Repertuar kin Nowość Program TV
Ocena recenzenta:
5/10

Cloak & Dagger: sezon 1, odcinek 6 – recenzja

Wbrew wcześniejszym zapowiedziom nowy serial Marvela pozostawia wiele do życzenia, jeśli chodzi o poziom artystyczny. Niestety nie jest to tak dobra produkcja, jak można było przypuszczać po premierowych odcinkach, a bieżąca odsłona dobitnie tego dowodzi.

Najnowszy odcinek zmaga się zarówno z problemami scenariuszowymi, jak i realizacyjnymi. Może to dziwić, bo przecież serial miał imponować formą i oprawą audiowizualną. Podczas gdy poprzednie odcinki robiły dobre wrażenie pod tym względem, to bieżąca odsłona zostaje otwarta serią chaotycznych i okropnie zmontowanych scen. Czy segment prezentujący seks czarnoskórego mężczyzny z białą blondynką ma nas zwieść, sugerując, że oglądamy Tyrone’a i Tandy w miłosnym uniesieniu? Finalnie okazuje się, że bohaterem tej niefortunnej sekwencji jest Duane, a widzowie zachodzą w głowę,  czemu ma służyć to zagranie fabularne.

Wprowadzeniem do odcinka jest również spotkanie Clarissy z Evitą. Idiotyczne  mumbo-jumbo, powiedzieliby Amerykanie, patrząc na rytuały odprawiane przez kapłankę voodoo. Tego typu motywy same w sobie nie są oczywiście niczym złym, a odpowiednio zaaplikowane opowieści mogą ją całkiem przyjemnie ubarwić. Tutaj jednak jest to tak słabo i mało kreatywnie wykonane, że wywołuje jedynie uśmiech politowania. Właśnie przez takie elementy można odnieść wrażenie, że całość jest realizowana po macoszemu. Byleby odhaczyć dany wątek, byleby szybko przejść do kolejnych scen. Twórcy nie pracują ze scenariuszem (który notabene również nie zachwyca, ale o tym później), przez co oprawa już nie łechce mile oka, tak jak to miało miejsce w dwóch pierwszych epizodach.

Motyw Clarissy i Evity przewija się przez całą długość odcinka. Czego się z niego dowiadujemy? Okazuje się, że wkrótce wydarzy się coś złego, a w centrum zajść będzie Tyrone i jego druga połówka. Jak widać nic odkrywczego tutaj nie ma. Po co więc wątek ten dostaje tak dużo czasu ekranowego? Być może po to, abyśmy nie zapomnieli, że Cloak & Dagger to serial opowiadający o magii i zjawiskach nadprzyrodzonych. Śledząc wydarzenia z szóstego odcinka, bez znajomości kontekstu, można dojść do wniosku, że oglądamy dramat z elementami kryminału. Clarissa informuje nas jednak, że dzieje się tu znacznie więcej, a bohaterowie są częścią czegoś bardziej epickiego. Tajemnica unosząca się nad bohaterami może intrygować, ale sposób jej zasygnalizowania jest mało subtelny i doskonale wpisuje się w trend obecny w pozostałych wątkach.

Poszczególne historie rozpisane są niewłaściwie – scenariusz jest po prostu zły. W serialu mamy do czynienia z klasyczną równią pochyłą. O ile w premierowych epizodach całość miała jeszcze jakąś głębie, teraz wydarzenia toczą się tak beznamiętnie, że aż zęby bolą. Cloak & Dagger przegrywa zarówno z Runaways, gdzie każdy wątek osobisty bohaterów jest pisany w interesujący sposób, jak i nawet z Agentami Tarczy, w których dialogi są zaczepne i inteligentne (mimo stricte rozrywkowej formy). Niektóre motywy z omawianego odcinka Cloak & Dagger niebezpiecznie oscylują wokół tego, co prezentował serial Marvel’s Inhumans, a to –  jak każdy fan seriali wie – niebezpieczne rejony popkultury.

Rzuca się w oczy wiele źle rozpisanych wątków. Relacja Miny i Tandy pozbawiona jest chemii. Panie rozmawiają ze sobą bez wielkich emocji. Sama historia też nie ma większego potencjału. Ekowynalazki, pszczoły i zła korporacja pchająca ręce gdzie się tylko da – czy naprawdę na tym będzie koncentrować się serialowa adaptacja komiksu Cloak & Dagger? Na dodatek postać Miny – skończonej marzycielki z wizją – jest tak irytująca, że widz tylko czeka aż zniknie ona z ekranu. „Jeśli czegoś przestajemy szukać, to o tym zapominamy” – to jedna ze złotych myśli tej domorosłej sukcesorki Paulo Coelho.

Kroplą przepełniającą czarę goryczy jest Tandy, która przerasta inteligencją i wiedzą wszystkich wokół, samodzielnie odkrywając błędy w projekcie budowlanym. Tandetnie wypada również spotkanie z ojcem Miny. Takie momenty zazwyczaj są poruszające i emocjonalne. Obserwując, jak bohaterka konfrontuje się z kimś, dla kogo jej ojciec był mentorem, odczuwamy chyba tylko znużenie kolejną słabo zagraną i źle nakręconą sceną.

Fajerwerków nie ma także u Tyrone’a. Wszystko jest tutaj do bólu przewidywalne. Duane, Connors, O’Reilly, narkotyki, strzelanina, Tyrone używający mocy. Nic tu nie zaskakuje. Widz nie ma problemów, aby domyślić się, jak przebiegną kolejne etapy tego monotonnego wątku. Dodatkowo, czy sensacyjne sprawy kryminalne nie powinny trzymać w napięciu? W tym przypadku nie ma o tym mowy. Wiemy przecież, że Tyrone wyjdzie cały z każdej awantury, a Connors do końca zostanie niegodziwcem, o czym przypomina nam złowroga blizna na jego twarzy. Duane musi zginąć, ponieważ okazuje się zdrajcą i grzesznikiem. Zabawne jest jednak, jak twórcy próbują pokazać człowieka w tym dealerze narkotyków. Mimo złych uczynków, Duane nikogo nie zamordował (oprócz dziesiątek dzieciaków zabitych przez białą śmierć). Jego filozofia żywcem wyjęta jest z utworów Tupaca Shakura. „Życie jest, jakie jest, robię to, co muszę, a nie to, co lubię”, rzuca od czasu do czasu  ten bohater. Kolejny tendencyjny motyw, który nie działa jak należy. Jego postać nie angażuje widzów, nie zmusza do sympatyzowania z nim. Tyczy się to również detektyw O’Reilly. Bohaterowie drugoplanowi są nam całkowicie obojętni.

Wielu miłośników komiksowych fabuł może mieć słuszne pretensje do twórców za to, w jaki sposób prowadzą historię Tyrone’a i Tandy. Marvel’s Cloak and Dagger to opowieść z gigantycznym potencjałem, który jak do tej pory rozmieniany jest na drobne. Nie chodzi tutaj o to, że w serialu nie ma charakterystycznych dla superbohaterskich historii motywów. Produkcja nie działa również jako dramat i zawodzi pod względem realizacyjnym i scenariuszowym. Niestety jak na razie nie widać szans na poprawę poziomu.

 

Źródło: zdjęcie główne: Freeform

Poznaj recenzenta

Wiktor Fisz
Fan Davida Lyncha, Monty Pythona i H.P. Lovecrafta. Uważa, że sztuka jest jedyną dziedziną życia, w której można sobie pozwolić praktycznie na wszystko. Bardzo nie lubi tradycyjnej telewizji, jest za to wielkim fanem platform SVOD. Gdyby był producentem serialowym, wydałby wszystkie pieniądze na ekranizację książki „Wieki Światła” Iana R. McLeoda. Wciąż próbuje przekonać córkę, że Vaiana jest lepszą animacją niż Król Lew.

Najlepsze z 24h

Piotr Piskozub
-

Masz 4 tysiące dolarów? Zadrapana tarcza…

Marvel uruchomił nową linię sprzedażową przedmiotów z MCU - wśród nich znajdziemy tarczę Kapitana Ameryki…

Piotr Piskozub
-

[SDCC 2018] Titans – dlaczego Robin…

Na Comic-Conie w San Diego pojawiło się jeszcze więcej informacji na temat serialu Titans -…

Dawid Muszyński
-

Sicario 2: Soldado – recenzja filmu

Alejandro powraca by dalej, z błogosławieństwem rządu USA, rozprawiać się z kartelami narkotykowymi w Meksyku.

Ocena recenzenta:
7
Norbert Zaskórski
-

[SDCC 2018] Aquaman – nowe zdjęcie…

Fani obecni na imprezie San Diego Comic-Con zamieścili w sieci nowe zdjęcie promujące tegoroczne widowisko…

Michał Kujawiński
-

Godzilla: Król potworów – który z…

Powoli rozkręca się kampania reklamowa filmu Godzilla: Król potworów. Po zaprezentowanym rano teaserze przyszedł czas…

Adam Siennica
breaking
-

[SDCC 2018] Gwiezdne Wojny: Wojny Klonów…

Oto pierwsza wielka niespodzianka San Diego Comic-Con 2018. Lucasfilm oficjalnie ogłasza nowy sezon serialu Gwiezdne…

Co o tym sądzisz?