Bartosz Walaszek – tykająca b(B)omba i egzorcysta polskiej popkultury

Bartosz Walaszek to nie tylko twórca kreskówek, takich jak Kapitan Bomba, Blok Ekipa czy Egzorcysta. To także największa zagadka współczesnej polskiej popkultury.

Bartosz Walaszek to nie tylko twórca kreskówek, takich jak Kapitan Bomba, Blok Ekipa czy Egzorcysta. To także największa zagadka współczesnej polskiej popkultury.

Jeśli w rodzimym świecie filmowym i telewizyjnym chcielibyście odnaleźć prawdziwego człowieka orkiestrę, to powinniście skierować swój wzrok na Bartosz Walaszek. Lider kultowego zespołu Bracia Figo Fagot od lat 90. XX wieku daje się poznać różnej maści kinomanom i serialomaniakom jako twórca prawdopodobnie najabsurdalniejszych w naszym kraju kreskówek, reżyser, scenarzysta, montażysta, kompozytor i wreszcie aktor. Jakby tego było mało, Walaszek to także założyciel i prezes Git Produkcji, w wolnych chwilach lubujący się w okładaniu perkusji w ramach występów punk-rockowej kapeli TPN 25. Nie ma żadnego przypadku w tym, że na jednym z forów internetowych określono go mianem „polskiego Leonarda da Vinci”. Bartosz Walaszek to bowiem postać w naszej popkulturze wyjątkowa i nie ma tu specjalnego znaczenia, czy jego twórczość lubimy czy też nie. Od lat wychowuje bowiem rodaków poprzez swoje absurdalne i ironiczne podejście do rzeczywistości. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że spora część Polaków miała już styczność z jego dziełami, czasami zapewne nie zdając sobie sprawy z tego, kto jest ich twórcą. Kim jest więc Walaszek? Odpowiedź na to pytanie może znajdować się za granicą Wszechświata…

Na ekranie Walaszek debiutował w 1994 roku w krótkometrażowym filmie Rojal. Jego postać, Mścisław Pięść, to dzielny funkcjonariusz Milicji Obywatelskiej, który w czasie rutynowego patrolu odkrywa istnienie nielegalnej gorzelni. Brzmi niedorzecznie? To tylko fasada; pokolenie Y, szerzej znane jako milenialsi, w tamtych czasach poszukiwało własnego stylu. Popkultura wyszła temu zapotrzebowaniu naprzeciw, oferując dzieła i postacie, z którymi niepamiętający czasów zimnej wojny młodzi ludzie mogli się utożsamiać, a przy okazji wyrazić swoje ironiczno-krytyczne spojrzenie na zastaną rzeczywistość. Komiksowi czytelnicy dostali więc Deadpoola, a polskie podrostki – Walaszka. I to takiego, który nieustannie powraca w coraz to nowych wcieleniach.

Jako aktor bohater niniejszego tekstu pojawił się choćby w filmie Bułgarski pościkk (2001), który wraz z reżyserowanymi już przez niego Wściekłe pięści Węża (2006) na trwałe wszedł do kanonu miłośników hardkorowego kina spod znaku absurdu. Spryciarz Walaszek (rocznik 1977) grał na sentymentach rodaków, którzy na przełomie lat 80. i 90. zatracali się w kinie kopanym, przekazywanym sobie po sąsiedzku poprzez kasety VHS. On sam niespecjalnie starał się nawet maskować swoje inspiracje, wśród których nader istotne znaczenie miał najwidoczniej porucznik Borewicz z serialu 07 zgłoś się. To unikalne połączenie zaowocowało aktorskimi popisami Walaszka w takich filmach jak: Bandziorno, Dżudo Honor 7, Karate Pumo, KunG Fu Pantera 2, Tekuondo koń 4 czy w miniserialu Podporucznik Rybarczyk. Czasy się jednak zmieniały – w ręce milenialsów coraz częściej wpadały telefony komórkowe, a Internet stawał się powszechniejszy. Z tym fantem należało coś zrobić. Walaszek doskonale wiedział co, choć przeciwnicy jego twórczości zapytaliby raczej: po co?

Prawdziwe triumfy Walaszek święcił jako twórca kreskówek realizowanych wraz z zespołem Git Produkcja. Jest ich cała masa; do najpopularniejszych należą z pewnością Piesek Leszek, Generał Italia, Pod gradobiciem pytań, Koń Rafał i wreszcie dwa sztandarowe projekty – Kapitan Bomba i Blok Ekipa. Ostatnie z nich zyskały tak wielką przychylność internautów, że fani nieustannie prześcigają się w tworzeniu rankingów najlepszych cytatów czy ulubionych postaci. Do dziś pamiętam swojego sylwestra sprzed kilku lat. Nieco senna atmosfera, półmrok, w okolicach godziny 22:00 towarzystwo szukało już spokoju ducha i ciała w pozycji poziomej. Wtedy jednak naszym oczom ukazało się to:

Wracającego niczym widmo Walaszka w życiu moim i moich znajomych było znacznie więcej. Miłość do tego twórcy z biegiem lat stawała się jednak coraz trudniejsza. Dochodziło do sytuacji, w których kolejny seans Kapitan Bomba musiałem trzymać w tajemnicy – co bardziej rozmiłowani w artystycznym kinie albańskim rozmówcy nie podzielali moich uczuć, z uporem maniaka starając się wmówić mi, że równanie jest proste: Walaszek = wstyd. Sęk w tym, że jego dokonania broniły się same, a w sieci pojawiało się coraz więcej grup fanów tego typu twórczości. Walaszek sprzedawał im znakomity pomysł na podejście do życia, pokazując, jak bardzo kraj pól malowanych zbożem rozmaitem utkany jest z absurdu. Nabieraliśmy dystansu – do polityka A kłócącego się z politykiem B, fenomenu reality show, małyszomanii, narodowych symboli czy traumy II wojny światowej. Walaszkowi niespecjalnie zależało na roli Mojżesza prowadzącego swój młody lud ku ziemi obiecanej, krainie ironią i sarkazmem płynącej. On się po prostu cholernie dobrze bawił. Jeśli już załapałeś się na jego pociąg, to mogłeś mieć frajdę razem z nim.

Walaszek przez lata pokazał nieprawdopodobny wręcz talent do przerysowywania rzeczywistości, wkładając w usta bohaterów słowa tak absurdalne, że nad ich sensem i przeznaczeniem zastanawiają się wszyscy – i protagoniści kreskówek, i widzowie. Co więcej, wiele z postaci mówi głosem samego twórcy, bo przecież dla tego człowieka orkiestry nie ma obszarów, których nie byłby w stanie odkryć. Ze światem, którym Walaszek dzieli się z widzami, jest trochę jak z pudełkiem czekoladek – naprawdę nigdy nie wiesz, co wyciągniesz. Nawet jeśli przez ekran z prędkością karabinu maszynowego przewijają się narządy płciowe, wulgaryzmy i nawiązania do tylnej części ciała, to wiedz, że to tylko fasada. Za tym welonem powierzchownej infantylności kryje się bowiem pamflet na współczesną polską rzeczywistość. Walaszek nie ma więc problemu z obnażaniem prawdy o polskim społeczeństwie, życiu politycznym czy zamiłowaniach celebrytów. Każdemu dostaje się tak samo, nie ma absolutnie żadnych świętości. Nikt jednak nie wie, czy w tym szaleństwie jest metoda, czy to tylko wyraz kaprysów autora – i może właśnie w tej niewiedzy i niedopowiedzeniu tkwi piękno i siła przekazu jego twórczości. Bo skoro za granicą Wszechświata wszystko zamienia się w męski narząd płciowy, a karate narodziło się w Rumunii, to masz tylko dwie drogi: albo uznasz to za największy kretynizm wszech czasów, albo, z nie do końca jasnych powodów, zaczniesz się śmiać. Jak na razie w Polsce przeważa ta druga opcja. Ot, cały artyzm Walaszka – sztuka prymitywistyczna pełną gębą. Najwidoczniej wciąż jest na nią zapotrzebowanie, skoro Wściekły Wąż postanowił Polaków już nawet nie rozśmieszać, ale od razu egzorcyzmować…

Źródło: Zdjęcie główne: SPInka Film Studio/Comedy Central/YouTube

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV