Co robimy w ukryciu: sezon 1, odcinki 2-3 - recenzja

Nowe odcinki Co robimy w ukryciu oferują nam kolejną dawkę szalonego, czarnego humoru i trzymają bardzo dobry poziom. Oceniam.

Ocena recenzenta:
8/10

Nowe odcinki Co robimy w ukryciu oferują nam kolejną dawkę szalonego, czarnego humoru i trzymają bardzo dobry poziom. Oceniam.

Norbert Zaskórski

Norbert Zaskórski

UWAGA: TEKST ZAWIERA SPOILERY!

Nasze wampiry muszą wykonać misję zleconą im przez Barona Afanasa, polegającą na zawładnięciu całym Nowy Światem. Pomysł na realizację planu podrzuca krwiopijcom Colin i zabiera ich na spotkanie Rady Miasta. Nandor i Laszlo mają plan, jak zapanować nad tym organem władz lokalnych, natomiast Nadja postanawia stworzyć nowego wampira. Innym razem nasi krwiopijcy muszą zmierzyć się z bandą wilkołaków, z którymi weszli w konflikt, łamiąc tym samym warunki rozejmu między wampirami a bestiami. W tym czasie w biurze Colina pojawia się nowa pracownica, Evie. Okazuje się ona być emocjonalnym wampirem.

Po raz kolejny twórcy świetnie ogrywają w charakterystyczny dla siebie, pełen czarnego humoru sposób wampirzą legendę z wszelkimi jej stereotypami. Scenarzyści kreują znakomity pastisz mrocznych opowieści o krwiopijcach, tworząc z nich bohaterów bliższych lekkiej, zabawnej stronie popkultury niż tych, charakterystycznych dla produkcji grozy. I to wychodzi im świetnie, szczególnie gdy wrzucają główne postacie w serialu w coraz to dziwniejsze sytuacje, w których mogą skorzystać ze swoich mocy i umiejętności. Doskonałym tego przykładem są Nandor i Laszlo, których plany na zawładnięcie Radą Miasta spowodowały szeroki uśmiech na mojej twarzy i serdeczne, przyjemne rozbawienie. Sytuacje, w której nasi bohaterowie pozują na wytrawne, przebiegłe czarne charaktery są naprawdę doskonale zainscenizowane i przezabawne. Szczególnie spodobała mi się scena, w której Nandor próbował się połączyć telepatycznie z jednym z członków Rady Miasta, ale niestety ciągle coś mu przeszkadzało. Prosta realizacyjnie scena, ale skupiająca sporą dawkę niegłupiego humoru i przede wszystkim zapadająca w pamięć.

Na uwagę zasługuje również mało wyeksploatowany w tych odcinkach wątek przemiany Jenny w wampirzycę. To interesujący element fabuły, posiadający spory potencjał na rozwój w kolejnych odcinkach. Beanie Feldstein, wcielająca się w łaknącą krwi nowicjuszkę już nie raz sprawdzała się w komediowych rolach i liczę, że tutaj twórcy dadzą jej więcej pola do popisu w następnych epizodach. Szczególnie ciekawi mnie rozwój jej relacji z Nadją, która oparta jest na dziwnym pożądaniu przedstawionym oczywiście w charakterystycznym dla twórców krzywym zwierciadle oraz na interesującym, mentorskim sznycie. Scenarzyści bardzo dobrze bawią się tą relacją. Tak samo jak aktorki, które wcielają się w Jennę i Nadję. Może to być naprawdę niezły wątek poboczny, na co liczę.

Moimi zdecydowanymi faworytami w tych epizodach są jednak dwa wątki, ten z pojedynkiem wampirów i wilkołaków oraz Colin spotykający Evie. W pierwszym z nich twórcy nie bali się wyśmiać, oczywiście bardzo inteligentnie, konfliktu dwóch najbardziej znanych gatunków potworów z klasycznych horrorów. Twórcy zaoferowali nam całą masę prześmiesznych gagów, w których nasi bohaterowie i ich przeciwnicy zostali przerysowani do granic możliwości, jednak zgrabnie balansowali na tej linii, oferując kawał dobrej rozrywki. Zdecydowanie moją ulubioną sceną z tego wątku jest sekwencja pojedynku, w którym Nandor wykorzystuje gumową kość do pokonania przedstawiciela wilkołaków. Świetny moment serialu, który rozbawił mnie do łez.

Natomiast wykorzystanie przez twórców umiejętności Colina i Evie, czyli emocjonalnego i energetycznego wampira sprawiło, że otrzymaliśmy prawdziwy koktajl wybuchowy nieskrępowanego niczym humoru. Vanessa Bayer, jako żywiąca się żalem ludzi Evie była naprawdę znakomita. Aktorka świetnie czuła się w roli stonowanej, tajemniczej, ale również pełnej mrocznej energii i przebiegłej wampirzycy. A już w duecie z Markiem Prokschem grającym Colina sprawdziła się doskonale. Obydwoje tworzą ciekawy, ekranowy duet, którego każde pojawienie się na ekranie wzbudza ciekawość i szczery uśmiech. Najlepszym potwierdzeniem moich słów są w tym wypadku dwie, świetne sceny z udziałem postaci. Jedna to ich pojedynek na argumenty, gdzie prosty koncept został wykorzystany z maksimum skuteczności. Druga to ta przedstawiająca rozstanie Colina i Evie, gdzie cała sytuacja została przedstawiona z odpowiednią dawką humoru, z dużym luzem, bez popadania w jakąś wysiloną emocjonalność. Mam nadzieję, że postać Bayer pojawi się jeszcze w tym serialu.

Nowe odcinki serialu Co robimy w ukryciu trzymają bardzo dobry poziom premiery, gwarantując ciekawe, wciągające wątki, świetnie występy aktorskie i dawkę nieskrępowanego, szalonego humoru.

Źródło: zdjęcie główne: screen z YouTube

Co robimy w ukryciu

Co o tym sądzisz?

Wkrótce dokonamy migracji systemu komentarzy. Nowy system komentarzy pozwoli nam m.in. rozwinąć funkcje, których nie możemy uzyskać w Disqus, zwiększy bezpieczeństwo strony i przyspieszy czas jej ładowania. W związku z tym wymagana jest Państwa zgoda na przeniesienie Państwa komentarzy do nowego systemu i powiązania go z Państwa kontem w serwisie naEKRANIE.pl. Prosimy o zalogowanie się na wszystkie konta disqus, z których Państwo korzystacie i powiązanie ich z naszym serwisem. W przypadku braku udzielenia tejże zgody, Państwa komentarze w dniu uruchomienia nowego systemu komentarzy przejdą proces zmiany na anonimowe. Proszę kliknąć tutaj, aby wyrazić zgodę i powiązać to konto.

Jeżeli posiadasz oddzielne konto w serwisie disqus kliknij tutaj, aby je powiązać

UWAGA: Ten komunikat będzie się pojawiał aż do momentu uruchomienia systemu nowych komentarzy niezależnie od tego czy wykonasz powyższe instrukcje czy nie.

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV