Szkoła zabójców: sezon 1, odcinek 3 – recenzja

Szkoła zabójców powraca z nowym odcinkiem, jednak po raz kolejny nie jest to poziom, który mógłby zachwycić. Oceniam.

Ocena recenzenta:
4/10

Szkoła zabójców powraca z nowym odcinkiem, jednak po raz kolejny nie jest to poziom, który mógłby zachwycić. Oceniam.

UWAGA: TEKST ZAWIERA SPOILERY!

Marcus kontynuuje swoją naukę w Szkole zabójców, jednak zgłębianie tajników morderczego fachu nie idzie mu tak jak sobie zamierzył. Wkrótce chłopak i reszta grupy Szczurów muszą zmierzyć się z kolejną falą prześladowań ze strony innych uczniów. Jednak jedna sytuacja sprawi, że będą chcieli okrutnie odegrać się na innych. W tym czasie Jurgen, profesor, który zajmuje się lekcjami na temat trucizn, za wszelką cenę chce zakończyć swoją współpracę z placówką. Jednak jego zwierzchnicy nie mogą na to pozwolić i zlecają zabójstwo nauczyciela. Ma go dokonać Lin.

Mam spory problem z pewnym aspektem tego serialu, mianowicie głównym bohaterem, którym miał być Marcus. Początek historii w jego wykonaniu był niezły, ale ten epizod w pełni dokumentuje spadek poziomu wątku tej postaci. Tak właściwie w pewnym momencie Marcus staje się zbędnym ogniwem w serialowej opowieści i nie jest jakimś elementem, który sprawia, że historia porusza się do przodu. Ogranicza się wyłącznie do kilku filozoficznych wywodów i pyskówek wobec innych postaci, a poza tym nic sobą nie reprezentuje. Wspomniałem o fabule, jednak tak naprawdę nie otrzymaliśmy jakiegoś wyrazistego wątku głównego, który stanowiłby fundament dla reszty aspektów opowieści. Niestety w tym momencie historia miejscami bardzo mocno się rozłazi, a intryga zaczyna trzymać się tylko i wyłącznie na dobre słowo. Młodzieżowe wątki mieszają się tutaj z większą niż życie intrygą, filozoficznymi dywagacjami na różne tematy i mrocznymi stronami zabójczego fachu. Jednak tak naprawdę nic z tego do tej pory nie wynika. Dobrym przykładem jest tutaj aspekt fabuły związany z zemstą Szczurów. Nie czuć było w nim jakiejkolwiek emocjonalnej stawki związanej z bólem dotyczącym bycia outsiderami.

Natomiast podoba mi się aspekt związany z poszczególnymi lekcjami. Szczególnie moim faworytem jest tutaj nauczyciel zajęć z psychologii, który wydaje się być większym psychopatą niż wszyscy jego uczniowie razem wzięci. Scena z jego lekcji była naprawdę niezła. Dobrze przedstawiono w niej to przerysowanie postaci, jednak odbyło się to w dobrą stronę. Była to przegięta sekwencja, jednak w takich rozsądnych granicach, które nie wchodziły w rejony kiczu. Jednak już zbędna filozofia opowieści momentami znacznie przekraczała tę linię dzielącą coś ciekawego i wciągającego od przepełnionych patosem nudnawych wywodów. A tutaj niestety scenarzyści często wpadają w przesadę i oferują nam pseudointelektualne dywagacje na temat między innymi kapitalizmu i walki uciśnionych, jednak nic za tym nie idzie. Jako przykład można tutaj podać scenę z rozmową na dachu Marcusa, Lexa i Billy'ego o amerykańskich korporacjach odpowiedzialnych za zło świata na przykładzie McDonald's. Nie ma w tym głębi a wszystko i tak sprowadza się do narzekania na otaczający świat, bez jakiejś interesującej dozy nihilizmu czy anarchizmu. Po prostu kończy się to na zbyt podniosłych dialogach jakich mogliśmy usłyszeć wiele w młodzieżowych produkcjach.

Jednym z silniejszych punktów tej produkcji jest postać Mistrza Lina i jego wewnętrznych rozterek, które szczególnie dały się we znaki w tym odcinku. Jego przyjacielska relacja z Jurgenem została zbudowana naprawdę nieźle i przeprowadzono ją w tym epizodzie całkiem sprawnie. Dylemat odnośnie do tego, czy być wiernym rozkazom i zabić przyjaciela, czy zachować się przyzwoicie jak nakazuje moralność zawierał głębie, którą dało się odczuć. Do tego dodajmy świetnie zrealizowaną scenę pojedynku obydwu postaci, pełną napięcia, która kończy się oszczędzeniem Jurgena przez Lina. To może być całkiem niezły wątek, podobnie jak ten związany z cliffhangerem na końcu epizodu, gdzie jeden z uczniów otrzymuje zlecenia na Saye. Jednak już inne relacje są w tym serialu budowane przez scenarzystów w karygodny i straszny sposób. Dobrym przykładem jest tutaj więź Marcusa z Sayą i Marią, która była w jakiś sposób nakreślana w poprzednich odcinkach, jednak tutaj twórcy potraktowali ten aspekt tak, jakby go w ogóle nie było do tej pory. A już relacja Chico i Marii jest dla mnie kompletnie niezrozumiała, bo nic z niej nie wynika. Nie wzbudza ona żadnych emocji.

Nowy odcinek Deadly Class ma kilka całkiem niezłych elementów, jednak jest również pełen słabych aspektów, które je przyćmiewają. Szkoda, bo widać pewien potencjał, jednak niknie on pod złymi rozwiązaniami - czy to narracyjnymi, czy to w kreowaniu wątków postaci.

Źródło: zdjęcie główne: Syfy

Szkoła zabójców

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV