Jednostka 19: sezon 2, odcinek 10 – recenzja

Medycznych interwencji ciąg dalszy. Nie można zaprzeczyć, że interwencja strażaków remizy 19 jest wystarczająco intensywna, by wypełnić sobą cały odcinek.

Ocena recenzenta:
6/10

Medycznych interwencji ciąg dalszy. Nie można zaprzeczyć, że interwencja strażaków remizy 19 jest wystarczająco intensywna, by wypełnić sobą cały odcinek.

Paulina Wiśniewska

Paulina Wiśniewska

Tagi:  jednostka 19 
UWAGA: TEKST ZAWIERA SPOILERY!

Wydawać by się mogło, że strażacy z serialu Jednostka 19 unikają pożarów jak... ognia. Kolejny odcinek i za nami i w dalszym ciągu akcje ratownicze ograniczają się głównie do interwencji medycznych. Co prawda tym razem jest jedna akcja i to sporego kalibru, ale mimo wszystko gryzącego w oczy dymu od dawna nie było widać. Czyżby serial ciął koszty? Albo może faktycznie nie tak daleko mu do Chirurgów, jak od samego początku się nam sugeruje…

Po raz kolejny nasi bohaterowie są rozdzieleni i połączeni w pomniejsze grupy. Akcja przeskakuje kolejno między nimi, a ponieważ ich przygody drastycznie różnią się od siebie, to cały odcinek wydaje się być nierówny i nieco poszatkowany, jeśli idzie o fabułę. Należy zacząć od tego, że odcinek ma jeden bardzo mocny wątek, inne natomiast są dosyć średnie, choć zapewne i one znajdą swoich fanów. Na pierwszy plan wysuwa się akcja w pociągu, w której uczestniczą Jack i Maya. Obydwoje zostają wysłani do pociągu, który utknął w tunelu, by przyjrzeć się pasażerom i ewentualnie udzielić pierwszej pomocy medycznej. Okazuje się jednak, że pasażerowie wykazują objawy ptasiej grypy i cały wagon musi zostać objęty kwarantanną. Jak można się spodziewać, Gibson i Bishop nie mają łatwego zadania, a akcja wraz z upływem czasu, coraz bardziej się komplikuje. Zwłaszcza jeśli mowa o Gibsonie i jego reakcji na silny stres. Działa na niego wszystko: ciasne pomieszczenie, przymusowe zamknięcie, początki paniki pasażerów, ograniczone środki medyczne, a także stan krytyczny aż trzech chorych. Punktem kulminacyjnym odcinka są wewnętrzne zmagania Jacka z jego własnymi lękami i (oczywiste zresztą) wyjście z nich obronną ręką. Jakby tego było mało, Gibson dostarcza jedną z najbardziej motywujących mów odcinka i porywa za sobą ludzi, którzy się jednoczą i udzielają pomocy sobie nawzajem. Brzmi kiczowato i niczym z taniego filmu o superbohaterze? Niestety, ta scena tak właśnie wygląda i odbiera wiarygodności całej tej sytuacji. Sama relacja między Jackiem a Maya jest rozegrana w ciekawy sposób i z łatwością daje się złapać na ich zgryźliwe docinki i kwestionowanie decyzji. To czego nie do końca kupuję to ich wątek romantyczny. Działa tutaj zasada, że przeciwieństwa się przyciągają, ale nawet do teraz nie do końca widzę tę dwójkę jako coś stałego. Pomysł z kwarantanną jest jak najbardziej na plus i rozegrany w dość interesujący sposób, choć rozwiązanie akcji wydaje się być dość przebajerzone.

Reszcie załogi trafiają się raczej wątki obyczajowe, które są rozciągnięte w czasie do granic możliwości. Sullivan, który w dalszym ciągu próbuje zintegrować się ze swoją remizą, wkręca się do wspólnego malowania mieszkania Travisa. Ponownie mamy do czynienia z bardzo utartym schematem. Początkowo podwładni Sullivana trzymają dystans i są niechętni wobec jego obecności. Z czasem jednak nabierają więcej sympatii wobec niego, by na końcu wyskoczyć na wspólne piwo. Nie dzieje się tutaj nic, czego byśmy wcześniej już nie widzieli, a także nic, czego byśmy się nie spodziewali. Nawet scena z tańcem też nie jest niczym nowym, choć na pewno ten pomysł imponuje w tak męskim towarzystwie.

Z kolei Andy i Victoria bawią się w przewodniczki po remizie dla młodej kadetki akademii. Tak na dobrą sprawę dziewczyna pojawia się znikąd, a jej postać nie wnosi za specjalnie wiele do całego odcinka. Jest tylko argumentem dla Andy i Victorii, by ponarzekać na widoczną niedojrzałość tej pierwszej. Zwłaszcza w tym odcinku widać jak bardzo Andy jest jeszcze dziecinna, a jej problemy odstają od tych, które doświadcza cała reszta załogi. I niby Andy jest zabawna w tej swojej upartości, ale powoli jej postać przestaje reprezentować cokolwiek interesującego. Zwłaszcza, że sposób w jaki traktuje Ryana zaczyna być coraz bardziej bezczelny i denerwujący. Ciężko mi zrozumieć motywacje jej postaci, a podejmowane przez nią decyzję wielokrotnie wydają się być ze sobą sprzeczne. Nie wiem czy to mam zaliczyć na złożoność jej charakteru czy zwyczajne lenistwo w pisaniu scenariusza. Póki co ciężko jest ją lubić i zgadzać się z jej wyborami.

Wątek Rayna i Priutta Herrery jest tak marginalny, że został chyba wprowadzony tylko po to, by rozluźnić całą atmosferę serialu. Sprawa pieniędzy od ojca Ryana stoi w miejscu, a sam pan policjant jakoś za specjalnie  się tym nie przejmuje. Nie wykorzystuje ten serial swoich postaci, a już na pewno nie ma na nie wyjątkowo oryginalnych pomysłów. Cały momentami dłuży się strasznie, a dobre fragmenty akcji przerywane są mniej angażującymi widza wątkami.

Jednostka 19

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV