Komedie, które obrażają

Wejście na ekrany kin filmu Głupi i głupszy bardziej znowu (jak dwadzieścia lat temu przy pierwszej części i wielu innych okazjach) wywołuje dyskusję o granicach dobrego smaku. 

Wejście na ekrany kin filmu Głupi i głupszy bardziej znowu (jak dwadzieścia lat temu przy pierwszej części i wielu innych okazjach) wywołuje dyskusję o granicach dobrego smaku. 

Adam Siennica
Adam Siennica

Oczywiście każdy je ma gdzie indziej. A dodatkowo – moim zdaniem – przekraczanie tych granic nie oznacza wcale, że film staje się nieśmieszny. Czasem bawi właśnie dzięki temu. Zwłaszcza dzięki temu. Oto więc mój prywatny przegląd filmów fajnie balansujących na tej granicy (by było różnorodniej, staram się nie powtarzać twórców):

"Menażeria" (1978)

Pierwszy film nakręcony pod marką "National Lampoon" - amerykańskiego pisma satyrycznego, które później dało nam też cykl "Wakacje" z ChevyM Chase'em, "Strzelając śmiechem" czy "Van Wildera". W tej opowieści o życiu studenckim na początku lat 60. nie wiedzieli, jak daleko mogą się posunąć, i posuwali się bardzo daleko. Znacie dziesiątki filmów, które próbowały powielić tę opowieść – zobaczcie oryginał:

Sens życia wg Monty Pythona (1983)

Ten film reklamowano często jako jedyny obraz, który jest w stanie obrazić absolutnie każdą grupę społeczną. I sporo w tym racji. Pythoni brutalnie obnażają bezsens niemal każdego aspektu życia i każdej zbiorowości. Ot, na przykład tu – jeszcze nie przestali niesmacznie nabijać się z katolików, a już zaczynają z protestantów:

Ściśle tajne (1984)

Trio ZAZ w życiowej formie i film parodiujący dziesiątki gatunków i tytułów (a zwłaszcza opowieści o tajnych agentach). Smaczku dodaje fakt, że to aktorski debiut Vala Kilmera. A sceny przekraczające granice dobrego smaku? No, dziś patrzymy na to już inaczej, ale 30 lat temu idea seksu analnego z bykiem była naprawdę ostra...

Sposób na blondynkę (1998)

Niby ten tekst jest sprowokowany "Głupim i głupszym", ale jeśli mam wymienić najlepszą niesmaczną komedię braci Farrelly, to wybieram tę wariację na komedię romantyczną z Cameron Diaz w roli głównej. To jest tak głupie i wulgarne, że aż genialne. Naprawdę:

Dogma (1999)

Wulgarna komedia o religii. Kevin Smith w świetnej formie – oto opowieść o sile wiary pełna aniołów i wulgarnych seksualnych żartów. Mamy tu nawet Boga i potwora zrobionego z kupy. I naprawdę bardzo pozytywny przekaz:

Straszny film (2000)

Bracia Wayansowie mają swoje wzloty i upadki, ale moim zdaniem pierwsze dwie części "Strasznego filmu", za które odpowiadali, fajnie i często niesmacznie parodiowały rozmaite chwyty kina grozy. Niby to samo wcześniej robił ZAZ, ale tu jest jakoś grubiej w niektórych tematach:

Ostrożnie z dziewczynami (2002)

Przyznaję – mam słabość do tego filmu. Opowieść o wyzwolonych seksualnie przyjaciółkach i to ze wstawkami musicalowymi w najbardziej wyuzdanych momentach bawi mnie za każdym razem. I jak widać, Cameron Diaz się po prostu w takich rzeczach sprawdza:

Borat (2006)

Naiwny i tępawy kazachstański dziennikarz w podróży przez Amerykę. Cudowny film obnażający ludzką głupotę i zaściankowe myślenie. Uwielbiam ten typ humoru, acz gdy sobie przypomnę scenę, jak dwaj panowie walczą w pokoju hotelowym, to jeszcze mam dreszcze. Oszczędzę Wam jej – zobaczcie zwiastun:

Supersamiec (2007)

Wzorcowa komedia o nastolatkach. Tak pełna obsceniczności jak sami nastolatkowie. Więc w zasadzie należałoby ich jakoś przed tym filmem chronić. Ale on jest po prostu szczery. I wulgarny. I miejscami niesmaczny. I niesamowicie śmieszny:

Ted (2012)

I najnowszy w zestawieniu. Dziś już jesteśmy przyzwyczajeni do komedii dla starszych (ot, tych wszystkich "Kac Vegas" i im podobnych), ale umieszczenie w takim filmie pluszowego misia? Aż człowiek ma nadzieję, że jakaś mama się pomyli i weźmie na seans kilkulatka...

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV