Titans: sezon 2, odcinek 12 - recenzja

Przedostatni odcinek 2. sezonu Titans co prawda próbuje połączyć wszystkie ekranowe wątki, jednak tych jest zbyt dużo, by w pełni nad nimi zapanować - w kontekście nadchodzącego finału obecnej odsłony serii nie jest to dobra wróżba.

Ocena recenzenta:
5/10

Przedostatni odcinek 2. sezonu Titans co prawda próbuje połączyć wszystkie ekranowe wątki, jednak tych jest zbyt dużo, by w pełni nad nimi zapanować - w kontekście nadchodzącego finału obecnej odsłony serii nie jest to dobra wróżba.

Piotr Piskozub

Piotr Piskozub

UWAGA: TEKST ZAWIERA SPOILERY!

Jeśli u wrót finału 2. sezonu, w przedostatniej odsłonie obecnej serii twórcy Titans pozwalają sobie na roztrząsanie problemu braku erekcji Hanka, by później wyzwolenia z narkotykowego Eldorado szukać dla niego w zajumaniu mu kostiumu w przypadkowej pralni, to albo przynajmniej niektóre wątki tej opowieści mają znaczenie pretekstowe, albo scenarzyści de facto większego pomysłu na poprowadzenie narracji jednak nie zbudowali. W odcinku Faux-Hawk rozrzucona po Stanach Zjednoczonych drużyna Tytanów co prawda w końcu zaczyna zbierać się do kupy w San Francisco, ale nawet na tym etapie historii autorzy produkcji raczą nas fabularnymi dygresjami i zupełnie zbędnymi elementami, jak choćby rozciągniętymi retrospekcjami z Rose, wstawkami o wodolocie czy szykowaniem szklanki wody dla poszukiwanego przez pół świata Dicka. W dodatku wendeta Deathstroke'a niebezpiecznie dryfuje w stronę rodzinnych przepychanek, przez co tytułowa drużyna herosów nie może dobrze wybrzmieć - ani indywidualnie, ani zespołowo. Bohaterowie poruszają się po tych samych fabularnych trasach, powielając schematy; są nad wyraz smutni, nie mogą się zjednoczyć, mało też mówią. Gorzej tylko, że nie dają nam rekompensaty w postaci ekranowego działania. 

W zeszłotygodniowym odcinku najciekawiej po raz kolejny prezentuje się wątek Gara, którego mózg został wyprany przez Mercy Graves i jej popleczników z Cadmus - młody heros siecze Bogu ducha winne osoby w przestrzeni publicznej, za chwilę też posłuży antagonistom w jeszcze jednym ataku. Szkoda tylko, że do reżyserów produkcji nie dociera, iż ten element fabuły wymaga większej ekranowej ekspozycji. Zyskany w ten sposób czas twórcy postanowili spożytkować na pośpieszne nadrobienie lekcji z życiowego położenia Hanka, który, być nie może, uprawia seks z przypadkowymi osobami, sprzedaje swój strój w zamian za pieniądze na narkotyki, walczy w klatce i ma wizje z okładającą go Dawn. Od początku tego serialu jego opowieść nie ulega więc zasadniczym zmianom - postać ta, podobnie jak wielu innych bohaterów, w żaden sposób nie ewoluuje. Widać to również na przykładzie Kory i Rachel, które wdają się w aucie w słowną utarczkę przywodzącą na myśl kłótnie rozwydrzonych dzieciaków. Co więcej, Jason częstuje Rose ekologicznymi hot dogami, a Dawn i Donna musiały zatrzepotać rzęsami, by dowiedzieć się więcej na temat planu Cadmus. Nawet jeśli to produkcja o nastolatkach, to docelowo ma ona być także historią superbohaterów. Niestety, może poza Dickiem, ucieczka z kajdan młodości ku dorosłości tym postaciom po prostu nie wychodzi. To jednak nie ich wina; zbrodnię na nich wciąż bowiem popełniają scenarzyści. 

Fabuła serialu jest tak przesycona różnorodnymi i niekoniecznie się zazębiającymi wątkami, że niektóre z nich zostają na ekranie ledwie zarysowane. Dzieje się tak m.in. z więzienną ucieczką Dicka, który najpierw odwiedza Adeline, by później dostać nowy, niepokazany na razie widzowi kostium. Choć ten fabularny element mógłby być intrygujący, to koniec końców został poszatkowany i upchnięty w całość opowieści tak, by zaserwować go odbiorcy w ekspresowym tempie. Twórcy wolą stawiać na kolejne odwołania do genez; tę dotyczącą relacji Rose (plus za pokazanie jej w stroju Ravager) i Slade'a, niezwykle istotną dla zasadniczej osi fabularnej, podlano rodzinnym sosem, przyprawiając jeszcze próbującym sterować ruchami ciała ojca Jericho. Prawda jest jednak taka, że krucjata Deathstroke'a przez cały obecny sezon nie nabrała żadnego głębszego wymiaru - Tytani pośrednio doprowadzili do śmierci jego syna, więc złoczyńca pokaże im teraz, gdzie raki zimują. Skoro wszyscy omijają go szerokim łukiem, to najwidoczniej odwrócą się od niego także latorośle. Koniec, kropka, wiemy o tym od kilku tygodni. Żadna retrospekcja czy emocjonalna trauma już tej konstatacji nie cofnie: scenarzyści grali z nami w kotka i myszkę, by aż do bólu przeciągnąć cały wątek i pozorować sytuację, w której na polu walki Tytanów z Wilsonem trzymają asy w rękawie. Na takowe nie ma co liczyć.

Oczywiście istnieje szansa na to, że w finałowym odcinku 2. sezonu Titans zmażą wszystkie grzechy i grzeszki, prowadząc widza ku satysfakcjonującej konkluzji. No cóż, nadzieja na to, że Popek dostanie Nagrodę Nobla z fizyki z pewnością też jakaś jest. Serial platformy DC Universe z niejasnych przyczyn po dwóch swoich odsłonach wciąż opowiada o działających przede wszystkim oddzielnie postaciach - uświadczenie ich na ekranie w ramach drużyny oferuje się nam od wielkiego dzwonu. Wszelkie grupowe rozbicia i wojenki irytują, a motory napędowe w postaci Bruce'a Wayne'a, Deathstroke'a czy Superboya to bardziej rozciągające fabułę wytrychy niż bohaterowie przyczyniający się do jakościowego skoku. Tak, Tytani z całą pewnością próbowali skakać, lecz wciąż i wciąż lądowali w tym samym miejscu. 

Źródło: Zdjęcie główne: DC Universe

Titans

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV