Michael Peña: Obejrzałem trzy sezony Narcos w tydzień [WYWIAD]

Michael Peña opowiada nam o przygotowaniach do roli i pracy nad serialem Narcos: Meksyk.

Michael Peña opowiada nam o przygotowaniach do roli i pracy nad serialem Narcos: Meksyk.

Marcin Zwierzchowski

Marcin Zwierzchowski

MARCIN ZWIERZCHOWSKI: W Narcos: Mexico wcielasz się w jedną z głównych ról. Kim jest twój bohater?

Michael Peña: Wcielam się w Kiki Camarene, faceta należącego do DEA, który zaczął w latach 80. walkę z narkotykowym biznesem w Meksyku. Na początku obecność DEA nie była tam konieczna, ale Camarena wiedział, że kartele urosną w siłę i on chciał rozwiązać ten problem. Wziął ten ciężar na siebie i jest to jednym z punktów zwrotnych w jego życiu.

Jak przygotowywałeś się do swojej roli? Wiadomo, że mamy do czynienia z postacią autentyczną. Gdzie szukałeś informacji o swoim bohaterze?

Jasne, czytałem w wolnym czasie Desperados. Spotkał się ze mną Eric Newman, showrunner serialu. Było to jakieś trzy, może cztery lata temu i powiedział: Hej, chcemy zrobić nowego Narcosa z zupełnie nową obsadą i miejscem akcji. Powiedział mi o postaci Camareny, a także o tym, co przeszedł podczas wojny narkotykowej. Byłem tym bardzo podekscytowany. Na początku było trochę nerwów, ale chciałem jak najlepiej przygotować się do swojej roli.

Oglądałeś poprzednie trzy sezony Narcos?

Przyszedł do mnie mój agent i powiedział, że ktoś chce ze mną porozmawiać i jest to związane z Narcos. Wiesz, mam dziewięcioletniego syna i tak naprawdę nie oglądamy za dużo telewizji, a kiedy twoje dziecko jest jeszcze małe, to możesz oglądać tylko Coco. Tak naprawdę nie oglądałem wcześniej, bo nie miałem czasu na bingewatching, ale nadrobiłem. I cholera, to naprawdę jest świetne. Mam tutaj na myśli, że serial ten jest po prostu inny, to nie jest telewizja sieciowa, gdzie musi być zawsze jakiś cliffhanger i wszystko wygląda tak nierealnie. Jest tutaj inaczej, bardziej naturalnie i są to przede wszystkim ciekawe historie. Jestem pewien, że wszystkim znane. To jest świetny okres dla telewizji, gdzie jest czas i miejsce na lepsze poznanie bohaterów.  Obejrzałem trzy sezony Narcos w tydzień. Dzięki Bogu, że miałem akurat trochę wolnego.

Czyli oglądanie telewizji w twoim domu jest ograniczone ze względu na dzieci?

O tak. Kiedy widziałem, jak moje dziecko próbuje powiększyć zdjęcie palcami, ale w gazecie, wtedy powiedziałem "to koniec!". Wtedy był jeszcze małym dzieckiem, ale teraz uczę go innych rzeczy. Jesteśmy w mojej rodzinie czytaczami, razem z żoną i dzieckiem potrafimy siedzieć w salonie i czytać godzinami. Nie tę samą książkę, każdy swoją (śmiech).

Narcos: Meksyk
Źródło: Netflix

Ten sezon tak jak poprzednie pokazuje nam dwie różne perspektywy. Czy to wyróżnia ten serial od pozostałych produkcji kryminalnych?

To jest bardzo interesujące, jak ten sezon jest prowadzony. Pytasz wprost kto jest tym złym? I to jest ciekawe, bo tak jest też w prawdziwym życiu, a oglądając serial nie wiesz, czy ten gość skończy jako dobry i odwrotnie. Nigdy nie wiesz, co się może stać i to czyni ten sezon wyjątkowym.

Serial oparty jest na prawdziwych wydarzeniach. Czy twoim zdaniem wiedza oglądającego na ich temat ma znaczenie, czy lepiej być zupełnie nieświadomym historii zawartych w serialu?

Nie, w tym cała rzecz. Wiedzieliśmy przecież, że Pablo Escobar umrze i to nie było jakieś wielkie zaskoczenie. Wszyscy wiemy, jak to było i jak to się skończy. Liczy się to, czego o nich nie wiemy. Kiedy czytam o kimś, to zawsze jest to opowieść głównie z jednego punktu widzenia. I tu jest zawarte piękno, kiedy czytasz o działaniach DEA, to zawsze jest to gloryfikacja ich działań, tak pokazywało to CNN i FOX News, ale nie zawsze było kolorowo.

Widzimy zatem wydarzenia z prywatnego życia bohaterów, które nie były pokazywane do końca w wiadomościach i prasie. Obraz zadziała lepiej, niż gdybyśmy rzeczywiście przeczytali o tym np. w internecie?

Dokładnie. Szczerze mówiąc, jest tego więcej, niż nam się zdaje i to o obu postaciach. Kiedy czytam lekturę, a uwielbiam m.in. Charlesa Bukowskiego, to uważam, że są rzeczy, które naprawdę znacznie lepiej jest zobaczyć na własne oczy.

Jak kręcony był serial? Czy pracując na planie, podążaliście za historią chronologicznie?

Tak. Kręciliśmy tylko dwa odcinki na raz. Nie miałem więc pojęcia, co może się wydarzyć dalej. To było ekscytujące, że nie zawsze wiedziałem, co się stanie, a raczej jak do tego dojdzie. Musiałem być przygotowany według scenariusza na najbliższy odcinek, by dobrze wykonać swoją pracę. Trudno jest połapać się w biegu wydarzeń, jeśli kręcimy tylko dwie godziny. Ale oczywiście jest to bardziej rozbudowana historia, przenosimy się z miejsca w miejsce, rozwija się charakter bohaterów. Dla mnie to także było intrygujące. Po przeczytaniu scenariusza wiedziałem, że to będzie naprawdę dobre, że te postacie tak się rozwiną.

Jak dużo miejsca było tutaj na improwizacje? Dopowiadałeś coś od siebie w dialogach?

Tak, ja to bardzo lubię. Trzeba zawsze opowiedzieć historię ze scenariusza, ale kiedy przyjdzie mi coś do głowy, to po prostu to mówię. Pracuję tak od dwudziestu lat i to jest już część tego, jak działam. Na początku zdjęć trzymaliśmy się sztywno tego, co było napisane w scenariuszu, ale podczas kolejnych prób było więcej miejsca na improwizację. Zawsze jednak musieliśmy oddać charakter sceny.

Jak wyglądała twoja współpraca z Diego Luną? Dobrze się wam pracowało?

O, świetnie. Kocham tego gościa. Uważam, że jest fantastycznym aktorem. Oglądałem go ostatnio w jakimś hiszpańskojęzycznym filmie i był tam znakomity; ja w ogóle nie byłem brany pod uwagę do tej roli, bo nie umiem za dobrze mówić po hiszpańsku (śmiech). Dobrze nam się razem pracowało. Diego brał sobie przerwy od grania, co nadawało mu świeżego spojrzenia i widać, że to poskutkowało i ma ogromną pasję do grania. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy.

Jak zagranie w serialu Narcos wpłynęło na ciebie i czy będzie to miało wpływ na twoje częstsze zaglądanie do telewizji?

Ja bym tak tego nie rozgraniczał pomiędzy telewizję a kino. Praca w serialu jest inna, dostajesz scenariusz miesiąc wcześniej i możesz się lepiej przygotować. Możesz lepiej nad sobą popracować. Zainspirowało mnie to do lepszego mówienia i poprawy dykcji. Czytam sobie chociażby Szekspira, oglądałem też ostatnio Cate Blanchett w filmie Elizabeth i jeny, jak ona świetnie mówi. To samo Christian Bale w American Psycho. Chciałbym dalej nad sobą pracować, a telewizja daje takie możliwości.

Źródło: Zdjęcie główne: Netflix

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV