Co robimy w ukryciu: sezon 1, odcinek 1 – recenzja

Co robimy w ukryciu to serial oparty na słynnej komedii Taiki Waititiego z 2015 roku. W tej wersji śledzimy losy wampirów mieszkających w Nowym Jorku. Oceniam pierwszy odcinek.

Ocena recenzenta:
8/10

Co robimy w ukryciu to serial oparty na słynnej komedii Taiki Waititiego z 2015 roku. W tej wersji śledzimy losy wampirów mieszkających w Nowym Jorku. Oceniam pierwszy odcinek.

Norbert Zaskórski

Norbert Zaskórski

UWAGA: TEKST ZAWIERA SPOILERY!

Nandor, Laszlo i Nadja to trzy wampiry, które wiele lat temu przybyły do Stanów Zjednoczonych, aby zdobyć władzę dla swojego gatunku na tym terenie. Jednak cel ten nie został wykonany i nasi krwiopijcy żyją razem w domu w Nowym Jorku. Wspomaga ich sługa Nandora, Guillermo, który bardzo pragnie zostać wampirem. Współlokatorem bohaterów serialu jest również Colin, który reprezentuje gatunek wampira energetycznego. Troje krwiopijców ma wkrótce odwiedzić Baron Afanas przedstawiciel królewskiej rodziny wampirów. Odbywają się przygotowania do przyjęcia legendarnego gościa.

Czarny humor, który doskonale sprawdzał się w filmie Waititiego z 2015 roku tutaj również działa znakomicie. Tak naprawdę twórcy nie ograniczają się w swoich żartach i pozwalają sobie na pełną swobodę, co owocuje fantastycznymi gagami. Moim ulubionym z tego odcinka jest zdecydowanie ten z zebrania współlokatorów, na którym Nandor objaśnia zasady higieny związane z traktowaniem ofiar wampirów. Humor reprezentowany przez scenarzystów jest dosadny, mocny, ale przy tym nie jest wysilony i chamski. Raczej odznacza się lekkością i inteligentnym potraktowaniem widza, który nie zadowala się byle jakim poziomem gagów. A ich paleta, której twórcy używają w pierwszym odcinku, jest naprawdę szeroka, począwszy od żartów sytuacyjnych, przez te związane z wampirzymi stereotypami, na humorystycznym podejściu do makabry kończąc. Każdy znajdzie tu coś dla siebie, nieważne czy widz wielbi pewien rodzaj groteski na ekranie czy szalone podejście do epatowania humorem w serialu. Nic dodać, nic ująć, pierwszy odcinek tej produkcji sprawił, że naprawdę szeroko się uśmiechnąłem.

Serial wygrywa również kreacjami aktorskimi, gdzie ekipa serialu brawurowo wciela się w grupę barwnych postaci. Są one mocno przerysowane, jednak w wypadku tej produkcji przejaskrawienie charakterów poszczególnych bohaterów sprawdza się w pełni. Świetny jest tutaj Nandor, który przedstawia swoją historię bycia okrutnym wojownikiem Imperium Osmańskiego, jednak w nowym wydaniu jest łagodnym i ułożonym krwiopijcą, który czasami obsypie się brokatem, aby upodobnić się do wampirów ze Twilight. Ten mentalny rozstrzał bardzo sprawnie ubogaca charakter i sam wątek tego bohatera. A już jego relacja z Guillermo jest czymś rozpisanym naprawdę mistrzowsko. To interesująca i wciągająca widza więź oparta trochę na mentorskim sznycie, trochę na służalczym charakterze, a trochę na dziwnej, kumpelskiej zależności. Wszystkie te czynniki budują jednak bardzo spójną relację i tworzą ciekawy, a przy tym zgrany ekranowy duet. Prawdziwą petardą jest tutaj scena, w której Nandor ofiaruje Guillermo prezent na 10-lecie bycia jego sługą. Poczynania tego duetu na ekranie ogląda się naprawdę dobrze.

Dobrze w serialu sprawdza się również wątek Nadji i jej miłosnych zapędów wobec pewnego mieszkańca Nowego Jorku. Całość jest dobrą wariacją na wszelkie romantyczne motywy, z którymi mamy do czynienia w różnych produkcjach. Nie ma tutaj jakiejś subtelności, twórcy rozgrywają ten wątek w swoim, pełnym humoru stylu, budując naprawdę dziwną, a przy tym w pełni absorbującą uwagę widza relację wampirzycy z jej obiektem uczuć. Świadczy o tym chociażby scena ich pierwszego spotkania, gdzie Nadja jest podniecona każdym zdaniem wypowiadanym przez jej wybranka. Trochę wśród tych ciekawych wątków odstaje aspekt fabularny dotyczący Laszlo, ale na pewno twórcy poświęcą mu jeszcze sporo czasu w kolejnych epizodach. Na uwagę zasługuje jeszcze znakomity, odrębny od całej wampirzej charakterystyki wątek, Colina, energetycznego wampira. To znakomity pomysł scenarzystów, którym jestem w pełni zachwycony, aby wziąć pod lupę pewien psychologiczny aspekt członków społeczeństwa, których tak naprawdę mamy okazję codziennie spotykać na naszej drodze. Ten bardziej ludzki element fabuły to udany sposób ukazania tak przyziemnego i pospolitego aspektu, który jest stałym tłem społeczeństwa. Czymś fantastycznym jest scena, w której Colin pojawia się na zebraniu wampirów i odbiera im energię samą tylko swoją obecnością.

Pierwszy odcinek serialu What We Do in the Shadows jest bardzo dobry pod względem scenariuszowym, aktorskim i sposobu budowania świata przedstawionego. Naprawdę czekam na więcej tego czarnego humoru, który oferują nam twórcy.

Źródło: zdjęcie główne: FX

Co robimy w ukryciu

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV