Chirurdzy: sezon 15, odcinek 17 – recenzja

Kolejny świetny odcinek, który zdecydowanie podnosi poprzeczkę dla całego sezonu. Im więcej akcji dzieje się na salach operacyjnych, tym lepszej jakości są kolejne odcinki, a od tego, aż ciężko się oderwać.

Ocena recenzenta:
8/10

Kolejny świetny odcinek, który zdecydowanie podnosi poprzeczkę dla całego sezonu. Im więcej akcji dzieje się na salach operacyjnych, tym lepszej jakości są kolejne odcinki, a od tego, aż ciężko się oderwać.

Paulina Wiśniewska

Paulina Wiśniewska

Tagi:  chirurdzy 
UWAGA: TEKST ZAWIERA SPOILERY!

Ten odcinek stoi pacjentami. I to z dwóch powodów. Po pierwsze ich przypadki są dość ciekawe same w sobie, a po drugie są punktem wyjścia dla szpitalnych konfliktów i moralnych dylematów. Na duże uznanie zasługuje motyw pacjenta, u którego wykorzystano “rybią skórę” do leczenia ogromnych ran po oparzeniach. Wszystko w tym wątku jest stworzone według starannie wypracowanych schematów, które znamy od samego początku Chirurgów. Widzimy stażystów ćwiczących na rybach. Dostajemy niebanalny przypadek chirurgiczny, a do tego kilka zabawno-ironicznych scen z udziałem młodszej kadry lekarzy. Ekscytacja stażystów, podziw współpracowników - wszystko to razem wzięte przyprawia o lekką nutkę nostalgii za starymi czasami, kiedy to wyścig szczurów był jedną z myśli przewodnich serialu.

Równie ciekawie ogląda się inny medyczny przypadek, który angażuje jednak zdecydowanie większą liczbę serialowych bohaterów. Do szpitala w Seattle trafia małżeństwo, które zostało ranne w wypadku samochodowym. Szybko okazuje się, że kobieta jest w piątym miesiącu ciąży i to właśnie tutaj tkwi cały tragizm sytuacji - aby uratować jej życie, musi poddać się zabiegowi histerektomii. Jej dziecko jest jednak za małe, by przeżyć samodzielnie poza ciałem matki. Jak się można domyślać, z ratunkiem chce przyjść dr Vincenzo DeLuca i jego nowatorski pomysł, na tzw. dziecko w torbie. Stanowi to tym samym kulminacyjny moment odcinka. Dzieje się tutaj tyle, że spokojnie można było obdarować tymi emocjami i wydarzeniami ze trzy kolejne odcinki. Przepięknie jest tutaj rozegrany konflikt między ojcem i synem, do tego dochodzi jeszcze dr Karev i jego dylematy jako szefa. Nie brakuje też silnej presji ze strony dr Cariny DeLuca czy chociażby dr Bailey, która mimo że stoi nieco z boku, to w dalszym ciągu trzyma rękę by szpital się nie pogrążył. A na górze tego wszystkiego jest sama dr Altman i jej własna ciąża. Te wszystkie postacie doskonale się w tym wątku łączą, oddziałują wzajemnie na siebie i uzupełniają. Warto też wspomnieć o silnym ładunku emocjonalnym, który niesie ze sobą ta cała sytuacja, a także ten moralny dylemat, który poddaje się pod dyskusję także i widzom. Największe wrażenie robi jednak postać dr. Andrew DeLuca, który jest w centrum wydarzeń i to na nim skupia się w dużej mierze akcja. Aktor się w niego wcielający, Giacomo Gianniotti, doskonale odnajduje się w dramatycznych scenach, dodając więcej charyzmy i zdecydowania dla postaci dr. DeLuca.

Całkowicie z boku wszystkich szpitalnych wydarzeń są dr Link i dr Shepherd, którzy razem biorą udział w wyjazdowej konferencji. W tym przypadku mamy do czynienia typowym serialem obyczajowym, gdzie romans przebija się z każdej sceny. Nie zmienia to faktu, że tę część odcinka ogląda się całkiem przyjemnie. Z łatwością można zauważyć chemię między bohaterami, a ich niezdarność i nieporadność przyprawia trochę o zażenowanie. I mimo że nie do końca spodziewałam się takiego dopasowania bohaterów, to właściwie wydaje się być ono interesujący. Co więcej, postać dr. Linka w końcu przestaje być obca - w dalszym ciągu posiada on efekt świeżości, ale nareszcie znamy go na tyle, by wiązać z nim małe, fanowskie nadzieje.

I to też warto zaznaczyć, że oprócz dobrej dawki medycznego szumu, ten odcinek doskonale radzi sobie na poziomie kreacji bohaterów. Zarówno cała skomplikowana relacja w rodzinie DeLuca, jak i dr. Jo Karev, która próbuje odszukać swoich biologicznych rodziców, a także dr Hunt z dr Altman - to wszystko stoi na nieco wyższym poziomie niż dotychczas. Zdecydowanie gorzej wyszła dr Pierce, która wraca do starych schematów bojaźliwej i irytującej młodej kobiety. Postać dr Pierce posiada od czasu do czasu lepsze momenty, ale w przeważającej części wydaje się być w najlepszym przypadku nijaka.

Odcinek w zasadzie jest jednym z lepszych, który proponuje ten sezon. Do jednego mogę się tutaj przyczepić, a mianowicie, że struktura dla fabuły tego odcinka była doskonale widoczna już od pierwszych jego momentów. Jest niczym instrukcja obsługi, jak pisać scenariusze dla produkcji telewizyjnych. Kilka początkowych minut zarysowało podłoże dla późniejszych konfliktów, które zostały rozwiązane w dość emocjonującym akcie trzecim. Dzięki temu odcinek wydaje się być bardzo prosty w konstrukcji i nieco przewidywalny. Zwłaszcza jeśli zestawi się ciężarną dr Altman i ideę ratowania życia nienarodzonych dzieci. Ciężko jest śledzić tutaj czas mijający pomiędzy poszczególnymi odcinkami i dlatego nie do końca wiadomo jak bardzo zaawansowana jest jej ciąża. Obawiam się jednak, że temat “dziecka w torbie” może jeszcze powrócić i to właśnie przy okazji jej postaci. Na pewno byłoby to bardzo dramatyczne, choć serial i tak niebezpiecznie ociera się o telenowelowe zagrywki. Są to jednak drobnostki, które nie są wstanie ostatecznie odebrać bardzo żywych i silnych wrażeń po emisji odcinka.

Źródło: zdjęcie główne: materiały prasowe

Chirurdzy

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV