Ocena recenzenta:
9/10

mother! – recenzja filmu [American Film Festival]

Kontrowersyjne mother! Darrena Aronofsky'ego to wyjątkowa, emocjonująca i niezwykle trudna w odbiorze podróż. Jedni nazwą ją wyjątkowo opracowaną metaforą, inni nieznośnie pretensjonalnym chaosem. Tak czy inaczej - trzeba zobaczyć!

Zawieram z wami przymierze, tak iż nigdy już nie zostanie zgładzona wodami potopu żadna istota żywa i już nigdy nie będzie potopu niszczącego ziemię.

Boska obietnica z Księgi Rodzaju skierowana jest do Noego – bohatera poprzedniego filmu Darrena Aronofsky’ego. Tym razem po przeżyciu Wielkiego Potopu ludzie mogli dalej żyć pod boskim nadzorem, a wielki eksperyment – zwany Ziemią – wszedł w kolejną fazę realizacji. Jednak ten wers dosadniej odnosi się do najnowszego filmu amerykańskiego twórcy.

Oto pierwsza scena Mother!: On (Javier Bardem) mocuje piękny kryształ w sercu swojego niegdyś spalonego domu. Dzięki niemu posiadłość na nowo odzyskuje swoją dawną świetność, ściany rodzą się na nowo z popiołów, a w sypialni pojawia się Ona (Jennifer Lawrence), która tuż po przebudzeniu z utęsknieniem wypatruje swojego kochanka. Rozpoczyna się kolejny cykl, metafora jak się patrzy!

Nim Aronofsky (Pi, Czarny łabędź) wróci na biblijny szlak, wpierw zgotuje bohaterom piekło. W domu głównych postaci pojawiają się niezapowiedziani przybysze – Mężczyzna (Ed Harris) i Kobieta (Michelle Pfeiffer). On przyjmuje ich z ochotą – jest cierpiącym, szukającym inspiracji twórcą, a nowe historie, nowi ludzie, nowe doświadczenia mają pomóc mu w przełamaniu artystycznej blokady. Jednak Matka nie jest zadowolona z takiego towarzystwa  – zaczynają traktować własnoręcznie odbudowywany Dom jak swój, a gdy zjawia się jeszcze większa liczba gości, jej oczko w głowie zaczyna podupadać. Analogii widzowie doszukują się sami.

Aronofsky’emu udaje się wybornie ukryć te banały pod płaszczem filmu grozy – trochę tu Funny Games Michaela Hanekego, trochę Wstrętu Polańskiego. Jednak bez problemu można dostrzec typowe tematy dla reżysera Zapaśnika, takie jak powolne popadanie w obłęd, walka bohatera z nierównymi i nieznanymi siłami, które budują podstawowy konflikt w mother! Gdy większości jego bohaterów przynajmniej wydawało się, że potrafią stanąć do równego pojedynku, bohaterka Jennifer Lawrence jest skazana na porażkę od samego początku. To także nowość w filmografii tej aktorki – Ona jest zarówno krucha i bezbronna, jak i nieugięta. Przez cały film kroczymy za nią wraz z kamerą, skupiając wzrok na niej lub podążając za jej spojrzeniem i obserwując postępującą w Domu dekadencję.

Problem rozpoczyna się wtedy, gdy Aronofsky podgrzewa atmosferę i zdziera tapetę thrillera o mentalnym i fizycznym osaczeniu, a gołe ściany domu stają się świadkami narastającej (zaznaczyć trzeba – dosłownej) Apokalipsy. Wtedy ponury realizm ustępuje miejsca surrealizmowi. Kolejne kłody rzucane pod nogi przez reżysera mogą w ostateczności stać się – dla niektórych widzów – przeszkodami nie do przeskoczenia. Mimo że oprawa techniczna (wybitna „ścieżka dźwiękowa”, którą stanowią wyłącznie dźwięki Domu oraz niesamowita praca kamery Matthew Libatique) jest godna podziwu i może sprawiać przyjemność, to trzeba szczerych chęci, by nie pomylić kiczu z odważnym narracyjnym eksperymentem. Aronofsky balansuje na tej granicy w bardzo niebezpieczny sposób, ale z drugiej strony, kto inny mógłby się podjąć tego zadania? Twórca Requiem dla snu od zawsze wyznaczał granice autorskiego kina mainstreamowego (choćby przy niepopularnym Źródle), a mother! to z pewnością jego najbardziej radykalne dzieło.

„Tak właśnie umiera kino!” – usłyszałem krzyk podczas festiwalowego seansu. Przywitane zostało ono pokrzykiwaniami, śmiechem i oklaskami. Jeśli kino miałoby umrzeć w taki sposób, nie miałbym nic przeciwko temu. Ktoś najwyraźniej jednak nie wyłapał analogii. Oznacza ona bowiem, że awangarda (nawet w wykonaniu tak mainstreamowego, choć wycofanego reżysera) może zrodzić jeszcze ciekawszą sztukę.

Poznaj recenzenta

Jędrzej Skrzypczyk
Absolwent filmoznawstwa i wiedzy o nowych mediach na Uniwersytecie Jagiellońskim. Wielbiciel hipsterskich seriali, których nikt nie ogląda, Davida Simona, "Pozostawionych" i "Hannibala". Nie wierzy w spoilery, nie znosi binge-watchingu. Bardziej jara go uniwersum DC niż Marvela. Chciałby przybić kiedyś Krzysiowi Nolanowi piątkę.

Najlepsze z 24h

Piotr Piskozub
0 -

Aktor z MCU ostro o Marvelu:…

Christopher Eccleston, znany fanom Kinowego Uniwersum Marvela z filmu Thor: Mroczny świat, w niezwykle krytycznych…

Piotr Piskozub
0 -

Momoa o krytyce Ligi Sprawiedliwości: Trzymam…

Jason Momoa zabrał głos w kwestii krytyki, jaka spadła na film Liga Sprawiedliwości. Aktor nie…

Piotr Piskozub
0 -

Liga Sprawiedliwości morduje Avengers i X-Men…

W jednym z chińskich kin pojawił się nietypowy plakat promujący film Liga Sprawiedliwości.

Michalina Reda
0 -

Jak się robi sceny erotyczne w…

Bogusław Linda uchylił rąbka tajemnicy i opowiedział, jak wygląda realizacja scen łóżkowych w polskim kinie.…

Magda Muszyńska
spoilery
0 -

The Walking Dead: sezon 8, odcinek…

Po dramatycznych wydarzeniach, które miały miejsce w poprzednich odcinkach The Walking Dead, przyszedł czas na…

Ocena recenzenta:
7
Michalina Reda
0 -

Oto zwiastun 5. sezonu serialu Agenci…

Po klipach i zdjęciach promocyjnych, w sieci pojawił się pełny zwiastun nadchodzącego sezonu serialu Agenci…

Co o tym sądzisz?