Wieczór gier – recenzja filmu

Nareszcie Kac Vegas doczekało się godnego następcy.

Ocena recenzenta:
8/10

Nareszcie Kac Vegas doczekało się godnego następcy.

Dawid Muszyński

Dawid Muszyński

Tagi:  recenzja 

Duet scenarzystów John Francis Daley i Jonathan Goldstein, a od niedawna także reżyserów, który zaserwował nam takie produkcje, jak W nowym zwierciadle: Wakacje, Spider-Man: Homecoming czy Szefowie wrogowie, od dawna chciał stworzyć komedię z prawdziwego zdarzenia. Każdy z wyżej wymienionych projektów miał w sobie zabawne elementy, jednak czegoś im brakowało do pełnego sukcesu. Tym razem jest inaczej. Wieczór gier swoją konstrukcją i poczuciem humoru nawiązuje do Kac Vegas, gdzie główni bohaterowie mają do pokonania kuriozalną i abstrakcyjną podróż. W produkcji Todda Phillipsa uczestnicy wyjazdu kawalerskiego szukali zaginionego pana młodego, w tym przypadku przyjaciele spotykający się raz w tygodniu w celach rozrywkowych muszą odnaleźć brata jednego z nich, który został porwany. W założeniu porwanie miało być sfingowane przez firmę zajmującą się organizowaniem gier terenowych. Niestety, w domu graczy pojawiają się prawdziwi porywacze. Problem polega na tym, że gracze wcale nie wiedzą o tym, że zasady właśnie się zmieniły. Myślą, że walczą o główną wygraną, czyli samochód, a nie życie swojego przyjaciela.

Game Night to totalna abstrakcja. Żadna z sytuacji nie ma prawa wydarzyć się w prawdziwym życiu, ale może dlatego tak dobrze się ją ogląda. Seria gagów wydaje się nie mieć końca. Każdy jest lepszy od poprzednich. Prym wiedzie tu duet Rachel McAdams i Jason Bateman jako charyzmatyczne małżeństwo kochające wszelkiego rodzaju rywalizację i gry. Świetnie się uzupełniają. Widz od razu wierzy w to, że są oni małżeństwem. McAdams przypomniała, że jest świetną aktorką komediową. Bateman gra natomiast to co zawsze, nie obniżając poziomu. Jego kreacja niczym nie różni się od tej z Hancocka czy Tak to się teraz robi. Można by nawet powiedzieć, że gra tę samą postać tylko w innych rzeczywistościach.

Jednak to dwie role drugoplanowe kradną całe show. Kyle Chandler jako przebojowy starszy brat głównego bohatera, Brooks. Zazwyczaj widzimy go w poważnych rolach z serialu Friday Nigth Live czy Bloodline. Chandler wprowadza do fabuły pewien luz. Jednak niekwestionowaną gwiazdą filmu jest Jesse Plemons jako obsesyjnie szukający akceptacji otoczenia sąsiad głównych bohaterów. Jego psychopatyczny spokój jest przekomiczny. Gary jest policjantem, ale bliżej mu do mordercy z Milczenia owiec. Jest to bardzo dobrze wymyślona i zbudowana rola. W obsadzie jest jeszcze świetny Michael C. Hall, jednak znaczenie jego postaci dla fabuły pozostawię w tajemnicy.

Najsłabszym ogniwem jest natomiast Ryan grany przez Billyego Magnussena, który jest kopią Stiflera z Americna Pie. Swoją grą odstaje on mocno od reszty obsady. Zaniża jej poziom.

Wieczór gier ma zabawne dialogi i świetny scenariusz, który nie zostawia widzowi miejsca na nudę. Cały czas coś się dzieje na ekranie. Poziom humoru jest równy. Nie ma tu żartów niskich lotów. Spokojnie można powiedzieć, że to najlepsza komedia, jaką w tym roku zobaczymy. Problem z takimi produkcjami jest jednak taki - jeśli zdobędzie sukces, to zaraz ktoś wpadnie na kretyński pomysł, by nakręcić kontynuację. Ale to pieśń przyszłości.

Wieczór gier

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV