to koniec filmowych serii?

Tego lata zmęczenie filmowymi seriami jest nad wyraz widoczne. Czy to moment, w którym najpopularniejsze…

Karolina Szendera
weekend
11 -

Sequele, których nie znacie (i znać nie powinniście)

Oglądał ktoś drugą część Dziecka Rosemary? Albo kontynuację Rocky Horror Picture Show? A może Ptaki…

Jan Stąpor
weekend
22 -

Hollywoodzki replay. Jak powstają tasiemcowe franczyzy?

Kolejna część filmu: ponownie te same twarze na plakatach, podejrzanie znajoma fabuła, jedynie budżet zwiększono,…


Co o tym sądzisz?